środa, 9 marca 2016

Dziedzictwo Nefelera

Annabel patrzyła z niedowierzaniem to na Pogromców to na Harry'ego.
- Czyli jednak mnie poznaliście, mimo tego paskudnego naczynia. - powiedział demon.

- Przez to co nam zrobiłeś, poznalibyśmy się nawet gdybyś był żabą. - odparł Silver.

- Taaa. To co się stało nie było zgodne z planem.

- Nie było... zgodne... z planem. - zdziwiła się Jennifer - Porwanie, piekło, patrzenie jak nasi przyjaciele giną!

- Dość tych pogaduszek. - powiedział David, mierząc mieczem w Nezraera - Pora przejść do konkretów.
- Masz racje. - odparł demon - Mam dla was propozycje. Przyłączcie się do nas. Mój pan...
- Chyba cię powaliło! - krzyknął Darius. - My chronimy ludzi. To jest nasz cel.
- Proszę cie. - demon przewrócił oczami. - Naprawdę? Wy Starożytni powinniście rządzić tym światem. Ludzie nawet nie o was nie pamiętają. O was dzięki, którym w ogóle wyszli z jaskiń. Wszystkie nacje powinny padać przed wami na kolana, a nie być przez was chronione. Nocni Łowcy od wieków uważają się za lepszych od innych, zachowują się jak bogowie. A to wy jesteście prawdziwymi bogami, potraficie dokonywać niemożliwego. Waszym dziedzictwem nie jest chronić ten żałosny świat i te nędzne robale, jego mieszkańców, lecz rządzić nim. Wyobraźcie sobie połączone siły Pogromców i Demonów, moglibyśmy władać nie tylko tym światem lecz każdym. Przyłączcie się do nas, a wspólnie zgnieciemy te pluskwy Nefilim i pokażemy ludziom gdzie jest ich miejsce. Razem będziemy władać światem.
Po przemowie demona zapadła grobowa cisza. Annabel bała się, że demon ich przekonał, gdy nagle David spojrzał na niego.
- Chyba masz nie po kolei w głowie myśląc, że przeciągniesz nas taką gadką. - powiedział Nefeler.
- Chciałem po dobroci. - odparł Nezraer i ruszył na Pogromców.
Był niesamowicie szybki, o wiele szybszy niż był Harry. W mgnieniu oka znalazł się przed Annabel i już miał zadać potężny cios, ale w tym momencie pomiędzy nimi pojawiła się klinga miecza. Demon odskoczył, zwinnie unikając ciosu Davida. Pogromcy zasypywali Nezraera gradem ciosów ze wszystkich stron, lecz ten unikał ich z łatwością. Z niesamowitą prędkością i siłą kopnął Jen w brzuch. Pogromczyni poleciała do tyłu i uderzyła w kamienną ścianę. Demon już przymierzał się do kolejnego uderzenia, lecz David mu przeszkodził. Nezraer złapał Pogromcę z rękaw i przyciągnął go do siebie.
- Zaczynasz mnie tym wkurzać. - szepnął i cisnął Davidem przez całą salę.
David wykonał salto w powietrzu i upadł na podłogę. Zerwał się na równe nogi, Annabel widziała w jego oczach czystą nienawiść i żądzę krwi. Zanim Pogromca zdołał wrócić do walki, demon doskoczył do niego i uderzył go w pierś z taką siłą, że pogromca poleciał do tyłu i z hukiem grzmotnął w ścianę. Siła uderzenia była tak duża, że na ścianie pojawiły się pęknięcia. David osunął się na podłogę z zamkniętymi oczami. Na ten widok Natalie z wściekłością zaatakowała demona. Ten bez problemu złapał ją za nogę i szybkim uderzeniem w kolano złamał jej ją. Szept krzyknęła z bólu i upadła na ziemię. Daro i Silver w błyskawicznym tempie znaleźli się koło niej, odciągając ją z dala od wroga. Rose zaszarżowała na Nezraera chcąc nadziać go na swą włócznie, lecz ten zwinnie uskoczył jej z drogi. Caro smagnęła swym biczem, chcąc owinąć nim demona. Ten złapał za jej broń i szarpnął. Pogromczyni poleciała do przodu, a demon ogłuszył ją silnym uderzeniem w skroń. W tym momencie David podniósł się z ziemi i natarł na demona. Zrobił to tak szybko, że Nezraer ledwie zdołał uniknąć cięcia mieczem.
