czwartek, 10 grudnia 2015

Śmierć, nie jeden ma kolor.

Annabel przebudziła się z koszmaru, otarła zimny pot z twarzy i wstała z łóżka. Rozejrzała się po swoim nowym pokoju. Było to duże pomieszczenie z łazienką. Na łóżku bez problemu wyspałyby się co najmniej dwie dorosłe osoby. Obok łóżka stała mahoniowa witryna na książki. Przez wielkie okno widziała las. Pod nim stało biurko na którym leżała wielka paczka z kartką zaadresowaną do niej. W paczce znajdowały się świeże ubrania, mała kosmetyczka, nowy smartfon i liścik. W liście było napisane żeby po przebudzeniu zeszła do jadalni. 
Anna wzięła szybka kąpiel w wannie, ubrała się i wyszła z pokoju. Na korytarzu spotkała Jennifer.
- Dzień dobry - zawołała Jen. Była ubrana na sportowo i miała lekką zadyszkę.
- Cześć - odparła Annabel. - Biegałaś?
- Zawszę biegam rano co najmniej godzinę.
Annabel spojrzała na zegarek i zdziwiła się, że jest już 10:00. 
- Choć szybko na śniadanie, bo zaraz nic już nie zostanie - powiedziała Jen i ruszyła w stronę schodów.
Annabel cieszyła się, że mieszka niedaleko Jennifer. W razie czego zawsze mogła liczyć na jej pomoc. David też miał pokój na tym piętrze lecz dużo dalej. W sumie to wszyscy Pogromcy w wieku od 15 do 27 lat mieszkali na tym samym piętrze. Gdy schodziły w milczeniu, Nocna Łowczyni wspominała czego się dowiedziała po przybyciu.
- Gdzie jest Cloe i Aura? - spytała Jennifer.
- Kto? - zainteresowała się Annabel.
- Cloe to demon jak ja - odpowiedział Bal. - Aurrora to anielica.
- Dostaliśmy informacje o pewnym Arncheli, który zaczął rozrabiać - wyjaśnił Sam.
- Cholera - skomentował Paul. - Mam nadzieję, że nie będzie powtórki z San Francisco.
- Przepraszam, że pytam, ale o co chodzi? - wnikała Annabel.
- Arncheli to ludzie którzy mają krew Starożytnych - wyjaśnił Sam. - Moc Starożytnych jest ukryta, lecz może się przebudzić w każdym momencie.
- Jeśli Arncheli nie zostanie odpowiednio wyszkolony może spowodować duże zniszczenia - dodał David. - Jakieś dwa miesiące temu w San Francisco pojawił się nie wytrenowany Starożytny. Gdy wpadł w szał zabił mnóstwo Przyziemnych i Podziemnych. Clave dostało informacje, że był to konflikt dwóch klanów wampirów.
- Pamiętam. Było o tym głośno w Instytucie. Podobno w tej masakrze wymordowały się dwa najpotężniejsze klany miasta.
- Prawda jest taka, że te dwa klany chciały wykorzystać młodą Arncheli do swych celów. Ona nie wytrzymała i dała upust wściekłości w wyniku czego w pojedynkę zniszczyła oba klany i wielu Przyziemnych - wyjaśnił Paul, a gdy zobaczył niedowierzanie na twarzy Nefilim dodał. - Mamy wielką moc, ale jest ona niebezpieczna również dla nas. Ta Arncheli o mało co nie przypłaciła tego życiem.
- A co się stało z tą Arncheli?
- Została zabrana do Bastionu i wyszkolona na Pogromczynię - powiedział Sam. - Dlatego obowiązkiem Pogromców jest nie tylko walka z demonami, lecz też szkolenie Arncheli na Pogromców.
Annabel wyrwała się z zadumy gdy dotarli do jadalni, teraz było w niej o wiele więcej osób niż poprzednio, jednak znalazło się dla niej miejsce obok Paula.
- Witam wszystkich w ten piękny dzień! - zawołał radośnie Sam. Odpowiedział mu niewyraźny pomruk.
- Dla niego każdy dzień jest piękny. - mruknął Paul pod nosem. - Nawet gdy leje jak z cebra.
- Taki już mój urok. - powiedział Sam, który ni z tego ni z owego znalazł się za jego plecami. - Mam nadzieję, że będziesz tak miły i oprowadzisz naszego gościa po Bastionie?
- A mam inny wybór? - spytał sarkastycznie żniwiarz.
