czwartek, 7 stycznia 2016

Stary (nie)przyjaciel

Czas spędzony w Bastionie spłynął Annabel głównie na treningach i czytaniu książek o demonach. Na początku niezbyt radziła sobie z Lukkirią, lecz z pomocą innych szybko znalazła z nią wspólny język. Okazało się, że bronie Pogromców posiadają własną świadomość i że nie jest łatwo nimi walczyć. Annabel chętnie spędzała czas z Szeptami i resztą. Dowiedziała się wielu ciekawych, rzeczy między innymi, że David z pomocą innych stara się stworzyć książkę o demonach. Ta książka ma zawierać wszystkie informacje o konkretnym demonie, rysunek, słabe i mocne strony i wiele innych. Nocna łowczyni też chciała pomóc, lecz nie wiedziała jak.
Gdy nadszedł wieczór w przeddzień ich wyjazdu. Sam odbył z nimi jeszcze jedną naradę. Powiedział im, że paru Nefilim udało się przeżyć na misji lecz są w bardzo ciężkim stanie oraz, że podobno całe miasto jest opanowane przez potężne demony.
- Musicie być bardzo ostrożni - polecił anioł.
- Masz dla nas jakieś dobre rady? - spytała Natalie.
- Nie dajcie się zabić - odparł Bal, stojący w progu sali.
Po odprawie wszyscy poszli do zbrojowni i wzięli ze sobą wszystko co mogło by im się przydać. Annabel dostała jeszcze dwa zestawy bojowe, sztylet, parę noży do rzucania i mały pistolet. Na pistolecie i kulach były nałożone dziwne runy, nie znała ich z Szarej księgi. Reszta też zaopatrzyła się w pistolety, noże, sztylety, shurikeny i inne mniejsze bronie. Każdy dostał też parę Składaków. Były to odpowiedniki serafickich mieczy.
Następnego dnia zjedli pośpiesznie śniadanie poszli po bagaże i ruszyli do garażu. Załadowali rzeczy do bagażników i wsiedli do samochodów. Furie załadowali się do Jeepa Davida, Szepty do Range Rovera Rose, a Annabel, Jennifer i Paul wsiedli do Toyoty należącej do Paula. Silniki zaryczały i samochody ruszyły z miejsc. Gdy wyjechali z Bastionu skierowali się w przeciwną stronę do tej z której przyjechali ostatnio. Annabel położyła się na tylnej kanapie i starał uspokoić myśli. Jennifer siedziała na krześle pasażera i sprawdzała ortografię w notatkach Davida, które chciał potem wykorzystać w książce. Było ich dość sporo. O błędach składniowych i interpunkcyjnych już nie wspominając.
- Jen? - zagadała Annabel.
- Tak? - odparła, nie odrywając się od lektury.
- O co chodzi Balowi z tym piekłem? Często mówi coś o nim w stosunku do was.
Jennifer drgnęła lekko.
- To dość długa historia i nikt z nas nie lubi o niej rozmawiać. W skrócie chodzi o to, że Daro, Caro, Natali, Silver, Rose, David, ja i jeszcze parę innych osób spędziliśmy pół roku w jednym z piekielnych wymiarów. Było to w czasie gdy nikt z nas nie miał jeszcze zielonego pojęcia o tym, że jesteśmy Arncheli.
- Oooo. Jak udało się wam przeżyć?
- Pogromcy nas odbili. Skąd wiedzieli, jest to zagadką nawet dzisiaj. Nawet Paul mało wie w tym temacie.
- Też byłeś w piekle? - dopytywała Annabel.
- Nie. Ja byłem jednym z dwudziestu Pogromców, którzy mieli ich uratować - odparł Paul i skupił się na drodze.
W samochodzie zapadła głucha cisza, przerywana tylko dźwiękami pianina dobywającymi się z radia. Annabel postanowiła się zdrzemnąć. W Jeepie chłopaki śmiali się przez całą drogę, opowiadając kawały i słuchając mocnej muzyki. Szepty zastanawiały się nad tym co mogą spotkać na miejscu.