- Muszę przyznać jesteś twardy. - powiedział, rozmazując krew z lekkiego zadrapania na ramieniu.
- Zamknij się. - odparł David. Jego głos był inny, złowrogi i mroczny, bardzo podobny do głosu demona. Gdy światło padło na jego twarz, wszystkim zamarły serca, nawet Nezraer był oszołomiony, widokiem oczu Davida. Jego oczy stały się identyczne jak oczy demona, a na całym ciele zaczęły się pojawiać demoniczne runy. Pogromca uśmiechnął się paskudnie i zamachnął się na demona. Ten zablokował cios potężnym mieczem, który nagle pojawił się w jego dłoni. Obaj siłowali się przez chwile, krzesząc dookoła deszcz iskier, w końcu demon odskoczył i szybko zaatakował. David bez trudu sparował i przeszedł do kontrataku. Obaj byli bardzo szybcy i bez trudu parowali i wymierzali ciosy. Walka była bardzo wyrównana. To jeden na chwile zdobył przewagę, to drugi przejmował inicjatywę.
David w ostatniej chwili usunął się spod miecza Nezraera, przez co ten odsłonił się na atak. Pogromca wykorzystał sytuację i kopnął przeciwnika z taką siłą, że ten wleciał w jeden z bocznych korytarzy i zniknął w ciemnościach.
- Nieźle. - powiedział Daro, podchodząc do David. Ten odwrócił się do niego i wymierzył cios prosto w serce przyjaciela. Daro zdołał uskoczyć, lecz miecz i tak przeciął kurtkę i zadrasnął go.
- Pogięło cię! To ja! - krzyknął. David zdawał się go nie słyszeć i znowu zamierzył się do ciosu.
Zanim go zadał w przestrzeń pomiędzy pogromcami poleciał piękny, lśniący miecz. Wszyscy spojrzeli w kierunku z którego przyleciał i w wejściu do świątyni zobaczyli trzy postacie. Samandriela, Balzaela i wysokiego Pogromcę z długimi do połowy pleców czarnymi włosami. Wszyscy oprócz Sama mieli w rękach broń. Zanim David zdołał się ruszyć Bal złapał go za szyje i rzucił nim w inny z bocznych korytarzy. Potem razem z Samem, który podniósł swój miecz pobiegli za Davidem.
- Zostawcie go nam.- powiedział Sam na odchodne.
- Co mu się stało? - spytał Silver.
- Wewnętrzny demon. - odparł szybko Bal.
Chwile później Nazraer wszedł z powrotem do sali.
- A to ci niespodzianka. - powiedział. - Nie sądziłem, że ten chłopak jest tak silnym Nefelerem. Widzę, że pojawił się kolejny znajomy. - dodał patrząc na Pogromcę, który przyszedł z Samem i Balem. - Cóż za miła niespodzianka.
- Zobaczymy, czy miła. - odparł Sebastian, bo tak miał na imię chłopak.
Walka rozgorzała na nowo. Pogromcy atakowali demona ze wszystkich stron, lecz on odkąd miał broń stał się jeszcze silniejszy i niebezpieczniejszy. Sebastian zamachnął się potężnym toporem na wroga, niestety bezskutecznie. Demon skontrował cios i powalił Sebastiana telekinezą. Następnie szybkim ruchem wytrącił broń Dariusowi i silnym sierpowym powalił na ziemię. Silver skoczył na pomoc towarzyszą, ale Nezraer był na to gotowy. Z niesamowitą szybkością dopadł Furie i ciął go głęboko po łydkach. Pogromca padł na ziemię, demon wbił mu czubek miecza w lewy bark, przekręcił i wyrwał, boleśnie rozcinając ramię. Silver zawył z bólu. Annabel nie wytrzymała i rzuciła w demona jednym z swoich sierpów. Broń wbiła się głęboko w plecy demona. Ten odwrócił się do Nocnej Łowczyni, na jego twarzy widniało bardziej zdziwienie niż ból. Wyrwał sobie broń z pleców i zaatakował Annabel.