- Szybko się uczysz. - pochwalił go anioł. - Bądźcie w południe na głównej arenie, Anna musi tam coś zobaczyć. - to powiedziawszy oddalił się.
Gdy Samandriel doszedł do swojego miejsca, Balzael wstał i oboje krzyknęli donośnie.
- By chronić  Ziemię i jej mieszkańców zarówno Przyziemnych, Podziemnych jak i Nocnych Łowców musimy się stale doskonalić by osiągnąć Vituralle! IGRZYSKA CZAS ZACZĄĆ!!!
Wszyscy w jadalni zaczęli drzeć się na całe gardła ze szczęścia.
- Co to są te Igrzyska? - spytała Annabel Paula.
- Raz na dwa miesiące są organizowane specjalne sesje treningowe mające sprawdzić jakie robimy postępy. - odpowiedział. - Wszyscy zawsze czekają na ten dzień bo jest to okazja by zdać egzamin końcowy i przejść do czynnej służby.
- Furie! - ryknął Bal.
- Furie! - zawtórował mu tłum. Annabel widziała jak David i dwóch innych chłopaków wstaje od stołu i staje obok demona.
- Szepty! - krzyknął Sam. 
- Szepty! - powtórzył tłum.
Tym razem od stołu wstały trzy dziewczyny. Stanęły symetrycznie do chłopaków za aniołem. Furie i Szepty ruszyli równym szpalerze  przez jadalnie za Samem i Balem. Większość z Pogromców ruszyła za nimi lecz nieliczni woleli dokończyć śniadanie. Paul pozwolił Annabel coś zjeść. Gdy ta już się najadła, razem wyszli z jadalni.
Annabel była zachwycona Bastionem. Przy nim Instytut w Nowym Jorku był jak mały domek. Zobaczyła olbrzymią bibliotekę, pełną ksiąg z zaklęciami, encyklopedii o demonach i innych bestiach jak i innych użytecznych woluminów. Dowiedziała się, że arrasy wiszące w holu przedstawiają najwybitniejsze postacie i najważniejsze wydarzenia z świata Starożytnych. Paul niechętnie mówił o sobie, ale Annabel dowiedziała się, że był zwykłym chłopcem mieszkającym w Los Angeles i jego moc obudziła się, gdy miał 15 lat. Wtedy zaczął szkolenie na Pogromce. Jego rodzice nie byli zbytnio z tego zadowoleni do czasu gdy uratował swoją małą kuzynkę przed demonem. Jak normalny chłopak skończył szkołę, a potem przeprowadził się na stałe do Bastionu. Paul nadal miał kontakt z rodzicami i często ich odwiedzał.
- W Bastionie jest wiele sal treningowych - mówił, gdy zmierzali na arenę. - Są strzelnice. Baseny, gdzie trenujemy walkę z wodnymi demonami, ścianki wspinaczkowe, sale do sparingów. Ale to na wielkiej arenie zawsze odbywają się egzaminy wstępne i najlepsze pojedynki.
- O co chodzi z tymi egzaminami? - spytała Annabel.
- Po zakończeniu szkolenia, by móc zacząć jeździć na misję trzeba zdać egzamin. Polega on na walce sam na sam z potężnym demonem.
- Skąd bierzecie demony do treningów i egzaminów? - spytała Annabel.
- Bal je przywołuje lub są łapane przez Kłusowników - odparł Pogromca.
Gdy dotarli na miejsce Annabel opadła szczęka z zachwytu. Było to ogromne okrągłe pomieszczenie z trybunami dookoła. Pole bitwy także okrągłe, było lekko obniżone, by oddzielić je od widzów. Było tam wiele drzwi. Na środku areny znajdował się piedestał, a na nim stał David, ubrany w strój bojowy.
- Czarna Furia - zapowiedział Sam, siedzący w najwyższym rzędzie, a jego głos potoczył się echem przez trybuny.- David Blackfire, Nefeler.
Na rękach Davida Annabel dostrzegła rękawice jak ze zbroi z wieloma kolcami i z ostrzami na palcach. Na jego butach również znajdowały się niewielkie ostrza.
Paul i Annabel usiedli w najniższym rzędzie.
- Spóźniłeś się. - powiedział inny Pogromca siedzący koło Paula. Miał srebrne włosy i niebieskie oczy, też miał na sobie strój bojowy. Cały w strzępach i poplamiony krwią. Inna dziewczyna o długich blond włosach obmywała mu paskudną ranę na ramieniu. Rana była rozległa, kawały wyrwanego mięsa zwisały z jej krawędzi.
