czwartek, 10 grudnia 2015

Śmierć, nie jeden ma kolor.

Annabel przebudziła się z koszmaru, otarła zimny pot z twarzy i wstała z łóżka. Rozejrzała się po swoim nowym pokoju. Było to duże pomieszczenie z łazienką. Na łóżku bez problemu wyspałyby się co najmniej dwie dorosłe osoby. Obok łóżka stała mahoniowa witryna na książki. Przez wielkie okno widziała las. Pod nim stało biurko na którym leżała wielka paczka z kartką zaadresowaną do niej. W paczce znajdowały się świeże ubrania, mała kosmetyczka, nowy smartfon i liścik. W liście było napisane żeby po przebudzeniu zeszła do jadalni. 
Anna wzięła szybka kąpiel w wannie, ubrała się i wyszła z pokoju. Na korytarzu spotkała Jennifer.
- Dzień dobry - zawołała Jen. Była ubrana na sportowo i miała lekką zadyszkę.
- Cześć - odparła Annabel. - Biegałaś?
- Zawszę biegam rano co najmniej godzinę.
Annabel spojrzała na zegarek i zdziwiła się, że jest już 10:00. 
- Choć szybko na śniadanie, bo zaraz nic już nie zostanie - powiedziała Jen i ruszyła w stronę schodów.
Annabel cieszyła się, że mieszka niedaleko Jennifer. W razie czego zawsze mogła liczyć na jej pomoc. David też miał pokój na tym piętrze lecz dużo dalej. W sumie to wszyscy Pogromcy w wieku od 15 do 27 lat mieszkali na tym samym piętrze. Gdy schodziły w milczeniu, Nocna Łowczyni wspominała czego się dowiedziała po przybyciu.
- Gdzie jest Cloe i Aura? - spytała Jennifer.
- Kto? - zainteresowała się Annabel.
- Cloe to demon jak ja - odpowiedział Bal. - Aurrora to anielica.
- Dostaliśmy informacje o pewnym Arncheli, który zaczął rozrabiać - wyjaśnił Sam.
- Cholera - skomentował Paul. - Mam nadzieję, że nie będzie powtórki z San Francisco.
- Przepraszam, że pytam, ale o co chodzi? - wnikała Annabel.
- Arncheli to ludzie którzy mają krew Starożytnych - wyjaśnił Sam. - Moc Starożytnych jest ukryta, lecz może się przebudzić w każdym momencie.
- Jeśli Arncheli nie zostanie odpowiednio wyszkolony może spowodować duże zniszczenia - dodał David. - Jakieś dwa miesiące temu w San Francisco pojawił się nie wytrenowany Starożytny. Gdy wpadł w szał zabił mnóstwo Przyziemnych i Podziemnych. Clave dostało informacje, że był to konflikt dwóch klanów wampirów.
- Pamiętam. Było o tym głośno w Instytucie. Podobno w tej masakrze wymordowały się dwa najpotężniejsze klany miasta.
- Prawda jest taka, że te dwa klany chciały wykorzystać młodą Arncheli do swych celów. Ona nie wytrzymała i dała upust wściekłości w wyniku czego w pojedynkę zniszczyła oba klany i wielu Przyziemnych - wyjaśnił Paul, a gdy zobaczył niedowierzanie na twarzy Nefilim dodał. - Mamy wielką moc, ale jest ona niebezpieczna również dla nas. Ta Arncheli o mało co nie przypłaciła tego życiem.
- A co się stało z tą Arncheli?
- Została zabrana do Bastionu i wyszkolona na Pogromczynię - powiedział Sam. - Dlatego obowiązkiem Pogromców jest nie tylko walka z demonami, lecz też szkolenie Arncheli na Pogromców.
Annabel wyrwała się z zadumy gdy dotarli do jadalni, teraz było w niej o wiele więcej osób niż poprzednio, jednak znalazło się dla niej miejsce obok Paula.
- Witam wszystkich w ten piękny dzień! - zawołał radośnie Sam. Odpowiedział mu niewyraźny pomruk.
- Dla niego każdy dzień jest piękny. - mruknął Paul pod nosem. - Nawet gdy leje jak z cebra.
- Taki już mój urok. - powiedział Sam, który ni z tego ni z owego znalazł się za jego plecami. - Mam nadzieję, że będziesz tak miły i oprowadzisz naszego gościa po Bastionie?
- A mam inny wybór? - spytał sarkastycznie żniwiarz.
- Szybko się uczysz. - pochwalił go anioł. - Bądźcie w południe na głównej arenie, Anna musi tam coś zobaczyć. - to powiedziawszy oddalił się.
Gdy Samandriel doszedł do swojego miejsca, Balzael wstał i oboje krzyknęli donośnie.
- By chronić  Ziemię i jej mieszkańców zarówno Przyziemnych, Podziemnych jak i Nocnych Łowców musimy się stale doskonalić by osiągnąć Vituralle! IGRZYSKA CZAS ZACZĄĆ!!!
Wszyscy w jadalni zaczęli drzeć się na całe gardła ze szczęścia.
- Co to są te Igrzyska? - spytała Annabel Paula.
- Raz na dwa miesiące są organizowane specjalne sesje treningowe mające sprawdzić jakie robimy postępy. - odpowiedział. - Wszyscy zawsze czekają na ten dzień bo jest to okazja by zdać egzamin końcowy i przejść do czynnej służby.
- Furie! - ryknął Bal.
- Furie! - zawtórował mu tłum. Annabel widziała jak David i dwóch innych chłopaków wstaje od stołu i staje obok demona.
- Szepty! - krzyknął Sam. 
- Szepty! - powtórzył tłum.
Tym razem od stołu wstały trzy dziewczyny. Stanęły symetrycznie do chłopaków za aniołem. Furie i Szepty ruszyli równym szpalerze  przez jadalnie za Samem i Balem. Większość z Pogromców ruszyła za nimi lecz nieliczni woleli dokończyć śniadanie. Paul pozwolił Annabel coś zjeść. Gdy ta już się najadła, razem wyszli z jadalni.
Annabel była zachwycona Bastionem. Przy nim Instytut w Nowym Jorku był jak mały domek. Zobaczyła olbrzymią bibliotekę, pełną ksiąg z zaklęciami, encyklopedii o demonach i innych bestiach jak i innych użytecznych woluminów. Dowiedziała się, że arrasy wiszące w holu przedstawiają najwybitniejsze postacie i najważniejsze wydarzenia z świata Starożytnych. Paul niechętnie mówił o sobie, ale Annabel dowiedziała się, że był zwykłym chłopcem mieszkającym w Los Angeles i jego moc obudziła się, gdy miał 15 lat. Wtedy zaczął szkolenie na Pogromce. Jego rodzice nie byli zbytnio z tego zadowoleni do czasu gdy uratował swoją małą kuzynkę przed demonem. Jak normalny chłopak skończył szkołę, a potem przeprowadził się na stałe do Bastionu. Paul nadal miał kontakt z rodzicami i często ich odwiedzał.
- W Bastionie jest wiele sal treningowych - mówił, gdy zmierzali na arenę. - Są strzelnice. Baseny, gdzie trenujemy walkę z wodnymi demonami, ścianki wspinaczkowe, sale do sparingów. Ale to na wielkiej arenie zawsze odbywają się egzaminy wstępne i najlepsze pojedynki.
- O co chodzi z tymi egzaminami? - spytała Annabel.
- Po zakończeniu szkolenia, by móc zacząć jeździć na misję trzeba zdać egzamin. Polega on na walce sam na sam z potężnym demonem.
- Skąd bierzecie demony do treningów i egzaminów? - spytała Annabel.
- Bal je przywołuje lub są łapane przez Kłusowników - odparł Pogromca.
Gdy dotarli na miejsce Annabel opadła szczęka z zachwytu. Było to ogromne okrągłe pomieszczenie z trybunami dookoła. Pole bitwy także okrągłe, było lekko obniżone, by oddzielić je od widzów. Było tam wiele drzwi. Na środku areny znajdował się piedestał, a na nim stał David, ubrany w strój bojowy.
- Czarna Furia - zapowiedział Sam, siedzący w najwyższym rzędzie, a jego głos potoczył się echem przez trybuny.- David Blackfire, Nefeler.
Na rękach Davida Annabel dostrzegła rękawice jak ze zbroi z wieloma kolcami i z ostrzami na palcach. Na jego butach również znajdowały się niewielkie ostrza.
Paul i Annabel usiedli w najniższym rzędzie.
- Spóźniłeś się. - powiedział inny Pogromca siedzący koło Paula. Miał srebrne włosy i niebieskie oczy, też miał na sobie strój bojowy. Cały w strzępach i poplamiony krwią. Inna dziewczyna o długich blond włosach obmywała mu paskudną ranę na ramieniu. Rana była rozległa, kawały wyrwanego mięsa zwisały z jej krawędzi.
- Co ci się stało? - spytał Paul, patrząc na ranę.
- Ten cholerny Beserker - odparł i syknął z bólu gdy Pogromczyni zerwała gazę z rany, która na ich oczach zaczęła się zasklepiać. - Zaczęło się dużo wcześniej. To ty jesteś tą Nocną Łowczynią? - powiedział, patrząc na Annabel
- Tak. Nazywam się Annabel De Vris.