Gdy tylko Bal i Sam znaleźli Davida zaczęli z nim walczyć. Walka nie była prosta, Pogromca był bardzo szybki i nie dawał się zajść od tyłu. Sam i Bal nie chcieli zrobić mu krzywdy, lecz on najwyraźniej chciał zrobić im dużą. Raz udało się na chwile Samowi złapać Davida w uścisk, lecz ten wyrwał się i silnym ciosem odrzucił anioła.
- Walcz z TYM!!! - krzyknął Bal, siłując się z Nefelerem.- WALCZ!!!

***
David otworzył oczy, miejsce w którym się znajdował było pogrążone w całkowitej ciemności. Gdy wzrok przyzwyczaił mu się do mroku, Pogromca odkrył, że jest w małej celi, bardzo podobnej do takich jakie są w podziemiach Bastionu. Nie wiedział jak się tu znalazł, ostatnie co pamiętał to silne uderzenie w kamienną ścianę i falę wściekłości jaka go ogarnęła. Wstał i podszedł do solidnych metalowych drzwi celi. Pchnął je spodziewając się oporu, te jednak otwarły się bez trudu. Nefeler wyszedł na korytarz. Tu też nie było żadnego światła. Próbował przywołać swój miecz, lecz ten się nie pojawił. W pewnym momencie usłyszał cichy szept wołający go z głębi korytarza. Z walącym sercem ruszył przed siebie w ciemność. Po paru minutach, które wydawały się godzinami, dotarł do wielkich schodów. Po bokach klatki schodowej znajdywały się dwie cele. Z jednej sączyło się jasne złotawe światło. Drzwi drugiej celi były wyrwane z zawiasów i leżały powyginane na środku korytarza. David zajrzał do pustej celi. Nie znalazł tam nic ciekawego. Proste łóżko, jedyne co było dziwne to runy i znaki na ścianach i framudze, nigdy takich nie widział, lecz miały w sobie jakąś dziwną, mroczną i diabelską aurę. Z sercem w gardle podszedł do drugiej celi i zajrzał do środka. Szczeka mu opadła gdy zobaczył kto jest w środku. W celi na łóżku siedział anioł. Złote skrzydła miał zwinięte na plecach. Włosy były koloru roztopionego złota, ciało pokryte lśniącymi runami.
- Długo kazałeś na siebie czekać. - odparł anioł głosem Davida i ukazał twarz. David nie wierzył własnym oczom. Anioł wyglądał dokładnie jak on. Pogromca otworzył drzwi do celi bez żadnego oporu.
- Kim jesteś? - spytał David, choć spodziewał się jaką dostanie odpowiedz.
- Tobą. - oparł anioł, zgodnie z oczekiwaniami Pogromcy - Jestem twoim wewnętrznym aniołem, symbolem mocy anioła, która jest w tobie. - dodał po chwili.
- Kto cię tu zamknął i co to za miejsce?
David-anioł spojrzał na Nefelera z politowaniem.
- Ty nas tu zamknąłeś.
- Czekaj. Nas? Nie widzę tu nikogo innego?
- Czy Ty jesteś taki niedomyślny czy tylko udajesz? NAS, czyli mnie i twojego wewnętrznego demona. Przecież widziałeś drugą cele.
- Jak ja mogłem was tu zamknąć. Jestem tu po raz pierwszy w życiu. Nie znam tego miejsca.
- Chłopie rusz czasem głową. Jesteś wewnątrz siebie. Jak chcesz możesz to nazwać swoim umysłem, duszą, czy jakkolwiek chcesz.
- To by wiele tłumaczyło. Ale to nie zmienia faktu, że nie chciałem was zamknąć.
- Zrobiłeś to mimowolnie. Gdy parę lat temu dowiedziałeś się kim jesteś, przestraszyłeś się swojej mocy i postanowiłeś nie korzystać z mocy anioła i demona. To właśnie wtedy wyrzekłeś się swojego dziedzictwa i zamknąłeś nas tutaj.