- Co ci się stało? - spytał Paul, patrząc na ranę.
- Ten cholerny Beserker - odparł i syknął z bólu gdy Pogromczyni zerwała gazę z rany, która na ich oczach zaczęła się zasklepiać. - Zaczęło się dużo wcześniej. To ty jesteś tą Nocną Łowczynią? - powiedział, patrząc na Annabel
- Tak. Nazywam się Annabel De Vris.
- Silvester Redholl. Możesz mówić mi Silver lub Biały.
- Skąd ta ksywka?
- Silver jest Białą Furią. - wyjaśnił Paul.
Teraz Annabel uświadomiła sobie, że Silvester tak jak David wstał od stołu na wezwanie Balzaela. Nagle rozległ się potężny ryk rogu i wszystkie drzwi znajdujące się na arenie otwarły się. Z ciemnych tuneli wyleciały hordy demonów. Annabel krzyknęła gdy jeden z nich poleciał prosto na nią. Demon odbił się jednak od magicznej bariery oddzielającej widzów od areny. Silver wstał i krzyknął do Davida.
- Dajesz David! Pokarz moc Niszczyciela!
- Czym jest Niszczyciel? - spytała Nocna Łowczyni.
- Jest to specjalny zestaw kastetów. Karmi się on krwią przeciwników. Im więcej demonów zabije tym więcej ma mocy - wyjaśnił Silver.
Jak na potwierdzenie jego słów, ręce i nogi Davida zajęły się ogniem i z Niszczyciela wysunęły się dodatkowe ostrza. Nefeler zaczął coraz szybciej rozrywać, ciąć i miażdżyć przeciwników. Kamienna podłoga areny była już cała mokra od krwi demonów. 
Nagle mnóstwo latających demonów, przypominających wielkie żuki, uniosło się w powietrze i zaatakowało Davida z powietrza. On stanął w miejscu i dobył wielkiego łuku. Naciągnął cięciwę na której pojawiła się strzała i wypuścił ją. Kolejnymi strzałami zabił mnóstwo żuczych demonów. 
Następnie ruszyły na niego rogate, jaszczurowate demony.
- Najpierw Kha-zery, a teraz Beserkery - powiedział Paul.
- Zraz zacznie się prawdziwa jazda. - odparł Silver.
Jak na zawołanie na arenie nagle pociemniało. Podłogę i ściany spowiło mnóstwo cieni. Te cienie się ruszały. 
- Cieniokształty - stwierdziła Blondynka siedząca obok Silvera. Była tak pochłonięta wyczynami Davida, że chyba nawet nie zauważyła przyjścia Paula i Annabel.
Cieniokształty wyszły ze ścian i rzuciły się na Nefelera. Ten już dzierżył swój miecz, którym wymachiwał wściekle kładąc trupem wszystkie demony w zasięgu klingi. Zdawać się mogło, że David ma oczy z tyłu głowy.
- Jest naprawdę dobry - przyznała Annabel.
- Jest niewiele mieczy, które dorównują Vaporierowi- powiedział wysoki chłopak o czerwonych włosach i dziwnych oczach koloru płomieni. - Jak mu idzie, Rose? Rose!!!
Dziewczyna siedząca obok Silvera drgnęła i zamrugała kilka razy zdezorientowana.
- O. Miło cię widzieć Paul. Cześć Daro. A ty pewnie jesteś ta Annabel? Jestem Rosellin van Dirk, Złoty Szept - powiedziała.
Paul i Silver ryknęli śmiechem, a chłopak nazwany Daro potrząsał z zażenowania głową.
- Cała Rose. Jak się zamyśli to reszta świata jakby nie istniała. Swoją drogą - powiedział i zwrócił się do Annabel. - Nazywam się Darius Blade. Czerwona Furia.
- Czyli te wasze kolory zależą od koloru włosów? - dopytywała się Annabel.
- Spostrzegawcza jesteś. Dłużej pożyjesz - zauważył  Silver. - Jest to po części prawda. Są to też nasze ulubione kolory.
- Aha. To jakie są jeszcze?
- Niebieski Szept i Różowy  Szept i oczywiście Czarna Furia, ale Davida już znasz - powiedział Daro.
