sobota, 31 grudnia 2016

Londyńska draka cz.2

Pogromcy obudzili się o dziewiątej i zeszli na jadalnie. Śniadanie okazało się klasycznym angielskim. Na ich talerzach była biała fasola w sosie pomidorowym, jajko sadzone, małe paróweczki i dwa tosty. Do picia tradycyjnie herbata parzona na mleku. Chłopaki zajadali się patrząc w ekran telewizora, z którego nadawano właśnie wiadomości. Młoda prezenterka mówiła o niedoszłej próbie włamania do Opactwa Westminsterskiego, która miała miejsce w nocy. Silver prawie zakrztusił się herbatą, gdy prezenterka przeprowadzała wywiad z jednym z „bohaterskich” ochroniarzy, którzy przepłoszyli włamywaczy.
- „Mieliśmy ich na muszce, ale zdołali się ukryć” – powtórzył sarkastycznie Silver słowa ochroniarza. – W ogóle nas nie widzieli, a i tak się przechwalają.
- Nie denerwuj się, bo ci żyłka pęknie – rzucił Daro, dopijając herbatę.
Pogromcy wyszli z jadalni i przeszli się po centrum miasta. Podziwiali panoramę Londynu z wagonika London Eye. Następnie poszli wzdłuż Tamizy, aż doszli do mostu Blackfriers. Na drugiej stronie zauważyli paru młodych Nefilim, którzy pobiegli w głąb miasta.
- Przy takiej ilości demonów, mają pełne ręce roboty – zauważył Darius, opierając się barierkę mostu.
- Idziemy na aukcję piechotą? – spytał Silver.
- Czemu nie, spacer zawsze działa na mnie kojąco – rzucił Daro, patrząc na odległe Tower of London. – Niezdobyta twierdza, symbol potęgi. Też widzisz w tym analogię do Bastionu.
- Tower wzniesiono dla Wilhema Zdobywcy – powiedział Silver. – Czytałem o nim i coś mi mówi, że był Archeli.
Furie zaczęli wracać powoli z powrotem. Zatrzymali się na lody i kawę w małej kawiarni.
Gdy weszli do pokoju hotelowego od razu zaczęli przygotowania. Około piętnastej zeszli na obiad. Po posiłku Silver wyszedł znowu na miasto, a Daro wrócił do pokoju. Po jakiś dwóch godzinach Biała Furia wszedł z powrotem do pokoju.
- Co czytasz? – spytał Dariusa.
- „Potop” – odparł Daro, zamykając książkę.
- Noe zbudował już arkę?
- To nie jest o biblijnym potopie – rzucił Czerwony.
- A to był jeszcze jakiś inny? – zdziwił się Silver.
Daro popatrzał na niego z politowaniem.
- Jak ty mało wiesz o świecie – powiedział. – Tu jest mowa o potopie szwedzkim, czyli wojnie polsko- szwedzkiej z lat 1655-1660.
- Średnio znam historię Europy.
- Widać. A ty co takiego robiłeś?
- Zobacz sam – powiedział Silver, rzucając Dariusowi telefon.
Na ekranie było selfie Silvera ze szczytu Big Bena.
- Wiedziałem, że tam wleziesz – rzucił Daro.
- Jak ty mnie dobrze znasz – powiedział Biały wchodząc pod prysznic.
Silver wyszedł z łazienki, ubrany w czarny T-shirt i ciemne jeansy.
- Za ile wychodzimy? – spytał Dariusa, który kończył wiązać krawat.
Czerwona Furia był ubrany w elegancki czarny garnitur z czerwonymi wstawkami, czerwoną koszule i czarny wąski krawat.
- Chyba nie masz zamiaru tak iść? – rzucił Daro, patrząc na Silvera.
- Dlaczego nie? Przecież jestem czysty.
- Stary, ta aukcja to jeden wielki bankiet. Nie pomożesz pójść na taką imprezę w przetartych jeansach. Wskakuj w garnitur.
- W takim razie mamy mały problem – powiedział Silver.
- Jaki znowu problem?
- Nie mam garnituru.
- Chcesz mi powiedzieć, że zapomniałeś garnituru z Bastionu? – spytał Daro.