- Nie wiedziałem. To w takim razie gdzie jest Demoniczny Ja?
- Gdy zacząłeś walczyć z Nezraerem stawałeś się coraz bardziej wściekły, zacząłeś czerpać z mocy demona. Ten rósł w siłę wraz z twoim gniewem, a gdy straciłeś przytomność uwolnił się i przejął nad tobą kontrolę.
- Jak mogę odzyskać panowanie nad swoim ciałem i wrócić do rzeczywistości?
- Musisz przyjąć swoje przeznaczenie i pokonać swojego demona. Znajdziesz go na górze. Idź, już. Twoi przyjaciele cię potrzebują.
David wyszedł z celi, zostawiając otwarte drzwi i ruszył po schodach na górę. Gdy dotarł na szczyt znowu usłyszał swoje imię. Tym razem bardzo wyraźnie. Głos, który go wołał był bardzo znajomy i dobiegał gdzieś z głębi korytarza. Miejsce w którym się znalazł bardzo przypominało mu hol w Bastionie. Pogromca ruszył przed siebie i po paru krokach zobaczył wbity w marmurową posadzkę swój miecz, to z niego wydobywał się głos wołający go.
- Ile trzeba czekać, aż w końcu szanownie ruszysz swoje cztery litery. - odezwał się Vaporier, kiedy Nefeler zbliżył się do niego.
- Przyszedłem tak szybko jak było to możliwe. - bronił się David - Musiałem...
- Nie mamy na to czasu!- przerwał mu miecz - Rusz się z załatw to co musisz i to szybko. Sytuacja na zewnątrz nie jest za ciekawa.
Nefeler wyrwał miecz z ziemi i otworzył wielkie dębowe drzwi, które wyłoniły się z mroku. Pogromca wszedł do długiej sali, w środku paliły się pochodnie. Na drugim końcu na lekkim podwyższeniu stał wielki tron, a na nim siedział ON. Na całym ciele miał mroczne czarne znaki, z pleców wyrastały wielkie błoniaste skrzydła, ręce miał zakończone szponami i trzymał w nich miecz identyczny co Davida, lecz runy jarzyły się mrocznym szkarłatnym blaskiem. Demon podniósł głowę z której sterczały rogi. Oczy miał bardzo podobne do tych Bala, Czerwone tęczówki, czarne białka i źrenice w dziwnym kształcie. David-demon wstał z tronu i zszedł z podwyższenia.
- Co teraz zamierzasz? - spytał demon.
- Pokonać cię i wrócić do przyjaciół. - odparł Pogromca i zaatakował.
David-demon był bardzo szybki i zwinny. Bez problemu sparował cios Davida i od razu przejął inicjatywę. Nefeler był zmuszony do przejścia do defensywy. Demon zaśmiał się i złapał klingę Pogromcy. Następnie przyciągnął go do siebie i uderzył go głową w twarz. David cofnął się parę kroków, wycierając krew, która popłynęła mu z nosa i rozciętej wargi.
- Naprawdę myślałeś, że to będzie takie proste? - spytał David-demon.- Myślałeś, że przyjdziesz tu i od tak mnie pokonasz? Dobry żart.
David mocno ścisnął miecz i zaatakował demona, lecz ten sprawnie wytrącił mu broń z ręki i porządnym kopniakiem powalił na ziemię.
- Ty na prawdę myślisz, że mnie pokonasz. - powiedział demon.
- Muszę to zrobić. - odparł David. - Pokonam cię i Nezraera.
David- demon parsknął śmiechem.
- O nie. Nie masz co marzyć o pokonaniu nas w tym stanie. - powiedział i wbił swój miecz w ziemię. Potem podszedł do Pogromcy, złapał go za koszulkę i postawił na nogi. Następnie wymierzył mu prawy prosty w szczękę.
- Za długo byliśmy zamknięci. Za długo żyłeś w strachu. - mówił demon, okładając Nefelera.
- Nie chciałem was zamykać. - odparł, plując krwią.