Znowu rozległ się dźwięk rogu tym razem mówiący o końcu starcia. Rozległy się wielkie brawa, kilka miłosnych okrzyków i parę wyzwań do starcia.
- Teraz moja kolej - powiedział Daro i wskoczył na arenę. Gdy mijał się z Davidem przybili piątkę. Nefeler poszedł się umyć, a Daro zajął miejsce na piedestale. Róg znów zagrzmiał i demony znów wypełniły arenę. Gdy David dołączył to reszty popis Dariusa trwał już w najlepsze. Czerwona Furia był niesamowity. Posługiwał się długą kataną i magią ognia. To co robił z ogniem było fantastyczne. Żaden demon nie był wstanie go zranić, bo w mgnieniu oka zmieniał się w kupkę popiołu. Silver wyjaśnił Annabell, że Pogromcy szkolą się w jednej, maksymalnie dwóch rodzajach magii. Tylko nieliczni i najlepsi z Pogromców znają więcej rodzai. Do wyboru jest siedem tak zwanych gałęzi. Światło, ciemność, ziemia, ogień, woda, wiatr z błyskawicą i duch, czyli telekineza, telepatia, czytanie w myślach itp. Każdy z Pogromców zna przynajmniej podstawy z gałęzi Ducha.
- Jak mu idzie? - spytał David.
- Jak zwykle spopiela wszystko - odpowiedział Silver. - Jest drugim który doszedł do Cieniokszałtów.
- Tylko Daro i David doszli to końca? - zdziwiła się Jennifer, która przysiadła się do nich na początku pokazu Furii.
- Szepty odpadły na zmasowanym ataku Kha-zerów. A mnie zaskoczył Beserker.
- Wypraszam sobie - naburmuszyła się Rose. - Ja też dotarłam do Beserkerów.
- Zwracam honor.
Daro biegał z niewiarygodną prędkością po całej arenie i kładł trupem każdego demona. Przez całe starcie walczył tylko kataną.
- Gdzie jest reszta? - spytał David, rozglądając się do trybunach.
- Natali i Caroline poszły się umyć i do tej pory nie wróciły. Wiesz jakie one są jak coś im nie wyjdzie to tracą się na cały dzień - odparł Silver.
- I kto to mówi? - powiedziała wysoka dziewczyna o różowych włosach i jasnych oczach. - Jestem Natalie Red - zwróciła się do Annabel. - Różowy Szept.
Gdy pokaz Daro się skończył, arena szybko opustoszała. Zostało tylko paru młodych Pogromców. Daro dołączył to reszty dość szybko. Wszyscy postanowili, że razem zjedzą obiad, lecz gdy zmierzali do wyjścia drogę zastąpił im Bal.
- Musimy porozmawiać - powiedział. - Przyjdźcie za godzinę do sali narad. Wszyscy. Szepty, Furie, Paul, Jennifer i Annabel.
- Ja też?- Zdziwiła się Nocna Łowczyni. Nie do końca jeszcze ufała Balzaelowi i miała do niego spory dystans.
- Tak ty też. Ta sprawa dotyczy również Nefilim - odpowiedział i oddalił się do Sama.
- Wiecie o co mu chodzi? - zainteresowała się Rose.
- Pewnie ma dla nas kolejną misję - odparł Paul.
- Jeszcze nigdy nigdzie nie wysłali nas wszystkich - stwierdziła Jen.
- Nie wiem jak wy, ale ja nie chcę myśleć o tym z pustym żołądkiem - powiedział Silvester i ruszył do jadalni a reszta za nim. 
W jadalni spotkali Caroline Swin, Niebieskiego Szepta. Dopiero tam Annabel mogła dokładnie przyjrzeć się wszystkim Szeptom i Furiom. Daro był nieco wyższy od Davida i trochę bardziej umięśniony. Miał dłuższe włosy. Był też z nich najstarszy. Silver był najniższy i najchudszy ze wszystkich Furii. Rose i Caro miały długie do pasa włosy. Rose w kolorze złocistego blond, a Caro ciemne prawie czarne. Rose była trochę niższa od Caro. Za to Nati miała włosy do ramion i była z nich najwyższa.
Wszyscy zjedli pośpiesznie obiad i całą dziewiątką udali się do sali narad. Było to duże pomieszczenie z wielkim okrągłym stołem na środku. Na ścianach wisiały wielkie mapy. Jedna przedstawiała Ziemię, inna Pandeme, a jeszcze inna Świat Starożytnych.
