czwartek, 29 września 2016

Do dna

Następnego ranka Davida obudziło łomotanie do drzwi. Pogromca zwlókł się z łóżka i je otworzył. Na korytarzu stał Silver.
- Dzieńdoberek - zawołał.
- Stary, po cholerę budzisz mnie tak wcześnie? - spytał David, ziewając.
- Wcześnie? Jest ósma.
- Czyli środek nocy. Mamy wolne, a dla mnie dzień WOLNY zaczyna się od jedenastej.
- Każdego szkoda.
- Silver, proszę streszczaj się.
- Spoko, ty, ja, Daro, dzisiaj, pijemy. Narka.
- Czekaj, czekaj. Co dzisiaj jest?
- Czwartek. Wiesz, w kalendarzu takie coś pomiędzy środą a piątkiem.
- A konkretnie?
- 22 sierpnia. Nieźle musiałeś popić, że tego nie wiesz.
- Bardzo śmieszne. 22… pasuje. Nie mam dzisiaj żadnych planów.
- Do dobrze, bo już powiedziałem Daro, że pijemy.
- Aha, spoko. Czyli i tak nie miałem wyjścia? - spytał David.
- Nie – odparł Silver, a po chwili dodał. – Klasyczny układ?
- Klasycznie. O osiemnastej, zaraz po tłustej kolacji idziemy do mnie. Każdy przynosi coś do picia i zagrychę.
- To ustalone. Do zobaczenia – rzucił Silver i poszedł do siebie.
David zamknął drzwi i poszedł się umyć. Potem Pogromca sprawdził swój zapas alkoholu i wyciągnął z barku butelkę whisky. Gdy podszedł z nią do stołu jednym ruchem zgarnął zalegające na blacie papiery i rzucił je na zawalone stosem innych druków biurko.
„Będę musiał w końcu to posprzątać”- pomyślał Nefeler i poszedł na śniadanie.
W  jadalni było nadzwyczaj pusto. David usiadł na swoim miejscu i nałożył sobie dużą porcję jajecznicy na bekonie. Kątem oka dostrzegł kolejną dziwną rzecz. Przy najdłuższym stole, stojącym pod ścianą prostopadle do reszty, siedział członek Starszyzny.
Starszyzna składa się z Pogromcy, którzy z racji swego wieku nie wyruszają już na misje. Zajmują się za to kwestiami organizacyjnymi. Starszyzna jest dla Pogromców tym czym Clave dla Nefilim. Mimo, że posiadają własny stolik na jadalni to i tak rzadko kiedy wychodzą ze swoich kwater, więc ich obecność tam lub gdziekolwiek jest czymś wyjątkowym.
Pogromca obserwowany przez Davida był stary, ale nie sędziwy. Miał długie siwe włosy, brodę i bystry wzrok. Gdy spojrzenia Pogromców spotkały się, David szybko uciekł wzrokiem. Zawsze uważał, że Starszyzna to zgrzybiałe staruszki, lecz ten był inny. Emanowała od niego siła i opanowanie.
Nefeler tak był pochłonięty myślami o starszym Pogromcy, że nie zauważył podchodzącej Annabel i gdy ta klepnęła go w ramie prawie się zadławił.
- Hej. Widziałeś może Paula? Nigdzie nie mogę go znaleźć.
- Nie widziałem – odparł David ocierając łzy z oczu i pokasłując.
- Szkoda. Chciałam z nim potrenować, ale gdzieś zniknął. No cóż. Idę go poszukać. Smacznego
- Dzięki – powiedział David zgarniając resztki jajecznicy z talerza.
Po opuszczeniu jadalni David poszedł do biblioteki. W środku spotkał Bala, który przeglądał wielkie stosy ksiąg. Demon w ogóle nie zwracał uwagi na Pogromcę, więc ten wyjął jedną ze swoich ulubionych książek i usiadł wygodnie w fotelu przy oknie, z którego rozpościerał się piękny widok na zatokę, a dalej na morze. Nefeler spojrzał na daleki horyzont i próbował sobie wyobrazić co może być za nim. Samandriel kiedyś wspomniał, że może się tam znajdować stara Brama do świata Starożytnych. David westchnął i zaczął czytać.
Lektura tak go pochłonęła, że nim się obejrzał była już czwarta po południu. Pogromca wstał, odłożył książkę na miejsce i wyszedł z biblioteki. Tym razem Bal również go zignorował, zajęty wertowaniem tomów. David wrócił do swojego pokoju i przeraził się panującym tam bałaganem. Wszędzie leżała rozrzucona pościel i ubrania. Szybko pozbierał leżące ciuchy i wrzucił bezładnie do szafy. Gdy biegł przez pokój uderzył się małym palcem u lewej nogi w coś twardego, leżącego pod kocem.
- Jasna cholera!!! – krzyknął, łapiąc się za bolący palec i skacząc na jednej nodze.
Gdy podniósł koc okazało się, że kopnął w jeden ze swoich eksponatów. Podniósł czaszkę. Była niewiele większa do czaszki dziecka, należała do jednego z pierwszych demonów, które David zabił. Pogromca otworzył wielką gablotę i położył trofeum na swoim miejscu. Gdy zamknął drzwiczki na gablocie zabłysły runy i znaki ochronne. Pośpiesznie uprzątnął resztę rzeczy, przebrał się w świeże ubrania i poszedł na kolacje.