- Silvester Redholl. Możesz mówić mi Silver lub Biały.
- Skąd ta ksywka?
- Silver jest Białą Furią. - wyjaśnił Paul.
Teraz Annabel uświadomiła sobie, że Silvester tak jak David wstał od stołu na wezwanie Balzaela. Nagle rozległ się potężny ryk rogu i wszystkie drzwi znajdujące się na arenie otwarły się. Z ciemnych tuneli wyleciały hordy demonów. Annabel krzyknęła gdy jeden z nich poleciał prosto na nią. Demon odbił się jednak od magicznej bariery oddzielającej widzów od areny. Silver wstał i krzyknął do Davida.
- Dajesz David! Pokarz moc Niszczyciela!
- Czym jest Niszczyciel? - spytała Nocna Łowczyni.
- Jest to specjalny zestaw kastetów. Karmi się on krwią przeciwników. Im więcej demonów zabije tym więcej ma mocy - wyjaśnił Silver.
Jak na potwierdzenie jego słów, ręce i nogi Davida zajęły się ogniem i z Niszczyciela wysunęły się dodatkowe ostrza. Nefeler zaczął coraz szybciej rozrywać, ciąć i miażdżyć przeciwników. Kamienna podłoga areny była już cała mokra od krwi demonów. 
Nagle mnóstwo latających demonów, przypominających wielkie żuki, uniosło się w powietrze i zaatakowało Davida z powietrza. On stanął w miejscu i dobył wielkiego łuku. Naciągnął cięciwę na której pojawiła się strzała i wypuścił ją. Kolejnymi strzałami zabił mnóstwo żuczych demonów. 
Następnie ruszyły na niego rogate, jaszczurowate demony.
- Najpierw Kha-zery, a teraz Beserkery - powiedział Paul.
- Zraz zacznie się prawdziwa jazda. - odparł Silver.
Jak na zawołanie na arenie nagle pociemniało. Podłogę i ściany spowiło mnóstwo cieni. Te cienie się ruszały. 
- Cieniokształty - stwierdziła Blondynka siedząca obok Silvera. Była tak pochłonięta wyczynami Davida, że chyba nawet nie zauważyła przyjścia Paula i Annabel.
Cieniokształty wyszły ze ścian i rzuciły się na Nefelera. Ten już dzierżył swój miecz, którym wymachiwał wściekle kładąc trupem wszystkie demony w zasięgu klingi. Zdawać się mogło, że David ma oczy z tyłu głowy.
- Jest naprawdę dobry - przyznała Annabel.
- Jest niewiele mieczy, które dorównują Vaporierowi- powiedział wysoki chłopak o czerwonych włosach i dziwnych oczach koloru płomieni. - Jak mu idzie, Rose? Rose!!!
Dziewczyna siedząca obok Silvera drgnęła i zamrugała kilka razy zdezorientowana.
- O. Miło cię widzieć Paul. Cześć Daro. A ty pewnie jesteś ta Annabel? Jestem Rosellin van Dirk, Złoty Szept - powiedziała.
Paul i Silver ryknęli śmiechem, a chłopak nazwany Daro potrząsał z zażenowania głową.
- Cała Rose. Jak się zamyśli to reszta świata jakby nie istniała. Swoją drogą - powiedział i zwrócił się do Annabel. - Nazywam się Darius Blade. Czerwona Furia.
- Czyli te wasze kolory zależą od koloru włosów? - dopytywała się Annabel.
- Spostrzegawcza jesteś. Dłużej pożyjesz - zauważył  Silver. - Jest to po części prawda. Są to też nasze ulubione kolory.
- Aha. To jakie są jeszcze?
- Niebieski Szept i Różowy  Szept i oczywiście Czarna Furia, ale Davida już znasz - powiedział Daro.
Znowu rozległ się dźwięk rogu tym razem mówiący o końcu starcia. Rozległy się wielkie brawa, kilka miłosnych okrzyków i parę wyzwań do starcia.
- Teraz moja kolej - powiedział Daro i wskoczył na arenę. Gdy mijał się z Davidem przybili piątkę. Nefeler poszedł się umyć, a Daro zajął miejsce na piedestale. Róg znów zagrzmiał i demony znów wypełniły arenę. Gdy David dołączył to reszty popis Dariusa trwał już w najlepsze. Czerwona Furia był niesamowity. Posługiwał się długą kataną i magią ognia. To co robił z ogniem było fantastyczne. Żaden demon nie był wstanie go zranić, bo w mgnieniu oka zmieniał się w kupkę popiołu. Silver wyjaśnił Annabell, że Pogromcy szkolą się w jednej, maksymalnie dwóch rodzajach magii. Tylko nieliczni i najlepsi z Pogromców znają więcej rodzai. Do wyboru jest siedem tak zwanych gałęzi. Światło, ciemność, ziemia, ogień, woda, wiatr z błyskawicą i duch, czyli telekineza, telepatia, czytanie w myślach itp. Każdy z Pogromców zna przynajmniej podstawy z gałęzi Ducha.
- Jak mu idzie? - spytał David.
- Jak zwykle spopiela wszystko - odpowiedział Silver. - Jest drugim który doszedł do Cieniokszałtów.
- Tylko Daro i David doszli to końca? - zdziwiła się Jennifer, która przysiadła się do nich na początku pokazu Furii.
- Szepty odpadły na zmasowanym ataku Kha-zerów. A mnie zaskoczył Beserker.
- Wypraszam sobie - naburmuszyła się Rose. - Ja też dotarłam do Beserkerów.
- Zwracam honor.
Daro biegał z niewiarygodną prędkością po całej arenie i kładł trupem każdego demona. Przez całe starcie walczył tylko kataną.
- Gdzie jest reszta? - spytał David, rozglądając się do trybunach.
- Natali i Caroline poszły się umyć i do tej pory nie wróciły. Wiesz jakie one są jak coś im nie wyjdzie to tracą się na cały dzień - odparł Silver.
- I kto to mówi? - powiedziała wysoka dziewczyna o różowych włosach i jasnych oczach. - Jestem Natalie Red - zwróciła się do Annabel. - Różowy Szept.
Gdy pokaz Daro się skończył, arena szybko opustoszała. Zostało tylko paru młodych Pogromców. Daro dołączył to reszty dość szybko. Wszyscy postanowili, że razem zjedzą obiad, lecz gdy zmierzali do wyjścia drogę zastąpił im Bal.
- Musimy porozmawiać - powiedział. - Przyjdźcie za godzinę do sali narad. Wszyscy. Szepty, Furie, Paul, Jennifer i Annabel.
- Ja też?- Zdziwiła się Nocna Łowczyni. Nie do końca jeszcze ufała Balzaelowi i miała do niego spory dystans.
- Tak ty też. Ta sprawa dotyczy również Nefilim - odpowiedział i oddalił się do Sama.
- Wiecie o co mu chodzi? - zainteresowała się Rose.
- Pewnie ma dla nas kolejną misję - odparł Paul.
- Jeszcze nigdy nigdzie nie wysłali nas wszystkich - stwierdziła Jen.
- Nie wiem jak wy, ale ja nie chcę myśleć o tym z pustym żołądkiem - powiedział Silvester i ruszył do jadalni a reszta za nim. 
W jadalni spotkali Caroline Swin, Niebieskiego Szepta. Dopiero tam Annabel mogła dokładnie przyjrzeć się wszystkim Szeptom i Furiom. Daro był nieco wyższy od Davida i trochę bardziej umięśniony. Miał dłuższe włosy. Był też z nich najstarszy. Silver był najniższy i najchudszy ze wszystkich Furii. Rose i Caro miały długie do pasa włosy. Rose w kolorze złocistego blond, a Caro ciemne prawie czarne. Rose była trochę niższa od Caro. Za to Nati miała włosy do ramion i była z nich najwyższa.
Wszyscy zjedli pośpiesznie obiad i całą dziewiątką udali się do sali narad. Było to duże pomieszczenie z wielkim okrągłym stołem na środku. Na ścianach wisiały wielkie mapy. Jedna przedstawiała Ziemię, inna Pandeme, a jeszcze inna Świat Starożytnych.
- Sprawa którą chcemy byście się zajęli jest poważna - powiedział Sam, gdy wszyscy weszli.
- Ostatnio zaczęło znikać wielu młodych Nefilim i Arncheli. Clave dostało ostatnio doniesienie o dużej demonicznej aktywności w mieście Bergington w Kaliforni. Wysłano tam dwa oddziały Nocnych ale żaden z nich nie wrócił i nie ma z nimi kontaktu. Więc Clave prosi o pomoc. Poza tym w promieniu 20 km od tego miasteczka mieszkało sześcioro Arncheli, żadnego z nich nie znaleźliśmy. Żadnych śladów. Rodzina jakby w ogóle nie istniała.
- Chcecie żebyśmy rozwiązali tę zagadkę? - dopytywał się David.
- Tak - doparł Bal. - Jesteście najlepszymi z Pogromców. Piekło wyszkoliło was lepiej niż jakikolwiek trening.
- Jaki jest temat misji? - spytał Darius. - Klasyczne "find and kill". Czy co innego?
- Jeśli wam się uda to złapcie przynajmniej jednego demona. Najlepiej jakby jeszcze mógł nam coś powiedzieć.
- Przydał by się Seba - stwierdziła Caro.
- Gdy tylko Sebastian wróci to niezwłocznie wyślemy go do was - powiedział Bal.