- Sprawa którą chcemy byście się zajęli jest poważna - powiedział Sam, gdy wszyscy weszli.
- Ostatnio zaczęło znikać wielu młodych Nefilim i Arncheli. Clave dostało ostatnio doniesienie o dużej demonicznej aktywności w mieście Bergington w Kaliforni. Wysłano tam dwa oddziały Nocnych ale żaden z nich nie wrócił i nie ma z nimi kontaktu. Więc Clave prosi o pomoc. Poza tym w promieniu 20 km od tego miasteczka mieszkało sześcioro Arncheli, żadnego z nich nie znaleźliśmy. Żadnych śladów. Rodzina jakby w ogóle nie istniała.
- Chcecie żebyśmy rozwiązali tę zagadkę? - dopytywał się David.
- Tak - doparł Bal. - Jesteście najlepszymi z Pogromców. Piekło wyszkoliło was lepiej niż jakikolwiek trening.
- Jaki jest temat misji? - spytał Darius. - Klasyczne "find and kill". Czy co innego?
- Jeśli wam się uda to złapcie przynajmniej jednego demona. Najlepiej jakby jeszcze mógł nam coś powiedzieć.
- Przydał by się Seba - stwierdziła Caro.
- Gdy tylko Sebastian wróci to niezwłocznie wyślemy go do was - powiedział Bal.
- Jest tylko mały problem - odezwała się nagle Annabel.
- O co chodzi? - spytał Sam.
- W porównaniu z wami to wypadam dość słabo i nie mam już żadnej broni.
- Nie martw się - zapewnił Sam. - Jeszcze dzisiaj przystąpisz to rytuału Miecza i Topora. - te słowa zdumiały wszystkich.
- Ale ja nie jestem Pogromcą. Jak mogę przystąpić to tego rytuału?
- Każdy może do niego przystąpić - powiedział Bal. - Jest tylko jedna zasada. Nie można wycofać się od decyzji rytuału. Gdy zostanie ci ofiarowana dana broń to nie ma odwrotu, musisz nią walczyć.
- Wszystko pięknie, ale nikt nie zauważył, że mamy mało czasu na wyszkolenie jej - stwierdził Paul.
- Nie koniecznie - powiedział Sam. - Wyruszacie za 10 dni.
- Dlaczego? - spytała Natalie.
- Clave chce wysłać jeszcze jedną grupę Nefilim. Jeśli i oni zawiodą to wtedy wkraczamy my.
- Oni są niepoważni! - krzyknęła Rose. - Jeśli już dwie grupy poległy to trzecia też nie da rady. Przecież to samobójstwo.
- Clave jest zbyt dumne, żeby pogodzić się z tym faktem - powiedział Bal. - Gdy w tą sprawę nie byli zamieszani Arncheli to pewnie nigdy by nas to niej nie dopuścili.
- Nie ma co tracić czasu - stwierdził Sam. - Pokażcie Annabel zbrojownie i za dwie godziny widzimy się na rytuale.
Wszyscy wyszli z sali narad i rozeszli się. Silver powiedział, że musi się umyć i przebrać. Paul miał coś ważnego to zrobienia. Daro obiecał, że poćwiczy z paroma nowicjuszami. Szepty chciały dokończyć niespodziankę dla Annabel, a Jen i David poszli wraz z Annabel do zbrojowni.
Gdy tam szli, minęli dwóch młodych chłopaków, którzy walczyli ze sobą na korytarzu.
- Mimo, że istnieją specjalne areny do starć i sparingów, to i tak nikt z nich nie korzysta - powiedziała Jennifer.
- Jak wyglądają te starcia? - dopytywała się Nocna Łowczyni.
- Jedna osoba rzuca wyzwanie drugiej. Mówiąc kiedy i gdzie chce się bić - wyjaśnił David. - Tak się składa, że najczęściej dzieje się to "Tu i teraz".
- Oczywiście osoba wyzwana ma prawo nie przystąpić do starcia, ale jak wiadomo taką osobę nazywa się tchórzem - dodała Jen.
- Ja pamiętam tylko jedną sytuację, że ktoś odmówił wyzwania i to tylko z tego powodu, że śpieszył do toalety - powiedział Nefeler, na co Annabel wybuchła śmiechem.