- Ale to zrobiłeś. Wyrzekłeś się swojej mocy, swojego dziedzictwa. Jesteś tchórzem, który boi się swojej mocy. Co ci to dało? Gdybyś zaakceptował to kim jesteś wdeptał byś każdego demona w ziemię! - krzyknął David-demon i puścił Pogromcę, który osunął się na ziemię. - Nigdy mnie nie pokonasz dopóki nie zaakceptujesz tego kim jesteś. Znam wszystkie twoje ruchy, wiem jak walczysz, ale ty nie wiesz co my potrafimy.
Demon oddalił się od Davida, ten rozejrzał się i zobaczył, że tuż koło niego leży Vaporier. Nefeler chwycił go i wstał.
- Masz racje. - powiedział. - Przez całe życie uciekałem, nie chciałem być tym kim jestem. Lecz teraz rozumiem, że to zarówno ty jak i Anioł jesteście częścią mnie i mojej mocy. Akceptuje to kim jestem. Jestem NEFELEREM!!! - krzyknął David i na jego ciele zaczęły pojawiać się anielskie znaki, włosy i oczy zmieniły kolor na złoty. runy na mieczu rozbłysły żółtym światłem.
David-demon patrzył na niego z szerokim uśmiechem.
- Nareszcie. - powiedział, a następnie on i cały pokój nagle zniknęli.

***
David zamrugał parę razy i dopiero wtedy zrozumiał co się dzieję. Z całej siły ściskał za gardło Bala, a Sam próbował obezwładnić Davida. Pogromca puścił Założyciela i odsunął się od niego. Bal rozmasował obolałą szyję i dość ochryple powiedział.
- Miło cię widzieć z powrotem.
- Już myślałem, że będę musiał cię połamać. - odparł Sam lekko zdyszany.
- Co z resztą? Jak walka? - spytał David.
- Nadal trwa. - odparł Sam, a Nefeler popędził na złamanie karku by pomóc przyjaciołom.
Tuż przed tym jak David dotarł z powrotem do głównej sali świątyni, usłyszał krzyk Annabel. Pogromca jeszcze przyśpieszył i wpadł do pomieszczenia. W tym momencie zobaczył, że Nezraer stoi przed Nefilim z uniesionym mieczem i już ma zadać śmiertelny cios. David chciał pomóc Nocnej Łowczyni, lecz wiedział, że nie zdąży. Miecz opadł ze świstem, lecz nie trafił w Annabel. W ostatniej chwili pomiędzy nią, a demonem pojawił się Paul i zablokował cios drzewcem kosy. Siła ciosu była tak wielka, że kosa pękła i rozpadła się w drzazgi, a czubek klingi Nezraera ciął Paula głęboko przez pierś. Pogromca padł na ziemię, a wokół niego powiększała się kałuża krwi. Silver zerwał się i zaatakował demona. Ten odwrócił się i wbił mu miecz w brzuch, aż po rękojeść. Furia upadł na kolana i ześlizgnął się z klingi na ziemię. W Davidzie zawrzało i zaatakował wroga. Gdy skrzyżowali miecze Pogromca sięgnął po pistolet, który miał za pazuchą i strzelił w twarz demona. Nieskutecznie, bo wróg wykonał unik i kule trafiły w ścianę.
- Miło, że wróciłeś. - powiedział Seba, stając obok Davida.
- Spoko, mam nawet asa w rękawie. - odparł Nefeler i sięgnął po moc anioła.
Momentalnie poczuł przypływ mocy. Wszyscy patrzyli na niego z niedowierzaniem, gdy jego wygląd się zmienił.
- No no no. Nie spodziewałem się, że przezwyciężysz swojego demona, a co dopiero tego. - powiedział Nezraer, zasłaniając oczy przed blaskiem klingi Davida.
Pogromca nic nie odpowiedział i zaatakował demona. Tym razem przeciwnik miał problem z sparowaniem wszystkich ciosów Nefelera. Daro i Sebo też atakowali demona ze wszystkich stron. Z czasem demon zaczął słabnąć, lecz oni też. David zaczął czuć dziwne pieczenie na całym ciele, w miejscach gdzie miał znaki. W końcu demon chcąc zaatakować Dariusa odsłonił się a Czarna Furia silnym ciosem odrąbał mu rękę w której trzymał broń. Demon ryknął wściekle i padł na kolana, trzymając się za krwawy kikut.