Gdy dotarli do małego motelu, oddalonego od Bergington o jakieś 10 km, słońce było już wysoko na niebie. Zameldowali się i poszli się rozpakować. Zajęli cztery pokoje. Szepty wzięły największy trzyosobowy, Paul wylądował z Silverem, David z Daro, a Annabel zameldowano razem z Jennifer.
Poziom pokoi wołał o pomstę do nieba, ale zawsze mogło być gorzej. Tapeta odchodziła od ścian, ale przynajmniej nie było karaluchów i z prysznica leciał ciepła woda.
David rzucił się na łóżko, które jęknęło niebezpiecznie. Daro w tym czasie zabezpieczył pokój przed niechcianymi gośćmi. Gdy skończył odezwał się telefon.
- Halo - powiedział David, podnosząc słuchawkę.
- Przydało by się coś zjeść. - usłyszał głos Rose. - Może byście coś upolowali?
- Ok - odparł Neferler.
Razem z Daro i Silverem pojechali do najbliższego baru po coś na ząb. W tym czasie pozostali siedzieli w pokoju Szeptów i zastanawiali się od czego zacząć poszukiwania.
- Proponuje zacząć od przedmieścia i systematycznie zbliżać się do centrum - powiedziała Caro.
- Nie prościej było by się podzielić na grupy - zaproponowała Annabel. - W tym czasie sprawdzimy większy teren.
- Pomysł dobry, lecz zbyt niebezpieczny - odparł Silver, wchodząc do pokoju.
Za nim weszli Daro i David, podali wszystkim paczki z jedzeniem i usiedli wygodnie na krzesłach.
- Wokół całego miasta unosi się demoniczna aura - dodał David. - Jest tak jak mówił Sam. Demony zajęły miasto, czuć je nawet stąd i to nie są jakieś płotki tylko potężne bestie.
- To co proponujecie? - spytał Paul.
- Mały rekonesans - odparł Daro.
Gdy zaparkowali samochody na drodze jakieś 800 metrów od miasta, słońce już powoli zachodziło. Wysiedli z samochodów i przyjrzeli się z niepokojem niebu. Całe było pokryte czerwonymi chmurami.
- Mam dwa pytania - powiedziała Annabel idąc za resztą - Dlaczego nie wjedziemy do miasta i co to są za chmury?
- Zawsze zostawiamy samochody w bezpiecznej odległość - odparł Daro.
- A co jeśli będziemy musieli uciekać? - dopytała Nefilim.
- To najgłupszy pomysł jaki istnieje - rzucił Paul. - Nigdy nie oglądałaś horrorów? Istnieje takie pewne zjawisko, że zdolność odpalenia silnika jest proporcjonalna do odległości od zagrożenia.
- Nie rób sobie jaj.
W tym momencie Paul wskazał na stojący przy drodze samochód. Przednia szyba była rozbita, wszędzie wokół były ślady krwi i pazurów, a na w fotelu kierowcy siedział ktoś komu odgryziono głowę i wyżarto prawie całe wnętrzności.
- No dobra. Masz racje - odparła Annabel, odwracając wzrok od trupa.
- A co do tych chmur, to jest to Smog - dodał Silver. - Potrafią tworzyć go potężne demony. Zasłania on słońce dzięki czemu mogą zacząć polować jeszcze przed zachodem.
Gdy weszli do miasta, wyciągnęli pistolety i zbliżyli się do jednego z opuszczonych domów. Annabel dostrzegła, że wszyscy Pogromcy korzystają z zmysłów Starożytnych. Podeszli do drzwi wejściowych i David otworzył je energicznym kopniakiem. Wewnątrz domu było bardzo ciemno, Annabel nawet z znakiem widzenia miała problem z dostrzeżeniem co jest wewnątrz. Nefeler wszedł ostrożnie do środka, gdy był w połowie korytarza nagle coś w niego uderzyło i Pogromca wyleciał z domu, przeleciał przez ulicę i wpadł do przeciwległego budynku rozbijając wielkie frontowe okno. Daro dobył katany i już chciał wejść do domu z którego wyleciał David, lecz w tym czasie za domu wypał demon i ruszył pętem z głąb miasta. Rose pobiegła zobaczyć co z Davidem, gdy dotarła do drzwi pojawił się w nich Nefeler, ściskający miecz. Lewy rękaw miał w strzępach z licznymi śladami ugryzień na ręce, z długiej rany po pazurach na szyi lała się krew, a ze skroni i łuku brwiowego sterczały małe odłamki szkła. Wszystkie rany zaczęły się już goić, lecz lewy nadgarstek Pogromcy był dziwnie wykrzywiany.