Gdy doszli do zbrojowni, Nefilim opadła szczęka na widok tych wszystkich broni wiszących na ścianach. Po przeciwnej stronie zbrojowni był wielki kamienny łuk za którym znajdowało się koliste pomieszczenie. było w nim z tuzin drzwi oznaczonych różnymi symbolami. Na największych wisiały skrzyżowane ze sobą wielki dwuręczny miecz o ząbkowanej klindze i potężny dwustronny topór.
David podał Annabel świeży strój bojowy.
- Może ci się na początku wydawać niewygodny, ale szybko stwierdzisz, że jest jak druga skóra. - po tych słowach wyszedł ze zbrojowni, by Annabel mogła się przebrać.
Gdy to robiła, podziwiała misterne wykonanie każdego elementu stroju. Jennifer opisywała jej zalety każdego elementu.
- Koszulka ogranicza pocenie w lato i trzyma ciepło w zimie. Kurtka i spodnie są wykonane ze specjalnego połączenia skóry i włókien dzięki czemu działają trochę jak zbroja, minimalizując obrażenia. Mają też wzmocnienia na łokciach i kolanach by zapobiegać urazom.
Gdy Nocna Łowczyni wzięła do ręki buty nie uwierzyła własnym oczom.
- Glany? Walczycie w glanach?
- Każdy to mówi - skwitowała Jen. - To nie są do końca glany. Ich zadaniem jest zapobieganie urazom kostek. Po za tym chronią łydki i wbrew pozorom są bardzo wygodne i zajebiście się w nich biega.
David wszedł z powrotem gdy Annabel stała już w pełnym rynsztunku. Pasował na nią jak ulał.
- I jak ci się podobają nasze glany bojowe? - zapytał.
- Strasznie uwierają.
- Ułożą się - powiedział. - Pamiętaj na przyszłość. "Dobre glany dostosowują się do nogi, a złe dostosowują nogę do glana."
Gdy Annabel była już gotowa. Pogromcy zaprowadzili ją do sali rytuału znajdującej się za drzwiami z mieczem i toporem.
- Lepiej zdejmij rękawiczki - doradziła Jen. - Będziesz musiała naciąć sobie dłoń.
- Staraj się wyciszyć i uspokoić, najlepiej nie myśl o niczym - dodał David.
Sala rytuału była bardzo podobna do Głównej Areny, gdzie toczyły się walki, jednak była trochę mniejsza, a płyta znajdowała się na tym samym poziomie co pierwsze rzędy widowni. 
Na środku był narysowany wielki krąg z runami dookoła. W środku kręgu leżała kamienna misa i ostry sztylet z falowanym ostrzem. Przed wielkim kręgiem był narysowany mniejszy z podobnymi runami.
Do sali wszedł Sam, a zaraz za nim Bal. Stanęli po bokach Nefilim i zaprowadzili ją do większego kręgu. Annabel zerknęła jeszcze przez ramie i zobaczyła, że na trybunach siedzą wszyscy. Szepty, Furie, Jennifer, a nawet Paul. 
Gdy była już w kręgu Bal powiedział jej żeby usiadła po turecku, wzięła sztylet, nacięła nim lekko wnętrze dłoni i pozwoliła spaść kilku kroplom do kamiennego naczynia. Potem ma się odprężyć i czekać. 
Sam zapewniał ją, że to nic nie boli, ale ona i tak była bardzo zestresowania. Ostatni raz, kiedy tak się bała, był przed ceremonią Wstąpienia.
Anioł i demon wyszli z kręgu, stając po jego przeciwnych stronach. Złożyli ręce jak do modlitwy i zaczęli mruczeć coś pod nosem. Krąg i runy zapłonęły jasnym światłem. 
Annabel wzięła w drżące ręce sztylet i nacięła nim wewnętrzną stronę prawej dłoni. Przez jej ciało przeszedł dziwny impuls. Następnie wyciągnęła rękę nad naczynie i parzyła jak krople spadają do wyrytego runami wnętrza misy. Z każdą spadającą kroplą po jej ciele przechodziły kolejne impulsy. Gdy cofnęła rękę poczuła ostry ból w miejscu gdzie był narysowany znak wzroku. Spojrzała na niego. Wyglądał jakby został chwile temu nałożony i pulsował lekkim światłe. Annabel spojrzała przerażona na Samandriela. On posłał jej uspokajające spojrzenie nie przerywając wypowiadania słów rytuału. Nocnej Łowczyni zbytnio to nie pomogło, ale zamknęła oczy i starała się wyciszyć. Zdawało jej się, że słyszy w głowie dziwne szepty. Nagle wszystko ucichło i nawet przez zamknięte powieki oślepił ją nagły blask. 