- Jest tylko mały problem - odezwała się nagle Annabel.
- O co chodzi? - spytał Sam.
- W porównaniu z wami to wypadam dość słabo i nie mam już żadnej broni.
- Nie martw się - zapewnił Sam. - Jeszcze dzisiaj przystąpisz to rytuału Miecza i Topora. - te słowa zdumiały wszystkich.
- Ale ja nie jestem Pogromcą. Jak mogę przystąpić to tego rytuału?
- Każdy może do niego przystąpić - powiedział Bal. - Jest tylko jedna zasada. Nie można wycofać się od decyzji rytuału. Gdy zostanie ci ofiarowana dana broń to nie ma odwrotu, musisz nią walczyć.
- Wszystko pięknie, ale nikt nie zauważył, że mamy mało czasu na wyszkolenie jej - stwierdził Paul.
- Nie koniecznie - powiedział Sam. - Wyruszacie za 10 dni.
- Dlaczego? - spytała Natalie.
- Clave chce wysłać jeszcze jedną grupę Nefilim. Jeśli i oni zawiodą to wtedy wkraczamy my.
- Oni są niepoważni! - krzyknęła Rose. - Jeśli już dwie grupy poległy to trzecia też nie da rady. Przecież to samobójstwo.
- Clave jest zbyt dumne, żeby pogodzić się z tym faktem - powiedział Bal. - Gdy w tą sprawę nie byli zamieszani Arncheli to pewnie nigdy by nas to niej nie dopuścili.
- Nie ma co tracić czasu - stwierdził Sam. - Pokażcie Annabel zbrojownie i za dwie godziny widzimy się na rytuale.
Wszyscy wyszli z sali narad i rozeszli się. Silver powiedział, że musi się umyć i przebrać. Paul miał coś ważnego to zrobienia. Daro obiecał, że poćwiczy z paroma nowicjuszami. Szepty chciały dokończyć niespodziankę dla Annabel, a Jen i David poszli wraz z Annabel do zbrojowni.
Gdy tam szli, minęli dwóch młodych chłopaków, którzy walczyli ze sobą na korytarzu.
- Mimo, że istnieją specjalne areny do starć i sparingów, to i tak nikt z nich nie korzysta - powiedziała Jennifer.
- Jak wyglądają te starcia? - dopytywała się Nocna Łowczyni.
- Jedna osoba rzuca wyzwanie drugiej. Mówiąc kiedy i gdzie chce się bić - wyjaśnił David. - Tak się składa, że najczęściej dzieje się to "Tu i teraz".
- Oczywiście osoba wyzwana ma prawo nie przystąpić do starcia, ale jak wiadomo taką osobę nazywa się tchórzem - dodała Jen.
- Ja pamiętam tylko jedną sytuację, że ktoś odmówił wyzwania i to tylko z tego powodu, że śpieszył do toalety - powiedział Nefeler, na co Annabel wybuchła śmiechem.
Gdy doszli do zbrojowni, Nefilim opadła szczęka na widok tych wszystkich broni wiszących na ścianach. Po przeciwnej stronie zbrojowni był wielki kamienny łuk za którym znajdowało się koliste pomieszczenie. było w nim z tuzin drzwi oznaczonych różnymi symbolami. Na największych wisiały skrzyżowane ze sobą wielki dwuręczny miecz o ząbkowanej klindze i potężny dwustronny topór.
David podał Annabel świeży strój bojowy.
- Może ci się na początku wydawać niewygodny, ale szybko stwierdzisz, że jest jak druga skóra. - po tych słowach wyszedł ze zbrojowni, by Annabel mogła się przebrać.
Gdy to robiła, podziwiała misterne wykonanie każdego elementu stroju. Jennifer opisywała jej zalety każdego elementu.
- Koszulka ogranicza pocenie w lato i trzyma ciepło w zimie. Kurtka i spodnie są wykonane ze specjalnego połączenia skóry i włókien dzięki czemu działają trochę jak zbroja, minimalizując obrażenia. Mają też wzmocnienia na łokciach i kolanach by zapobiegać urazom.
Gdy Nocna Łowczyni wzięła do ręki buty nie uwierzyła własnym oczom.
- Glany? Walczycie w glanach?
- Każdy to mówi - skwitowała Jen. - To nie są do końca glany. Ich zadaniem jest zapobieganie urazom kostek. Po za tym chronią łydki i wbrew pozorom są bardzo wygodne i zajebiście się w nich biega.
David wszedł z powrotem gdy Annabel stała już w pełnym rynsztunku. Pasował na nią jak ulał.
- I jak ci się podobają nasze glany bojowe? - zapytał.
- Strasznie uwierają.
- Ułożą się - powiedział. - Pamiętaj na przyszłość. "Dobre glany dostosowują się do nogi, a złe dostosowują nogę do glana."
Gdy Annabel była już gotowa. Pogromcy zaprowadzili ją do sali rytuału znajdującej się za drzwiami z mieczem i toporem.
- Lepiej zdejmij rękawiczki - doradziła Jen. - Będziesz musiała naciąć sobie dłoń.
- Staraj się wyciszyć i uspokoić, najlepiej nie myśl o niczym - dodał David.
Sala rytuału była bardzo podobna do Głównej Areny, gdzie toczyły się walki, jednak była trochę mniejsza, a płyta znajdowała się na tym samym poziomie co pierwsze rzędy widowni. 
Na środku był narysowany wielki krąg z runami dookoła. W środku kręgu leżała kamienna misa i ostry sztylet z falowanym ostrzem. Przed wielkim kręgiem był narysowany mniejszy z podobnymi runami.
Do sali wszedł Sam, a zaraz za nim Bal. Stanęli po bokach Nefilim i zaprowadzili ją do większego kręgu. Annabel zerknęła jeszcze przez ramie i zobaczyła, że na trybunach siedzą wszyscy. Szepty, Furie, Jennifer, a nawet Paul. 
Gdy była już w kręgu Bal powiedział jej żeby usiadła po turecku, wzięła sztylet, nacięła nim lekko wnętrze dłoni i pozwoliła spaść kilku kroplom do kamiennego naczynia. Potem ma się odprężyć i czekać. 
Sam zapewniał ją, że to nic nie boli, ale ona i tak była bardzo zestresowania. Ostatni raz, kiedy tak się bała, był przed ceremonią Wstąpienia.
Anioł i demon wyszli z kręgu, stając po jego przeciwnych stronach. Złożyli ręce jak do modlitwy i zaczęli mruczeć coś pod nosem. Krąg i runy zapłonęły jasnym światłem. 
Annabel wzięła w drżące ręce sztylet i nacięła nim wewnętrzną stronę prawej dłoni. Przez jej ciało przeszedł dziwny impuls. Następnie wyciągnęła rękę nad naczynie i parzyła jak krople spadają do wyrytego runami wnętrza misy. Z każdą spadającą kroplą po jej ciele przechodziły kolejne impulsy. Gdy cofnęła rękę poczuła ostry ból w miejscu gdzie był narysowany znak wzroku. Spojrzała na niego. Wyglądał jakby został chwile temu nałożony i pulsował lekkim światłe. Annabel spojrzała przerażona na Samandriela. On posłał jej uspokajające spojrzenie nie przerywając wypowiadania słów rytuału. Nocnej Łowczyni zbytnio to nie pomogło, ale zamknęła oczy i starała się wyciszyć. Zdawało jej się, że słyszy w głowie dziwne szepty. Nagle wszystko ucichło i nawet przez zamknięte powieki oślepił ją nagły blask. 
Otwarła oczy i zauważyła, że mniejszy krąg będący przed nią płonie jasnym oślepiającym płomieniem. Płomienie urosły i zasłoniły wnętrze kręgu po czym zgasły tak nagle jak się pojawiły, a w środku kręgu leżały dwa pięknie zdobione sierpy.
Annabel spojrzała na Sama i Bala, którzy wpatrywali się w sierpy z nieskrywanym zdumieniem. Nefilim wstała i podniosła broń z podłogi. Gdy ich dotknęła, znowu usłyszała w głowie dziwne szepty. Zaskoczona upuściła sierpy, które uderzyły o kameną podłogę. Annabel mogła by przysiąść, że usłyszała cichy okrzyk bólu, gdy broń uderzyła o ziemię.
- Gratulacje - powiedział Sam, podnosząc i podając jej broń. - Mam nadzieję, że się dogadacie. Lukkiria ma ciężki charakter.
- Lukkiria? - spytała Annabel.
- Prawie wszystkie bronie Pogromców mają swoje imiona - powiedział Bal. - Zapytaj reszty, to ci powiedzą.
- Ehh. Szkoda, że nie jesteś Pogromczynią - westchnął Sam. - Byłby z ciebie dobry Kosiarz.
Nagle wokół Nocnej Łowczyni pojawiło się pełno ludzi. Każdy chciał zobaczyć jaką broń otrzymała. Gdy Paul zobaczył co Annabel ściska w rękach, cały pobladł.
- Nie mówcie mi, że teraz to ja będę musiał z nią trenować - powiedział.
- Chyba nie masz wyjścia - skomentował Daro.
Wszyscy zaczęli nabijać się z Paula, który wyglądał jakby nie wierzył, że ma takiego pecha. Potem każdy gratulował Annabel, zdobycia Lukkiri. Szepty upiekły też wielki czekoladowy tort. Na górze było napisane coś lukrem.