-Mogłabyś? - zagaił David pokazując Rose, skręconą dłoń. Pogromczyni chwyciła ją pewnie i nastawiła, czemu towarzyszyło nieprzyjemne chrupnięcie i głośne przekleństwo Davida.
- Pieprzone Pożeracze - syknął, rozmasowując nadgarstek. - Siedziały tam dwa. - dodał widząc zainteresowane twarze towarzyszy.
Nagle usłyszeli potężny ryk, stanęli w kręgu z Annabel w środku i dobyli swych broni. David i Daro kręcili młynki mieczami. Jen trzymała przed sobą dwa sztylety, Paul ściskał kosę, koło niego Rose dzierżyła wspaniałą włócznie, Caro strzelała najeżonym kolcami biczem, Natali miała na rękach i nogach coś podobnego do Niszczyciela, lecz emanujące potężniejszą mocą. Na plecach Silvera, pojawiła się dziwna tarcza z której wychodziły dwa długie ramiona, a z tych ramion wystawały rękojeści dziwnych sztyletów. Miały jakieś 60 centymetrów, długości, były proste i służyły bardziej do dźgania niż cięcia. Znowu usłyszeli ryk i wtedy wypadło na nich całe mrowie demonów. Rose rzucała swą włócznią w demony, a gdy te padały martwe broń znikała i pojawiała się w ręce właścicielki. Caro strzelała biczem przepoławiając wrogów. Silver rzucał w pomioty sztyletami, których nieskończoną ilość wyciągał z ramion swej broni. Gdy któryś z demonów zdołał dostać się bliżej od razu ginął zabity przez Jen, Natali, Paul, Daro lud Davida. Na miejscu jednego zabitego demona pojawiał się następny. Mimo zwartej współpracy, Pogromcy musieli zacząć używać magii. Najpierw Jennifer zalała spory obszar woków nich wodą, następnie David użył błyskawicy by porazić wrogów, na koniec Daro spalił ich ogniem.
Szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na ich stronę, gdy nagle za jednego z domów wypadła trojka wielkich Beserkerów. Były o wiele większe niż te które były w Bastionie. Inne demony wycofały się. Monstra zaryczały i ruszyły na Pogromców, nie robiąc sobie nic z sztyletów Silvera. David i Daro wyszeptali coś do swoich mieczy i ich klingi zajęły się ogniem. Następnie ruszyli na najbliższego demona. Natali i Paul ruszyli na innego, Silver ciskał sztyletami w każdego po kolei. Jen i Rose osłaniały Annabel, lecz nagle jeden z demonów największy zaryczał i zaszarżował na dziewczyny, roztrącając swych towarzyszy i Pogromców. Daro chciał go zatrzymać lecz oberwał potężnym ogonem i uderzył w ścianę budynku. Inny Beserker przyparł Davida rogami do ziemi, już miał zadać mu potężny cios, gdy nagle pojawiła się Rose i odcięła ramię demona. Pomiot zaryczał z bólu, co dało Nefererowi szansę ucieczki i zadania śmiertelnego ciosu.
Natali chciała pomóc Dariusowi, lecz jeden z demonów zastąpił jej drogę i zamachnął się ogonem. Pogromczyni zwinnie unikała ciosów demona, lecz nie miała okazji by zadać cios. Oboje byli tak pochłonięci walką, że żadne z nich nie zauważyło Dariusa. Chłopak wyczarował potężną kule ognia i cisnął nią w demona. Beserker trafiony czarem cały zajął się ogniem, a po chwili eksplodował. Płonące resztki demona poleciały w wszystkie strony.