Daro i Silver już na niego czekali.
- To co gotowi? – spytał Silver.
- Coś ty się tak napalił? – odparł Daro. – Zjedzmy coś najpierw. Ty, Silver, dużo, bo znowu odpadniesz jako pierwszy.
- Oj tam, oj tam.
Po obfitym posiłku poszli do Davida i rozłożyli się na rogówce. Silver przyniósł ze sobą wiśniówkę i paluszki, a Daro chipsy i polską wódkę.
Gdy David zaczął polewać, Silver zauważył coś pod łóżkiem i wyciągnął to.
- No no, David, posprzątaj następnym razem lepiej. – powiedział, rzucając Nefelerowi czarne koronkowe, kobiece stringi.
Daro momentalnie wybuchnął śmiechem.
- Musisz świetnie w nich wyglądać. – powiedział. – Weź je ubierz, zrobię sobie zdjęcie i powieszę na ścianie.
- Zamknij się. – burknął David.
- Nie denerwuj się. Złość piękność szkodzi, a tobie nie zostało jej za dużo. Co tam w ogóle u Caro?
- Czyli to jednak ona. – stwierdził Silver. – A zastanawiałem się czy nadal jest wolna. Od jak dawna?
- Chcecie pić, czy gadać o moim życiu prywatnym?
- A myślisz, że po co pijemy? – odparł Daro.
- Chcemy się dowiedzieć wszystkich pikantnych szczegółów. – dodał Silver.
- Szczegóły są takie, że spotykam się z Caro już od jakiegoś czasu i tyle. Gdy nadejdzie czas dowiecie się wszystkiego.
Gdy David polewał następną kolejkę, ktoś zapukał do drzwi.
- Spodziewasz się kogoś? – spytał Daro.
- Powiedziałeś Caroline, że dzisiejszą noc spędzasz z nami?
David wstał i poszedł otworzyć drzwi. Za nimi stał Paul.
- Cześć. – powiedział. – Mogę wejść?
- Jasne.
- Cześć chłopaki. – dodał wchodząc. – Mam mały problem i chciałbym pogadać.
- Czy ten problem ma niebieskie oczy, brązowe włosy i na imię Annabel? – spytał Silver, a gdy Paul pokiwał głową, dodał. – David tu jest potrzebny cięższy kaliber.
- Nie jestem pewny czy to dobry pomysł. – powiedział Daro. – Pamiętasz  to się działo, gdy ostatnio to piliśmy.
- Silver ma racje. – poparł go David, wyciągając z barku butelkę śliwowicy na spirytusie.
- To o co dokładnie chodzi? – spytał Silver, gdy rozlano pierwszą kolejkę.
- Nie wiem co mam teraz zrobić. – odparł Paul. – Z jednej strony lubię Annabel, ale z drugiej patrzę na nią przez pryzmat tego co się stało.
- A co się takiego stało? – zapytał David.
- Nie słyszeliście, jak opowiadałem Annabel, dlaczego nie lubię Nocnych?
- Spaliśmy. – odparli David i Silver.
- A mnie tam nie było. – dodał Daro.
Paul westchnął głośnio i opowiedział im historię swojej nieszczęśliwej miłości. Gdy skończył wszyscy patrzyli na niego zdumieni.
- Nienawidzisz Nefilim, przez taką pierdołę!? – odezwał się pierwszy Daro.
- Sorry stary, ale nawet ja nie jestem aż tak płytki. – dodał David.
- Myślałem, że to będzie historia jak z horroru. – rzucił Silver. – Na przykład, że ktoś z twojej rodziny, lub przyjaciół był zagrożony i Nocni nie pozwolili ci go uratować. To bym zrozumiał, ale złamane serce!? Nosz ja pierdole! Sytuacja jak z jakiejś słabej opery mydlanej.
- To była moja pierwsza i jedyna dziewczyna. Po za tym wtedy byłem młody. – bronił się Paul.
- To po następnym rozstaniu zostaniesz gejem? – spytał Daro.
- Jeśli tak, to ja już nigdzie z tobą nie pojadę. – dodał David.
- No nie przesadzajcie. – odarł Paul.- Aż tak źle ze mną nie jest.
- Jeśli chodzi o Annabel to moim zdaniem powinieneś spróbować - powiedział Daro. - Macie wiele wspólnego. Poza tym może w końcu trochę wyluzujesz.
- Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa – stwierdził Silver, osuszając kieliszek. – A tak po za tym to nasza droga Nefilim jest całkiem niezła, więc wal.
- I jeszcze jedno – dorzucił David. – Ucieczka nigdy nie jest wyjściem. Wiem co mówię.
- Dzięki, chłopaki – powiedział Paul, wypił kieliszek i wyszedł.
- Nie zwal tego! – zawołał za nim Daro. Gdy zostali sami zaczęli gadać o różnych błahych rzeczach i popijać. Po pewnym czasie śliwowica się skończyła, a oni zasnęli.