Witaj Annabel
Pomyślnych łowów!!!

Annabel była zdziwiona i jednocześnie bardzo szczęśliwa. Była w Bastionie niecały dzień, a wszyscy byli dla niej tacy życzliwi, zwłaszcza, że nie była nawet jedną z Pogromców.
- Bardzo wam wszystkim dziękuję - powiedziała, wycierając łzy, które napłynęły jej do oczu.
- To co, może mała imprezka? - zaproponowała Jennifer.
- Dobry pomysł. Idziemy do Davida- powiedział Silver.
- Dlaczego do mnie?
- Bo masz największy pokój.
Wszyscy tak się cieszyli na tę imprezę, że nie słyszeli Sama, który coś do nich mówił. Dopiero gdy Bal ryknął głośno, zwrócili na nich uwagę.
- Ile jeszcze mamy czekać na raport z misji, David? - powiedział demon.
- Cholera - zaklął Nefeler. - Może być opcja ustna?
- Dobra, mów.
David zaczął relacjonować ich poczynania w Long Road. Wszyscy słuchali go w napięciu, jak mówił, że na początku nie potrafili znaleźć jakichkolwiek oznak obecności demonów. Codziennie szukali, ale zawsze wracali z pustymi rękoma.
- Zupełnie jakby tam nie było żadnego demona - dodał Paul.
- Dopiero wczoraj, gdy straciliśmy już nadzieję, nagle złapaliśmy trop - powiedziała Jen. - Jak najpierw nic nie mogliśmy znaleźć, to od tak, się pojawił i był bardzo wyraźny.
- Było to tak jakby ktoś lub coś ukrywało te demony, a potem nagle pozwoliło nam je znaleźć - dopowiedział David.
Następnie opisywał pogoń za demonem i walki w gnieździe. Gdy David skończył, Sam i Bal byli bardzo zamyśleni.
- To dość dziwna sytuacja - zauważył anioł. - I nie pierwsza.
- Trzeba to sprawdzić - powiedział Bal, a następnie pozwolił wszystkim odejść.


<<<&>>>
Przepraszam, że musieliście tyle czekać.
Nie jest tak łatwo pogodzić studia z czymkolwiek.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Chciałbym by następny pojawił się w sylwestra, ale nie obiecuję.
Bardzo proszę o opinie i komentarze.
Pozdrawiam,
Zwierzak