Ostatni demon nadal szarżował na Silver, Jennifer i Annabel, mimo, że przypominał już poduszkę do szpilek. Gdy był już blisko Paul wypadł przed demona i skosił mu nogi. Pomiot runął na ziemię. próbował się podnieść, lecz już stała na nim Jen i zatapiała w nim swoje sztylety. Demon ryknął wściekle i próbował zrzucić z siebie Pogromczynię, ale Paul w tym momencie odciął mu głowę. Wszyscy Pogromcy odnieśli jakieś obrażenia na szczęście żadnych poważnych.
- To co robimy dalej? - spytała Annabel, ona jako jedyna wyszła z walki prawie bez szwanku. - Idziemy dalej czy ...
- My nigdy nie uciekamy - przerwał jej Paul.
- Tak, my tylko wycofujemy się na z góry upatrzone pozycje - odparł Silver, na co wszyscy parsknęli śmiechem.
Stali tak jeszcze przez chwile gdy nagle powiał wiatr. W tym momencie miny Caro i Davida zrzedły. Wszyscy odwrócili się w kierunku z którego zawiało i wtedy ziemia zaczęła się trząść.
- Cholera - przeklął David. - Spieprzamy stąd.
Wszyscy ruszyli biegiem w przeciwnym kierunku, a gdy stąpanie zaczęło stawać się coraz głośniejsze wpadli do najbliższego budynku i wbiegli na piętro.W tylnej ścianie ziała wielka dziura a frontowe okna były w większości wybite. Pogromcy i Annabel schowali się za mebel i czekali.
Stąpanie stawało się coraz głośniejsze i nagle ustało. David wychylił się lekko za sofy i zobaczył w oknie łeb ogromnego demona. Demon był wielki jak dom, miał gruby chitynowy pancerz i przypominał połączenie owada, nosorożca i kosy. Nefeler schował się i bezgłośnie dał znać pozostałym, by wyszli przez dziurę w tylnej ścianie. Wszyscy przytaknęli i zaczęli się czołgać do dziury. Gdy zbliżyli się do krawędzi podłogi powiał im w twarz lekki wiaterek. Demon wciągnął głośno powietrze i zaryczał.
- Kurwa mać - przeklną Daro po polsku, zrywając się na nogi. Inni zrobili to samo i spojrzeli prosto w żółte ślepia demona. Bez wahania wyjęli pistolety i zaczęli strzelać w oczy pomiota. David i Daro cisnęli też granatami i kulami ognia. Ciężki dym spowił cały pokój dając im szansę na ucieczkę. Wyskoczyli przez okno i pognali przed siebie słysząc z tyłu potworne ryki demona. Zatrzymali się dopiero gdy byli już pewni, że demon ich nie złapie.
- Co... to... było? - spytała Annabel, zdyszana, niełatwo jest dotrzymać kroku Pogromcy.
- Bahamur Niszczyciel - odparł Paul. - Ranga S.
Annabel rozumiała już o co chodzi z rangami demonów i wiedział, że S oznacza potężne, bardzo niebezpieczne demony.
- To jest chore - powiedział Rose. - Słońce jeszcze do końca nie zaszło, a już chodzą tu takie potwory. Boje się pomyśleć kto stworzył ten Smog. 
- Ponawiam pytanie Nocnej - powiedział Paul. - Co robimy?
- Skoro są tu takie okazy to nic dziwnego, że Nefilim nie dali rady - powiedziała Caroline.
- Dalszy rekonesans, nie ma sensu - oświadczył David. - Musimy gdzieś przenocować, wrócić do motelu i zabrać dosłownie wszystko.
- Tak tylko gdzie chcesz przenocować? - spytał Silver, i jak na życzenie otwarły się drzwi najbliższego domu.
- Wchodźcie - odezwał się męski głos, z głębi domu.- Szybko.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Silver wzruszył ramionami i wszedł do ciemnego domu.
Gdy Daro zamknął drzwi, w pokoju rozbłysło światło. Nie było to zwykłe światło, lecz magiczne pochodnie, jarzące się zielononiebieskim światłem. Na wszystkich ścianach były namalowanie znaki ochronne. W niewielkim kominku wesoło strzelał normalny czerwony ogień, a w fotelu przed kominkiem siedział młody czarownik. Był wysoki, ale chudy. Miał jedno oko czerwone, drugie niebieskie i niewielkie różki, które doskonale maskował pod długimi włosami.