- To już koniec. - powiedział David, podchodząc do Nezraer.
- Mylisz się i to grubo. To dopiero początek. - odparł demon i zamienił się w czarny gęsty dym i zniknął z sali nim ktokolwiek zdołał go powstrzymać. Jego miecz też zniknął.
David schował broń i podbiegł do Sama i Bala, którzy klęczeli przy Paulu i Silverze. Założyciele zdołali jako tako zatamować krwawienie, lecz stan obu Pogromców był bardzo ciężki.
- Zabieramy ich prosto do Bastionu. - powiedział Bal, dźwigając Silvera.
- Nie martwcie się. Zrobimy wszystko, by wyzdrowieli. - dodał Sam, widząc zapłakaną Annabel. - Wy zabierzcie resztę i też wracajcie.
Po tych słowach oboje wybiegli z świątyni z Pogromcami na rękach. Reszta pomogła pozostałym poszkodowanym. Jen wstał chwiejnie na nogi i podparła się na Daro. Seba pomógł Natalii, jej nogo już się zrosła lecz i tak bardzo bolała. David podszedł do nadal nieprzytomnej Caroline, zmieniając się w normalną postać. Podniósł ją i wszyscy wyszli z świątyni.
- Nie płacz. Chłopaki są twardzi. - powiedział Daro do nadal szlochającej Annabel.
- To... To moj...a wina. - powiedziała, pociągając nosem - Gdyby nie ja nic by się im nie stało.
- Gdybyś nie rzuciła Lukkirą, Silver na pewna by już nie żył. - pocieszył ją Sebastian. - A tak przy okazji to miło cię poznać.
Annabel otarła łzy i przyjrzała się dokładnie nowo poznanemu. Seba miał długie do połowy pleców, gęste włosy i jasno zielone oczy. Był bardzo umięśniony, a na całej lewej ręce i ramieniu miał tatuaż. Annabel przedstawiła się i podała mu rękę. Gdy szli przez podziemne miasto nie zobaczyli żadnych oznak demonów.
- Gdzie one wszystkie się podziały? - spytała Jen.
- Sam i Bal zabili większość, a reszta znikła tak jak Nezraer. - odparł Sebastian.
Wszyscy ucieszyli się gdy wyszli w końcu na słońce. Na zewnątrz czekał na nich Ben.
- Mówiłem wam, że to zły pomysł tam wchodzić. - powiedział na powitanie - Ta dwójka powiedział, że mam otworzyć bramę i wysłać was do domu.
- A co z samochodami? - spytała Anna.
- Już się nimi zajęli. - odparł czarownik. - Przejdźmy się trochę, pogoda zrobiła się taka piękna.
Słońce było wysoko na niebie, a Smog zniknął. Annabel spojrzała w niebo i nagle uświadomiła sobie jedną rzecz.
- Jak tu dotarliście? - spytała Sebastiana.
- Normalnie. Weszliśmy tak jak wy.
- Jakim cudem Bal może chodzić w świetle słońca?
- To długa historia. - odparł David - Opowiemy ci wszystko w domu.
Gdy dotarli do pierwszych zabudowań, Ben zaczął tworzyć bramę, gdy była już prawie gotowa, wyciągnął z kieszeni dziwny kamień i rozgniótł go w ręce. W tym momencie brama zmieniła się trochę i pokazała wszystkim dobrze znany widok. Holu wejściowego w Bastionie. Pogromcy podziękowali czarownikowi i pożegnali się z nim.
- Może się jeszcze kiedyś zobaczymy. - powiedział David.
- Mam nadzieję, że w znacznie lepszych okolicznościach. - odparł Ben.
Wszyscy zaczęli po kolei przechodzić przez bramę by znaleźć się z powrotem w domu.

<<<&>>>
Z góry przepraszam, że tak długo musieliście czekać.
Przepraszam też za luki w pozostałych stronach.
Niestety wszystko się na mnie uwzięło i przeszkadzało w tworzeniu i znalezieniu czegoś na necie.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Zachęcam do komentowania. Wszystkie uwagi są bardzo pomocne.
Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybciej.
Pozdrawiam
Zwierzak