wtorek, 1 września 2015

Bastion, miejsce, które zwiemy domem

Zeszli do samochodu, nadal zasypywani przez Annabel różnymi pytaniami.
- Czy ty nie umiesz być cicho przez przynajmniej pięć minut? - nie wytrzymał David. Jen też już widocznie miała dość ciągłego odpowiadania, a Paul odzywał się niezwykle rzadko i tylko półsłówkami.
Annabel zamilkła. David otwiera bagażnik czarnego Jeepa Grand Cherokee i wrzucił do środka worek z czaszką pokonanego wroga. Potem sięgnął do niego po duży podróżnego plecaka i wyjął z niego zwitek ubrań. Paul i Jen poszli w jego ślady. Jen wzięła jeszcze jeden zestaw ubrań i podała go Annabel.
- Masz. Mogą być na ciebie trochę za duże, ale lepsze to niż te łachmany co masz na sobie - powiedziała.
- Dzięki - odparła Annabel. Miał już dość tego zakrwawionego i zniszczonego stroju bojowego.
Cała trójka Pogromców dotknęła swych broni, a one zaczęły rozpływać się w powietrzu i w końcu całkowicie zniknęły. Annabel parzyła na nich oszołomiona. Razem pojechali do małego motelu, który był niedaleko. Stanęli przed pokojem z numerem "4" na drzwiach. David wyjął z kieszeni kluczę i otwarł pokój. Pomieszczenie składało się z małej łazienki i dużego pokoju z trzema łóżkami. Zegar na nocnym stoliku wskazywał 3:24. David spojrzał na niego i powiedział.
- Wyjeżdżam o 4:30. Kogo nie będzie w aucie ten wraca do domu na własną rękę - to powiedziawszy rozebrał się i w kroczył do łazienki. Wyszedł z niej po niespełna 10 minutach w samej bieliźnie i kapiącą z włosów wodą. 
Następna do łazienki weszła Jennifer. David podszedł do łóżka i zaczął się ubierać w świeże ubrania. Annabel nie mogła oderwać wzroku od jego ciała. Mięśnie wyraźnie rysowały się pod skórą, pokrytą licznymi bliznami.
Gdy Nefeler odwrócił się do Annabel plecami ta zobaczyła dziwny znak na jego łopatkach ni to blizna ni tatuaż.
- Co to jest? - spytała.
- Znamię - odparł krótko, wciągając przez głowę czerwony t-shirt.
Annabel niewiele z tego rozumiała, ale nim zdążyła się dopytać Jen opuściła łazienkę. Nocna Łowczyni wykorzystała nieuwagę Paula i wskoczyła pod prysznic. Po 15 minutach wyszła z pod niego i czuła się jak nowo narodzona. Ubrania Jen były na nią faktycznie trochę za duże, ale nie przejmowała się tym.
Gdy się przebrała, ktoś zaczął uderzać mocno w drzwi łazienki.
- Pośpiesz się! - usłyszała Paula.
Wyszła z niej i usiadła na łóżku. W pokoju była tylko Jennifer.
- Gdzie jest David? - spytała Annabel.
- Dzwoni, by powiedzieć, że jedziesz z nami - odparła Pogromczyni.
David wszedł do pokoju, wyciągnął z małej lodóweczki napój energetyczny i wypił go dwoma wielkimi łykami. Paul wyszedł z łazienki już ubrany.
- Wszyscy gotowi? - powiedział David. - To w drogę.
Wyszli z motelu zostawiając klucze na recepcji i wsiedli do auta. David usiadł za kierownicą, Paul z przodu na fotelu pasażera, a Jen i Annabel z tyłu. Nefeler włączył silnik i ruszył z piskiem opon przed siebie.
- Nie mogę się doczekać gdy wrócę do domu - powiedział Paul.
- Co zrobiliście z swoją bronią? - spytała Annabel, przypominając sobie jak ich broń po prostu zniknęła - To jakieś zaklęcie maskujące?
- Nie - odparła Jen. - Dla nas Pogromców broń to nie tylko kawałek metalu. Nasza broń jest częścią nas i odwzorowuje nasz charakter. Dlatego jesteśmy w stanie przywołać je z dowolnego miejsca i odesłać na ich miejsce kiedy chcemy.
- Aha. Sami wybieracie jaką bronią chcecie walczyć?
- To broń wybiera nas - włączył się Paul. - Jeśli już musisz wiedzieć to na samym początku szkolenia przechodzimy przez Rytuał Miecza i Topora. Podczas tego rytuału zostaje wiadome jaka broń najlepiej do nas pasuje. Potem jesteśmy dzieleni na Klasy.
- Takie jak w szkole?
- U nas Klasa określa to jakim rodzajem wojownika jesteśmy - dodał David. - Paul używa kosy bojowej i należy do Żniwiarzy. Jen jest mistrzynią noży do rzucania i perfekcyjnie włada sztyletami więc jest Zabójcą.
- A ty kim jesteś?
- Czarna furia.
- Jedna z trzech elitarnych Klas Pogromców - wyjaśniła Jen. - Furie to wojownicy którzy dysponują unikalnymi nawet jak na Starożytnych umiejętnościami i zostali wybrani przez więcej niż jedną broń.
- Prócz miecza, władam też Niszczycielem, doskonale strzelam z łuku i jako jedyny potrafię posługiwać się naraz dwoma pistoletami.
- Nieźle. - skwitowała Annabel.
- To teraz twoja kolej - powiedziała do niej Jen. - Jak to dokładnie było z twoim przybyciem to tamtej dziury?
- Jak już wam wspominałam Clave dostało informację o tym, że w miasteczku Long Road jej demon. Nikt w Instytucie w Nowym Jorku nie zainteresował się tą sprawą. Nikt oprócz mnie i pięciu moich kolegów. Wszyscy byliśmy od niedawna Nocnymi Łowcami i nie mogliśmy się doczekać zabicia demona. Więc ruszyliśmy sami, bez wiedzy i zgody Conclave. Gdy dotarliśmy do miasteczka jakiś tydzień temu, od razu zostaliśmy zaatakowani przez te demony. Zabiły trzech z nas, mnie ogłuszyły, a resztę porwały do gniazda. Potem szukałam jakiegoś ich śladu i trafiłam na niego dopiero dziś. Chciałam pomścić towarzyszy i uwolnić zakładników, ale gdyby nie wy już dawno byłabym martwa.
- Dziwne - powiedział Paul. - W ich gnieździe nie widziałem ani żywych, ani martwych Nocnych. Pewnie ich pożarły. Możesz to ściszyć? - zapytał Davida, wskazując na radio z którego leciało "Hells Bells". - Głowa zaczyna mnie boleć.
- Jak ci się nie podoba to załóż słuchawki - odparł Nefeler.
Paul westchnął i założył słuchawki całkowicie odcinając się od świata zewnętrznego. Jen była pogrążona w książce którą wyjęła z plecaka, a David skupił się na drodze. Annabel wyjrzała przez okno na piękny krajobraz. 
Jechali w ciszy przez pół godziny, słońce wyszło już ponad horyzont. Annabel oderwała się od ponurych myśli o tym, co się z stało z pozostałą dwójką jej przyjaciół, może Paul miał rację, że zostali pożarci.
- David - zagadała.
- Tak.
- Jeśli mogę wiedzieć to kto przekazał wam wiedzę o zabijaniu demonów? 
- Nie rozumiem pytania.
- No bo nam, Nocnym Łowcom anioł Razjel pokazał jak wytwarzać broń i walczyć z pomiotami piekła. A was kto wyszkolił?
- O to chodzi. Więc tak od początku istnienia Pogromców do dnia dzisiejszego szkolą nas i przewodzą nami dwoje aniołów i dwoje demonów.
- Jak to możliwe, że anioły i demony współpracują?
- Wszyscy Nocni Łowcy są uczeni, że istnieją setki demonicznych wymiarów, lecz prócz tego istnieją jeszcze do nich równoległe anielskie wymiary.
- Czyli nie ma jednego Nieba.
- To jest bardziej skomplikowana sprawa. Wiele z tych niebios jest ze sobą w jakiś sposób połączone. Podobnie jest też z piekłami. Wracając do tematu. Niektóre z demonów Earonu, jednego z demonicznych wymiarów oraz aniołowie z równoległego to niego Nieba zostali rozesłani do wielu wymiarów by tam odszukiwać i szkolić Pogromców.
- Czyli Pogromcy są nie tylko na ziemi?
- Tak naprawdę Starożytni pochodzą z odległego wymiaru i wieki temu przedostali się na Ziemię. Pomagali ludziom w rozwoju i w końcu zaczęli się z nimi rozmnażać, takie dzieci nazywano Arncheli. Z kolejnymi pokoleniami krew Starożytnych zaczęła słabnąć i teraz tylko najlepsi z Pogromców osiągnęli  Vituralle.