- Nie myślałem, że jeszcze jacyś Nefilim się tu pojawią - powiedział.
- Nie jesteśmy Nocnymi łowcami - odpowiedział Jen.
- Ona na pewno jest - odezwał się czarownik, wspawując na Annabel. - Widzę jej runy. Nie ma sensu kłamać. Zresztą kto inny pakowałby się do miasta pełnego demonów.
- Masz racje - powiedział Paul. - Annabel jest Nefilim, lecz my nie. Jesteśmy Pogromcami.
- Pogromcami - roześmiał się ich rozmówca. - Nie żartuj sobie. To legenda.
- Nie żartujemy - powiedział Daro.
Czarownik przyjrzał im się i powiedział po chwili.
- Jak sobie chcecie. Gdzie są moje maniery. Witam w moich skromnych progach. Rozgłoście się, demony tu nie wejdą. Może ktoś się czegoś napiję? - powiedział czarownik.
- Bardzo dziękujemy - odparł Silver. - A z kim tak w ogóle mamy przyjemność?
- Mówcie mi Ben - rzucił czarownik.
Gdy wszyscy się przedstawili, Ben pstryknął palcami i na wielkim stole pojawiły się kubki z herbatą i tort truskawkowy. Wszyscy usiedli przy stole i zaczęli opowiadać co ich tu sprowadziło. Kiedy Pogromcy skończyli mówić, czarownik opowiedział im o swoim przybyciu do miasteczka.
- Przyjechałem tu jakieś dwa miesiące temu bo usłyszałem, że ta okolica ma potężną magiczną aurę. Sam Bane chciał ją sprawdzić, ale z braku czasu poprosił mnie bym ja to zrobił.
- Znasz Magnusa? - zdziwiła się Annabel.
- Jesteśmy dobrymi znajomymi. Wracając, gdy w końcu przybyłem myślałem, że to zwykła dziura i ktoś się pomylił, ale niedługo potem znalazłem pewną pieczarę niedaleko stąd. Prowadziła do jakiegoś podziemnego miasta Majów, czy innych plemion. Było to miejsce silnie magiczne i to nie zbyt dobrą magią. chodziłem tam codziennie, aż pewnego dnia zaatakował mnie demon. Okazało się, że całe ich chmary wychodzą z jakiejś świątyni. Próbowałem zamknąć wejście do miasta lecz nic to nie dało. Potem zaczęły się zniknięcia ludzi. Kiedy przybyli pierwsi Nocni łowcy, zaczęła się rzeź. A jakieś dwa tygodnie temu niebo spowiła te dziwne chmury. Ludzie już wcześniej zaczęli uciekać, ale wielu zostało. Gdy nastała pierwsza noc, rozpętało się piekło. To był koszmar, demony zaczęły zmasowany atak na wszystkich, którzy zostali w mieście. Nie były to pojedyncze ataki, lecz tak jakby ktoś nimi dowodził. One współpracowały.
- Czyli ich gniazdo jest w tych ruinach - stwierdził David.
- Pięknie, znowu podziemia. Czy demony choć raz nie mogą mieć gniazda w jakimś przyjemniejszym miejscu? - jęknął Paul.
- No, najlepiej na łące z dmuchawcami i stokrotkami - rzucił Daro.
- To co robimy? - spytała Rose.
- Najlepiej będzie jak się tu prześpicie - podsunął Ben.
- A rano wrócimy do motelu, po cały sprzęt i zaatakujemy demony w ich siedzibie - dodał David.
- Najlepiej będzie zrobić to rano, wtedy będą zmęczone po całej nocy. - dopowiedział Silver.
- Jesteście pewni, ze chcecie w dziewiątkę pchać się do gniazda pełnego demonów? - zdziwił się czarownik.
- A czemu by nie? - spytała sarkastycznie Caro.
- Jesteście nie poważni. To samobójstwo! - powiedział Ben.
- Dla nas to nie pierwszyzna - odpowiedział Silver.
Czarownik przyjrzał im się mieszaniną podziwu i strachu, ale wiedział, że takich ludzi nic nie odwiedzie od ich pomysłu.