Otwarła oczy i zauważyła, że mniejszy krąg będący przed nią płonie jasnym oślepiającym płomieniem. Płomienie urosły i zasłoniły wnętrze kręgu po czym zgasły tak nagle jak się pojawiły, a w środku kręgu leżały dwa pięknie zdobione sierpy.
Annabel spojrzała na Sama i Bala, którzy wpatrywali się w sierpy z nieskrywanym zdumieniem. Nefilim wstała i podniosła broń z podłogi. Gdy ich dotknęła, znowu usłyszała w głowie dziwne szepty. Zaskoczona upuściła sierpy, które uderzyły o kameną podłogę. Annabel mogła by przysiąść, że usłyszała cichy okrzyk bólu, gdy broń uderzyła o ziemię.
- Gratulacje - powiedział Sam, podnosząc i podając jej broń. - Mam nadzieję, że się dogadacie. Lukkiria ma ciężki charakter.
- Lukkiria? - spytała Annabel.
- Prawie wszystkie bronie Pogromców mają swoje imiona - powiedział Bal. - Zapytaj reszty, to ci powiedzą.
- Ehh. Szkoda, że nie jesteś Pogromczynią - westchnął Sam. - Byłby z ciebie dobry Kosiarz.
Nagle wokół Nocnej Łowczyni pojawiło się pełno ludzi. Każdy chciał zobaczyć jaką broń otrzymała. Gdy Paul zobaczył co Annabel ściska w rękach, cały pobladł.
- Nie mówcie mi, że teraz to ja będę musiał z nią trenować - powiedział.
- Chyba nie masz wyjścia - skomentował Daro.
Wszyscy zaczęli nabijać się z Paula, który wyglądał jakby nie wierzył, że ma takiego pecha. Potem każdy gratulował Annabel, zdobycia Lukkiri. Szepty upiekły też wielki czekoladowy tort. Na górze było napisane coś lukrem.

Witaj Annabel
Pomyślnych łowów!!!

Annabel była zdziwiona i jednocześnie bardzo szczęśliwa. Była w Bastionie niecały dzień, a wszyscy byli dla niej tacy życzliwi, zwłaszcza, że nie była nawet jedną z Pogromców.
- Bardzo wam wszystkim dziękuję - powiedziała, wycierając łzy, które napłynęły jej do oczu.
- To co, może mała imprezka? - zaproponowała Jennifer.
- Dobry pomysł. Idziemy do Davida- powiedział Silver.
- Dlaczego do mnie?
- Bo masz największy pokój.
Wszyscy tak się cieszyli na tę imprezę, że nie słyszeli Sama, który coś do nich mówił. Dopiero gdy Bal ryknął głośno, zwrócili na nich uwagę.
- Ile jeszcze mamy czekać na raport z misji, David? - powiedział demon.
- Cholera - zaklął Nefeler. - Może być opcja ustna?
- Dobra, mów.
David zaczął relacjonować ich poczynania w Long Road. Wszyscy słuchali go w napięciu, jak mówił, że na początku nie potrafili znaleźć jakichkolwiek oznak obecności demonów. Codziennie szukali, ale zawsze wracali z pustymi rękoma.
- Zupełnie jakby tam nie było żadnego demona - dodał Paul.
- Dopiero wczoraj, gdy straciliśmy już nadzieję, nagle złapaliśmy trop - powiedziała Jen. - Jak najpierw nic nie mogliśmy znaleźć, to od tak, się pojawił i był bardzo wyraźny.
- Było to tak jakby ktoś lub coś ukrywało te demony, a potem nagle pozwoliło nam je znaleźć - dopowiedział David.
Następnie opisywał pogoń za demonem i walki w gnieździe. Gdy David skończył, Sam i Bal byli bardzo zamyśleni.
- To dość dziwna sytuacja - zauważył anioł. - I nie pierwsza.
- Trzeba to sprawdzić - powiedział Bal, a następnie pozwolił wszystkim odejść.


<<<&>>>
Przepraszam, że musieliście tyle czekać.
Nie jest tak łatwo pogodzić studia z czymkolwiek.
Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Chciałbym by następny pojawił się w sylwestra, ale nie obiecuję.
Bardzo proszę o opinie i komentarze.
Pozdrawiam,
Zwierzak