- Co takiego?
- Vituralle w języku Starożytnych oznacza Wyzwolenie. Tak nazywamy to gdy jeden z nas w pełni zmieni się w Starożytnego. Trening pozwala nam korzystać z wzroku, słuchu, węchu i innych ich umiejętności. Potrafimy też używać szponów i zębów, ale pełnej przemiany to mało kto jest w stanie użyć.
- Aha. A o co chodzi z tym Nefelerem?
David westchnął i spojrzał na Nefilim w tylnym lusterku.
- Dawno temu był Starożytny, który w tajemniczy sposób zdobył moc anioła i demona. Stał się w ten sposób jedną z najpotężniejszych istot. Swą siłą przewyższał nawet archaniołów i najwyższe demony z większości niebiańskich i piekielnych wymiarów. Nazwano go Nefaleremem. Miał on zdolność zmieniania Starożytnych w sobie  podobnych. Jego potomków oraz potomków tych których zmienił nazwano właśnie Nefelermami. Podsumowując Nefeler to Pogromca, którego moc składa się z mocy Starożytnego, anioła i demona.
- Ile żyje takich osób? - spytała Annabel, nie do końca wierząc w to, że takie istoty istnieją.
- Mało. Bardzo mało - odparł David. - Obecnie wśród żyjących Pogromców jest nas sześcioro. Z tego tylko ja i jedna dziewczyna jesteśmy w czynnej służbie.
- Czy ten znak co masz go na plecach ma związek z tym, że jesteś Nefelerem?
- Nie wiem. Żaden z Pogromców nie wie co on oznacza, w Dzienniku jest wiele wzmianek o Nefelerach posiadających Znamię, lecz nikt nic o nich nie wie. Nawet Sam i Bal mają tylko mgliste pojęcie o tym. Pamiętam, że jak byłem mały to zapytałem rodziców, skąd to mam. Powiedzieli, że gdy się urodziłem dostałem to w darze. Zawszę wszystkim mówiłem, że to zwykły tatuaż i powoli zacząłem w to wierzyć. To czasu piekła.
- Ty i Jen często to mówicie.
- Co takiego?
- Gdy nastało piekło. To czasu piekła. O co z tym chodzi?
- Są rzeczy o których nie lubię rozmawiać i to jest jedna z nich.
- Nie naciskam.
Zamilkli i jechali dalej. Niebo za oknem robiło się coraz jaśniejsze. Nagle Jennifer podała Annabel mały notes. Na pierwszej stronie było napisane. "Jeśli Ci życie miłe nie używaj przy Davidzie zwrotu Przeżyłem Piekło." a niżej jeszcze dopisek. "Nie wnikaj, potem Ci wszystko wytłumaczę." Nefilim pokiwała głową na znak, że rozumie. Jennifer odetchnęła z ulgą.
Jechali jeszcze ponad 2 godziny, kiedy David zjechał na wąską żwirową drogę.
- A tak w ogóle to gdzie jest wasz dom? - zapytała Nefilim.
David wybuchnął śmiechem. Jennifer też zachichotała. Nawet Paul mimo słuchawek na uszach parsknął śmiechem.
- Jedziesz z nami już prawie trzy godziny i dopiero teraz pytasz się gdzie jedziemy? - nie dowierzał Paul. - Wy Nocni to jednak jesteście dziwni.
Annabel oblała się rumieńcem i próbowała się usprawiedliwić, ale to i tak nie miało sensu. Gdy Paul skończył się śmiać odwrócił się do niej i powiedział.
- My Pogromcy mieszkamy w olbrzymim... nie... potężnym zamku. Nazywa się Bastion, lecz wszyscy Pogromcy nazywają go domem. Nie znajdziesz go na żadnej mapie. Ta twierdza został wzniesiona w Pandemie. Krainie która leczy między wymiarami. Bastion przypomina trochę wasze Miasto Kości i Adamantową Cytadele. Jest wiele dróg rozsianych po całym świecie, którymi można dostać się do Bastionu.
David wjechał w mały tunel wydrążony w skale, a gdy z niego wyjechał Annabel od razu wiedziała, że nie jest już na Ziemi. Wyjechali z powrotem na twardą asfaltową drogę. Wspięli się na małe wzgórze i wtedy go zobaczyli. Potężny i niezdobyty Bastion. Był zbudowany na stromym zboczu do którego prowadziła kręta droga. Pod zboczem rozciągał się z jednej strony olbrzymi las a z drugiej strony ogromne morze. Słońce przebiło się przez gęste chmury i oświetliło wspaniałe iglice twierdzy. Tuż pod górą na której stał zamek droga rozdzielała się. Jedna prowadziła do portu z jachtami, druga w puszczę, trzecia w górę klifu a ostatnia do jaskini w zboczu białego klifu. 
David wjechał w nią i trafił do wielkiej windy, która wywiozła ich w górę. Gdy drzwi windy się otwarły wyjechali to wielkiego podziemnego garażu. Wszędzie było pełno auto. Wszystkie były typu suv i crossover. David znalazł miejsce oznaczone jego nazwiskiem i zaparkował. Wysiedli i wzięli wszystko z bagażnika.
- Dlaczego używacie tylko auto takich jak Jeep, Land Rover itp? Przecież Ferrari jest szybsze - zagadała Annabel
- Tak, tylko że jadąc Ferrari nie można gonić demona po polach, ani pustyniach. Auta terenowe są wielofunkcyjne i idealne do tej pracy - odparła Jen.
Weszli do kolejnej windy i Paul wcisnął przycisk z zerem. Pomknęli w górę i wysiedli w wielkim holu. Ze sklepienia zwisały ciężkie kryształowe żyrandole. Ściany były ozdobione różnymi arrasami, przedstawiającymi sceny batalistyczne i nie tylko. Na niektórych było wyszytych dziesięciu mężczyzn z wspaniałymi broniami a nad ich głowami wyszyto dziwne herby. Na innych pojawiało się siedmiu mężczyzn i jedna kobieta. Na jeszcze innych był pokazany pojedynek dwóch wojowników. Jeden dzierżył dwa miecze a drugi jeden miecz i tarczę.
Weszli na marmurową posadzkę i nagle coś wielkiego i włochatego powaliło Davida na ziemię. Był to wielki czarny jak noc pies.
- Lara - wysapał Nefeler. - Złaź ze mnie!
Pies posłusznie zszedł i zaczął obwąchiwać uważnie Annabel.
- Co to za rasa? - spytała.
- Pospolity Ogar piekielny - odparł Paul. - Jeśli jej nie zdenerwujesz to nic ci nie zrobi.
- Lara zostaw naszego gościa - odezwał się wysoki ubrany w czerwień mężczyzna. Miał czerwone włosy i całe czarne oczy.
- Miło mi poznać - powiedział i wyciągnął rękę do Annabel. - Jestem Balzael, demon 584 poziomu Piekła Earonu, ale mów mi Bal.
Annabel uścisnęła mu rękę i przedstawiła się.
- Pewnie jesteście głodni - powiedział i zaprowadził ich do wielkiej jadalni. Było tam pełno stołów, lecz tylko przy jednym ktoś siedział.
- Witaj - powiedział wysoki mężczyzna. Miał długie lekko lśniące włosy koloru srebra i złote oczy. Był ubrany w biały strój, który idealnie komponował się z jego włosami. - Jestem Samandriel, anioł siedemnastego zastępu Niebios. Jak ci wygodnie możesz mi mówić Sam jak wszyscy.
- Miło poznać - powiedział Annabel. - Jeśli wam to odpowiada to mówcie mi Anna, lub Ann.
- Niech będzie.
Wszyscy usiedli przy największym stole. U jego szczytu stało potężne krzesło, a raczej tron. Po jego prawej stronie były dwa mniejsze trony wykonane z białego złota. Na jednym z nich usiadł Sam. Po przeciwnej stronie były dwa równie wielkie krzesła lecz czarne i wykonane z onyksu. Pozostałe krzesła nie były tak okazałe lecz równie wygodne. Na każdym było jakieś oznaczenie mówiące do kogo należy.
- Nie patrzcie na oznaczenia - powiedział Bal. - Siadajcie jak wam wygodnie.
David usiadł na krześle najbliżej tronów aniołów. Jen wskazała Annie miejsce koło siebie blisko Bala, a Paul usiadł na krześle oznaczonym jego symbolem.
- A więc jeszcze raz - powiedział Sam. - Serdecznie witamy cię, Nefilim, w Bastionie, miejscu które wszyscy zwiemy Domem.