- Powodzenia - powiedział i wstał z fotelu. - Jakbyście chcieli rano śniadanie to częstujcie się wszystkim co jest w kuchni. - dodał i poszedł do sypialni, zostawiając ich samych. Dopiero teraz zmęczenie dało o sobie znać i wszyscy poszli spać.
Następnego dnia wszyscy wstali dość wcześnie. Gdy weszli do kuchni, Ben już na nich czekał ze śniadaniem.
- Skoro chcecie walczyć z demonami musicie być najedzeni - powiedział na powitanie. - A tak przy okazji to idę z wami.
- Jesteś pewny? - spytał David, krztusząc się herbatą. - To bardzo niebezpieczne.
- Nie mówiłem, że idę z wami do gniazda. Mam już dość tej dziury i od dawna próbuję stąd uciec. Niestety nie mam samochodu, a nie mogę stworzyć tu bramy bo coś mi na to nie pozwala.
Po obfitym śniadaniu, wszyscy wrócili do swych samochodów, które na szczęście były całe i stały tam gdzie je zaparkowali. Wrócili do motelu, przebrali się w nowe stroje bojowe, nieco lepsze od zwyczajnych, bardziej wytrzymałe. Następnie zostawili Bena w motelu a sami ruszyli do gniazda demonów.
Dotarli tam na długo przed południem i od razu weszli do pieczary. Stąpali powoli i jak najciszej. Nie było to proste bo na ziemi leżało pełno ludzkich kości, które pękały głośno pod ich stopami. Przejście do podziemnego miasta, nie sprawiło ich żadnego kłopotu. Nie spotkali żadnego demona. Gdy weszli do olbrzymiej jaskini i ujrzeli obraz jak z "Skarb Narodów", szczeki im opadły. Szli kamiennymi uliczkami, mijając potężne kamienne budynki. Przez całą drogę spotkali tylko dwa demony, które zabili zanim zbudziły resztę. Dotarli w końcu do świątyni o, której mówił Ben. Z sercami bijącymi pod gardłem weszli do jej wnętrza. Szli w głąb ciemnych tuneli, słysząc tylko swoje kroki i oddechy.
- Coś jest nie tak -powiedział Paul. - Za dobrze nam idzie.
Wyszli z korytarza do głównej sali świątyni. Pochodnie paliły się, dzięki czemu w komnacie było jasno jak na zewnątrz. Za wielkim ołtarzem, na wielkim kamiennym siedzisku, siedział...
- Harry?! To naprawdę ty?! - krzyknęła Annabel, lecz młody muskularny chłopak , o blond włosach, zignorował ją i przemówił, mrocznym, lodowatym głosem, od którego włosy stawały dęba.
- Długo trzeba na was czekać Pogromcy - powiedział, a wszyscy Pogromcy od razu rozpoznali ten głos i serca im zamarły. - Dawno się nie widzieliśmy - dodał demon.
- Harry, to ja Anna! - Nocna łowczyni, nadal krzyczała do demon, który przejął ciało jej starego przyjaciela.
- To nie jest HARRY! - powiedział David, przez zaciśnięte zęby. - To NEZRAER. Demon, który porwał nas do piekła!


<<<&>>>
Z góry przepraszam za opóźnienie, ale okazało się, że w górach nie ma neta :(
Mam nadzieję, że notka się spodoba. Miała być trochę dłuższa, ale nie
chciałem was dłużej trzymać w niepewności. 
Od razu przepraszam za błędy, jak uda mi się jeszcze coś znaleźć to zaraz poprawie.
Odpowiem już na pytanie, które pewnie chcecie zadać:
Nie wiem kiedy pojawi się nowa notka, ponieważ zaczyna się czas pogardy i wielkiej pracy, czas modlitw, błagań, cudów i paktów z diabłem - słowem SESJA.:(((( W wolnym czasie postaram się uzupełnić braki w innych kartach.
Ja podoba się wam Ben, chcecie by się jeszcze kiedyś pojawił?
Bardzo proszę o komentarze.
Pozdrawiam i spóźnione Szczęśliwego nowego Roku :D
Zwierzak.