Następnego ranka obudził ich telefon. Dzwonił Sam z informacją, że mają stawić się w Sali narad.
- Co się wam stało? – spytał Bal, gdy w końcu weszli do pokoju.
- Ciszej proszę – powiedział David, łapiąc się za głowę.
- Co kac morderca? – rzucił Sebastian. Poza Założycielami w pomieszczeniu był on, Jennifer i Rose.
- Ile wyście wypili? – spytał Sam.
- Śmierdzicie jak gorzelnia – dodała Jen.
- Nieważne – odparł Silver, wypijając duszkiem całą butelkę wody. – O co chodzi?
- Bardzo nas zaintrygowały ostanie wydarzenia – powiedział Bal. – Chcemy się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat. Żeby to zrobić musimy odprawić pewien rytuał. W tym celu potrzebujemy paru bardzo rzadkich składników.
- Udało się nam znaleźć parę z nich – dodał Sam. – Będą sprzedawane na czarnorynkowych aukcjach. I w tym miejscu potrzebujemy pomocy. Waszym zadaniem będzie zdobyć te składniki za wszelką cenę.
- Gdzie są te aukcje? – Spytała Rose.
- Jedna w Londynie. Tam pojedzie Silver i Darius. Inna jest w Nowym Yorku. To zadanie dla Sebastiana i Davida. Wy dziewczyny pojedziecie do Rzymu - rzucił Bal.
- Jedziemy dwójkami? – zdziwił się Seba.
- Chcemy załatwić to po cichu – odparł Bal, podając wszystkim metalowe aktówki. - W środku są pieniądze i nazwa tego co macie zdobyć.
- Nie prościej było by to ukraść? – spytał Silver.
- Te aukcje to jedne z największych imprez w Świecie Cieni. Prościej było by ukraść złote jabłko.
- Kiedy wyruszamy? – spytał David.
- Jak będziecie w stanie – odparł Sam. – Pamiętajcie, że to bardzo ważne zadanie i postarajcie się nie zrównać stolic z ziemią.

<<<&>>>
W końcu udało się coś napisać.
Przepraszam, ze tak długo musieliście czekać.
Mam nadzieję, że notka się spodoba.
Postaram się by następna notka pojawiła się dość szybko.
Dwie informacje odnośnie Nn. Po pierwsze, będzie w niej dużo akcji.
Po drugie, David pojawi się w niej epizodycznie.
Co do braków w innych stronach to staram się je pouzupełniać.
Zachęcam do komentowania.
Pozdrawiam.
Zwierzak

Ps. Widzę, że liczba wyświetleń jest już czterocyfrowa. Bardzo się z tego cieszę.