<<<&>>>
Tak z okazji początku roku szkolnego.
Jak się podoba drugi rozdział?
Rozumiem, że nie było żadnej wartkiej akcji... ale cóż mówi się trudno i czyta się dalej.
Zadaniem tego rozdziału było wyjaśnienie paru spraw.
Następne powinny być bardziej wciągające.
Pozdrawiam,
Zwierzak

P.S
Poniżej dodaje art przedstawiający, jak mniej więcej wygląda Bastion.

wtorek, 7 lipca 2015

Kim oni tak właściwie są?

To miała być prosta, nieskomplikowana akcja, ale jak zwykle coś musiało pójść nie tak. Zaczęło się jak zawsze. Małe miasteczko, w którym ludzie zaczęli znikać w dziwny sposób, wszystkie zwierzęta z lasów uciekły, bydło i trzoda chlewna masowo zdychały. Jednym słowem DEMON. Clave jak zwykle nie zainteresowało się tak błahą sprawą, więc robotę przejęli Pogromcy.
 - Ile można czekać? - zapytał kelnerkę, młody, wysoki chłopak. Miał czarne włosy i niebieskie oczy. Nosił dziwny, skórzany strój. Składał się on z czarnych spodni włożonych do wysokich, okutych metalowymi blaszkami butów, ciemnej termoaktywnej koszulki, czarnej, nabijanej ćwiekami skórzanej kurtki i rękawiczek bez palców, też okutych metalem.
 - Jeszcze pięć minut - odparła kelnerka.
 - David, nie wściekaj się - odparł Paul, towarzysz chłopaka. Był podobnego wzrostu i postury, lecz o jasnych oczy i blond włosach. Miał taki sam strój jak David.
 - Nienawidzę takich spelun.
 - Wiemy - ucięła krótko młoda dziewczyna, siedząca z chłopakami. Ona też miała taki sam strój. Długie włosy miała spięte w koński ogon. - Nie tylko ciebie wkurza to czekanie. Więc wrzuć na luz i nie wyżywaj się na bogu ducha winnej kelnerce.
 - Przepraszam, Jen - odparł zawstydzony David. Jennifer zawsze wiedziała, co powiedzieć, by uspokoić Davida.
 - Proszę. Oto zamówienie - powiedziała kelnerka, kładąc przed nimi trzy porcje hamburgerów z frytkami. 
W tym momencie do baru weszła grupka około siedmiu wysokich i umięśnionych facetów. Od razu było widać kim są.
 - Wilkołaki - mruknął Paul.
 - Pewnie chcą powiększyć terytorium, po tym jak tutejsze stado zostało wyrżnięte w pień przez te demony.
 - Nie ma co do tego wątpliwości - stwierdziła Jen i wyjęła z kieszeni lśniące urządzenie podobne do smartfona. Spojrzała na ekran i rzuciła chłopakom porozumiewawcze spojrzenie. 
Wszyscy uśmiechnęli się w duchu. Ponad dwa tygodnie siedzieli w tej zatęchłej dziurze o nazwie Long Road i nic. Te cholery umiały się dobrze ukrywać. Lecz teraz sygnał ich energii był dostatecznie silny, by ich namierzyć. Gdy zmierzali do wyjścia, drogę zastąpił im alfa stada. 
 - A co takie dzieci robią w tak niebezpiecznym miejscu jak to, bez ochrony? - spytał z paskudnym uśmiechem największy z wilkołaków.
 - Tak się składa, że nie potrzebujemy niczyjej ochrony - powiedział spokojnie David i spróbował wyminąć dryblasa. - Więc proszę zostawić nas w spokoju. -Dryblas jednak nie spełnił prośby i złapał Davida z ramię.
 - Nie tak szybko, teraz my rządzimy w tym mieście. Znaczy to, że jeśli zaraz nam nie zapłacicie za ochronę to... - urwał, gdy David złapał go za nadgarstek i ścisnął z taką siłą, że o mało co nie połamał mu ręki. Następnie wykręcił kończynę przeciwnika tak, że ten musiał się odwrócić plecami, a David kopnął go w kość ogonową. Wilkołak przeleciał przez całe pomieszczenie i zatrzymał się na barze. Gdy wilkołak próbował się podnieść, David pojawił się tuż koło niego i wymierzył w lewy sierpowy prosto w szczękę, a następnie drugim uderzeniem powalił go na ziemię i przycisnął do niej butem. Nachylił się i syknął do niego.
 - Następnym razem lepiej dokładnie przemyśl sobie do kogo startujesz, wilczku. - zdjął nogę z piersi przeciwnika i razem z resztą towarzyszy ruszył do drzwi. Pozostałe wilkołaki były zbyt oszołomione nagłą porażką swego alfy, by ich zatrzymywać. 
Gdy Pogromcy wyszli w chłodną deszczową noc i zdjęli zaklęcia maskujące ze swych broni. Na plecach Davida pojawiła się pochwa z mieczem, Paul poprawił wielką kosę na plecach, a przy pasku Jennifer pojawiły się dwa sztylety. Zeszli na mały parking do dużego Jeepa i wyjęli z niego pasy z bronią. Na każdym wisiały pistolety, noże do rzucania i parę dziwnych granatów. David wziął jeszcze jeden pistolet i dwa Składaki, czyli coś w kształcie małych krzyży, które zmieniały się w krótkie miecze. Gdy zabrali potrzebny sprzęt ruszyli do miejsca, które pokazywał Wykrywacz. 
Weszli na rynek miasta i wtedy go zobaczyli. Zakapturzona postać w długim płaszczu do ziemi. Zachowywała się tak, jakby w ogóle nie widziała trójki młodych Pogromców. Szła sobie spokojnie w kierunku wzgórza, na którym stał stary opustoszały kościół, w którym kiedyś kleryk podobno zgwałcił i zamordował kilka swoich parafianek. Cała trójka ruszyła cicho za zakapturzoną postacią. Szli w dość dużej odległości od niej. Lecz w razie czego mogli pokonać ją jednym susem. Co to jest 200 metrów dla Pogromcy? Zakapturzona postać przystanęła i jakby czegoś nasłuchiwała. David zauważył lekki ruch w jednym z zaułków. Normalny człowiek by tego nie dostrzegł. Lecz oni nie mało już mieli wspólnego z ludźmi. Już wcześniej zmienili swe ludzkie zmysły na wyostrzone należące do Starożytnych.
Demon też to zauważył i zerwał się do biegu. Cień wyskoczył z uliczki i ruszył w pogoń za nim. Pogromcy też pobiegli.
- Co tu, do cholery, robi Nocny? - spytał Paul. - Przecież to nasza sprawa.
- Skąd mamy to wiedzieć? Nie jesteśmy jasnowidzami - skomentowała Jennifer.
Demon był szybki, Nocny Łowca miał wyraźną trudność z dotrzymaniem mu kroku, a pozostała trójka biegła sobie spokojnie jakby był to poranny jogging. Gdyby chcieli, bez problemu dopadli by demona. Ich plan był jednak inny, chcieli śledzić demona, by ten doprowadził ich do reszty.
Nagle demon skręcił gwałtownie w ciemny zaułek. Nocny Łowca wpadł za nim lecz zanim któryś z Pogromców dotarł do wylotu uliczki, wyskoczył z niej olbrzymi ciemny kształt. Wzbił wokół siebie tumany kurzu, rozwinął potężne, błoniaste skrzydła i odleciał, zanim David lub któryś z pozostałych zdążył chwycić za broń. Paul zaklął siarczyście, gdy zobaczył, co demon trzyma w szponach.
- Z tymi Nocnymi jak zwykle jest więcej kłopotu niż pożytku - skwitowała Jen.
Demon zrobił duże koło w powietrzu i poleciał do kościoła na wzgórzu. Cała trójka ruszyła za nim biegiem. Gdy dotarli na miejsce po demonie nie było śladu, nie licząc roztrzaskanych drzwi frontowych. Pogromcy dobyli broni i wkroczyli do ciemnego wnętrza starej świątyni.
Wszystko w środku było zniszczone i zdewastowane. Ławki połamane, ściany całe w graffiti, niegdyś piękny drewniany krzyż leżał porąbany na środku głównej nawy.
- Gdzie jesteście pomioty? - rzucił w eter Paul.
- Są gdzieś pod ziemią - odparł David.
- Nigdy nie przestanie mnie zadziwiać twoja zdolność do wykrywania i lokalizowania tych cholerstw.
- Pobyłbyś w piekle tyle co ja, to też umiałbyś je tak lokalizować.
Podeszli do miejsca gdzie powinien być ołtarz i zobaczyli schody prowadzące w dół. Zeszli po nich ostrożnie i trafili do czegoś w rodzaju wielkich piwnic lub lochów. W kazamatach było tak ciemno, że nawet ich oczy Starożytnych miały problem z zobaczeniem wszystkich szczegółów. Ruszyli dalej gotowi do walki. Z czasem jak zagłębiali się w ciemne korytarze zaczęli słyszeć dziwne dźwięki dochodzące z trzech różnych korytarzy.
- Trzeba będzie się rozdzielić - stwierdził David. - Jen weź prawy korytarz, Paul idź lewym. Ja pójdę prosto.
Oboje się zgodzili i każde z nich ruszyło w swoim kierunku. 
Po jakieś chwili David wyszedł do dużego pomieszczenia. Komnata była pełna czegoś, co z wyglądu przypominało wielkie jaja i kokony.
- Przyjście tu samemu było wielkim błędem - rozległ się chrapliwy głos i nagle na środku pomieszczenia pojawił się olbrzymi demon. Wyglądał jak połączenie szerszenia i modliszki. Od razu ruszył na Davida. Pogromca bez problemu uniknął ciosu szponiastej łapy i szybkim cięciem odrąbał ją powyżej łokcia. Demon zaryczał wściekle i zaczął machać wielkimi skrzydłami. David wyjął pistolet i strzelił parę razy w każde ze skrzydeł. Pomiot piekielny zwalił się ciężko na ziemię. Pogromca w mgnieniu oka znalazł się na nim i przyłożył mu mu klingę do gardła.
- Możesz mnie zabić - wysyczał demon. - Ale nie powstrzymasz naszych panów. Oni przybędą i spalą ten świat.
- Co to ma znaczyć? Mów! - krzyknął David, lecz stwór zaczął się śmiać. Nagle jego ciało zaczęło się palić. Pogromca szybko zeskoczył z przeciwnika, a płomienie pokryły całego demona. Śmiech zmienił się w ryk bólu i po chwili zapadła cisza. Płomienie opadły, a po bestii nie było śladu. David wyczarował kulę ognia i cisnął nią w kokony. Komnata wypełniła się paskudnym zapachem. Pogromca ruszył dalej.
W końcu dotarł do głównej komnaty. Po drodze natknął się na wiele podobnych miejsc pełnych kokonów i parę małych demonów. Lecz teraz stał przed nim potężny przeciwnik z wielkimi skrzydłami jak u nietoperza. Demon trzymał za gardło Nocnego łowcę, a raczej Nocną Łowczynię.
- Miło, że przyszedłeś, Nefelarze - powiedział Demon i odwrócił się przodem do Davida.
- Puść ją! Natychmiast! - krzyknął Pogromca.
- Jak sobie życzysz - odparł Pomiot i rzucił łowczynią o ścianę. Ta wydała z siebie głośny jęk i zwinęła się w kłębek.
Demon rzucił się na Pogromcę, lecz ten wykonał unik. David zauważył, że styl walki tego demona jest bardzo podobny do stylu tamtego poprzedniego. Pogromca odskoczył do tyłu, by zwiększyć dystans, wziął duży zamach i cisnął swym mieczem w przeciwnika. Klinga wbiła się w ramię wroga aż po jelec. Siła ciosu odrzuciła demona tak, że musiał odwrócić się plecami, by nie upaść. Pogromca wykorzystał moment, rozłożył Składaki i wskoczył demonowi na plecy. Trzymanymi w obu rękach mieczami odrąbał przeciwnikowi skrzydła. Czarna krew trysnęła fontanną na podłogę i ściany. Miecze Pogromcy zaczęły się topić. Demon zaryczał z wściekłością i starał się złapać Davida wielką szponiastą ręką, lecz on fikołkiem przeskoczył przez niego, łapiąc w locie rękojeść miecza i wyrwał go z ciała wroga. Pomiot zamachnął się zdrową ręką, lecz nagle wbił się w nią lśniący seraficki sztylet. Demon spojrzał wściekle na Nocną Łowczynię, która stała niepewnie na nogach, ściskając w rękach kolejny sztylet. Wysłannik piekła znalazł się w ułamku sekundy przy niej i już miał zadać potężny cios, ale pomiędzy nim a Nefilim pojawił się David. Pogromca zablokował cios przeciwnika płazem miecza. Cios był tak silny, że Nocna poczuła uderzenie fali powietrza, a mimo to jej obrońca nawet się nie zachwiał. Demon zaryczał i zaczął coraz silniej napierać na miecz Davida, jednak to nic nie dawało. Nagle powietrze wokół Pogromcy zaczęło gęstnieć od mocy. Spojrzał prosto w oczy demona i ujrzał w nich niedowierzanie zmieszane ze strachem. Nefilim też to zobaczyła i nie wierzyła w to, co widzi. David jednym szybkim ruchem odrzucił przeciwnika do tyłu. Następnie wykonał piruet i ciął skośnie od góry przez pierś wroga. Ten padł na kolna, a Pogromca drugim szybkim cięciem dekapitował go. Głowa wroga przeleciała wielkim łukiem przez komnatę i upadła u stóp Jennifer, która właśnie weszła do komnaty. Tuż za nią wszedł Paul. 
Ciało demona już zniknęło, lecz jego głowa zajęła się dziwnym niebieskim ogniem. Gdy płomienie zgasły, odsłoniły gołą rogatą czaszkę.
- No to po robocie - skomentował Paul, widząc jak jego towarzysz wyciera miecz z krwi i chowa go do pochwy.
- Ki-kim wy je-jesteście? - wyjąkała w końcu Nocna Łowczyni.
- Kimś, komu nie powinnaś wchodzić w paradę - burknął Paul, rzucając Davidowi łeb demona. Paul nigdy nie przepadał za Nefilim, ale nikt nie wiedział dlaczego. - To co, zbieramy się?
- Nie możemy jej tu zostawić - powiedziała Jen. - Inne demony będą na nią polować.
- Jest Nocną Łowczynią. Poradzi sobie - upierał się Paul.
- Jen ma rację - powiedział nagle David. - Naszym obowiązkiem jest chronić przed demonami każdego nieważne, Przyziemny, Podziemny czy Nocny.
- Jak się nazywasz? - spytała Nocną Jen.
Ona cofnęła się, gdy zobaczyła oczy Jen. Tak niepodobne do ludzkich, z pionowymi źrenicami i świecące w ciemnościach.
- Annabel De Vris - odparła z dystansem.
- Miło poznać. Jestem Jennifer Gardner. Dla przyjaciół Jen.
- David Blackfire.
- Paul Mayer.
- Nie wiedziałam, że inni Nocni łowcy też tu będą - odparła Annabel.
- Nie jesteśmy Nefilim - odparł David.
- Przecież ten demon nazwał cię Nefilim - zdziwiła się Nocna łowczyni.
- Nie Nefilim lecz Nefeler. Znaczna różnica.
- To kim wy jesteście?
- To nie jest najlepsze miejsce na wyjaśnienia - powiedziała Jen. - Jeśli się zgodzisz wyjdziemy stąd, a potem wszystko ci wyjaśnimy.
- Nie ma sprawy - odparła Annabel - Prowadźcie.
- Mówił ci ktoś, że jesteś zbyt ufna? - spytał David, zdziwiony jej tak szybką zgodą.
- Nie jestem ufna. Od dziecka potrafię rozpoznać kto jakim jest człowiekiem, po kilku chwilach przebywania z nim w jednym pomieszczeniu, nawet nie musimy rozmawiać. Gdybyście byli źli, od razu bym to wiedziała.
- Możemy wreszcie stąd wyjść? - zdenerwował się Paul.
Cała czwórka wyszła jak najprędzej z katakumb kościoła i zaczęli schodzić do miasta, wyjaśniając wszystkie ważne kwestie.
- Czyli jeśli dobrze rozumiem jesteście tymi legendarnymi Pogromcami? - dopytywała się Annabel. - Potomkami potężnych istot zwanych Starożytnymi. Jesteście szybsi od wilkołaków, silniejsi od wampirów, korzystacie z magii, wasza zdolność regeneracji przewyższa nawet demony i anioły, a waszym celem tak jak Nefilim jest polować na demony?
- Dokładnie. Nimi właśnie jesteśmy - odparł David.

<<<&>>>
Udało się w końcu zmęczyć pierwszy rozdział.
Będę starał się by kolejne były w miarę regularnie.
Dzięki z komentarze i  zachęcam do śledzenia tego bloga.
Pozdrawiam,
Zwierzak

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Prolog

"Przeżyłem piekło!" - każdy z nas nie raz to pewnie usłyszał i powiedział. Lecz czy zdajemy sobie sprawę z tego, co tak naprawdę to znaczy. My, zwykli śmiertelnicy, Przyziemni, cóż poczniemy, gdy Piekło przyjdzie do nas? Nie lękajcie się jednak, gdyż są na tym świecie ludzie, wróć istoty, które doskonale znają Piekło i Niebo.
To oni walczą z hordami demonów, gdy zawiodą Nocni Łowcy.
To oni chronią nas przed złem.
To oni, POGROMCY, potomkowie potężnych, legendarnych istot. Ich jedynym obowiązkiem było i jest nadal strzec Przyziemnych zarówno przed demonami jak i zbuntowanymi aniołami.


<<<&>>>

Witam serdecznie na moim blogu. Jest to mój pierwszy blog, więc za wszystkie niedociągnięcia serdecznie przepraszam i proszę o ewentualne podpowiedzi. Mam nadzieję, że ten blog będzie ciekawy. Będę starał się wrzucać posty w miarę regularnie.
Zapraszam do lektury i komentowania.

P.S.
Blog jest częściowo inspirowany serią Dary Anioła.