- Nie. Ja w ogóle nie mam garnituru – odparł Silver
- Jaja sobie ze mnie robisz?
- Wiem, że to do mnie nie podobne, ale jestem śmiertelnie poważny. Nie mam garnituru.
- W takim razie ubieraj buty i to szybko.
- Co mogę iść tak?
- Nie. Jedziemy kupić ci garnitur.
Pogromcy wyszli z hotelu, wsiedli do samochodu i pojechali do najbliższego sklepu z garniturami. Silver długo mierzył różne modele, aż w końcu wybrał srebrny smoking z kamizelką, białą koszulę i srebrny krawat.
- Czuję się w tym jak małpa – powiedział Silver, oglądając się w lustrze. – Strasznie niewygodny i krępuje ruchy. Gdzie ja mam w nim schować nóż?
- To naprawdę twój pierwszy smoking? – spytał Daro.
- Pragnę zauważyć, że trafiłem do piekła, gdy miałem 16 lat. Nawet na studniówce nie byłem! – rzucił Silver, wiążąc buty. – Cholernie to wszystko nie wygodne.
- Nie marudź tylko płać i spadamy. Zaraz się spóźnimy – powiedział Daro
Gdy Silvester zapłacił, Pogromcy wrócili do hotelu po broń, którą ukryli w marynarkach i spodniach. Gdy wyszli z pokoju był kwadrans po dziesiątej. Szybkim krokiem skierowali się do Tower of London. W połowie drogi telefon Dariusa zadzwonił.
- Co tam Ben? – spytał odbierając telefon.
- Nic nowego. A u was? – odparł czarownik.
- Całkiem nieźle. Co ostatnio porabiałeś?
- Nic szczególnego, poza tym, że od jakiś dziesięciu minut gonię dwóch Pogromców, którzy zapieprzają jakby się paliło.
- Co masz na myśli? – spytał Daro, zatrzymując się.
- Odwróć się, idioto – powiedział Ben.
Silver i Daro odwrócili się i jakieś dwadzieścia metrów od siebie zobaczyli znajomą twarz czarodzieja.
- Co ty tu robisz? – spytał Silver, gdy Ben podszedł do nich.
- To samo co wy. Idę na aukcje – odparł półdemon.
- Też jesteś zaproszony? – spytał Silver.
- A jak myślicie, kto wam załatwił wejściówki? – rzucił Ben, patrząc na nich jak na idiotów.
- To byłeś Ty? – spytał Daro.
- Nie, królowa Elżbieta. Pewnie, że ja – rzucił czarownik.
- Sam i Bal nic nam nie powiedzieli. Dzięki za przysługę – powiedział Silver.
- Nie dziękuj, słono was to kosztowało. Nawet nie wiecie ile musiałem się natrudzić i z jakimi osobami dogadać, aby załatwić te zaproszenia – odparł Ben. – Poza tym to nadal jestem na was obrażony.
- Na nas? Za co? – spytał zdezorientowany Daro.
- Nie koniecznie na was dwóch, lecz na Pogromców. Robię z wami interesy od dobrych paru lat i nigdy nikt nie wspomniał kim tak naprawdę jesteście – rzucił z wyrzutem Podziemny.
- Taka polityka firmy – odparł Silver.
- Rozumiem to i tylko dlatego wam pomagam. Mam coś dla was – powiedział Ban, podając Pogromcom dwie maski. Jedną czerwoną, drugą srebrną. – Dzięki nim zachowacie jako taką anonimowość, a jeszcze jedno, w razie czego to jesteście dwoma czarownikami.
- Dzięki, stary – powiedział Silver, ubierając maskę.
Gdy cała trójka doszła w końcu do murów Londyńskiej Tower, zegary wskazywały jedenastą. Podeszli do niewielkiej wnęki i Ben zastukał małą metalową kołatką. Kamienna ściana odsunęła się, ukazując szerokie schody prowadzące w dół.
- Znowu jakieś katakumby – powiedział Silver. – Zaczynam mieć powoli klaustrofobie.
- Nie becz – rzucił Daro i zszedł za Benem po schodach.
Gdy zeszli na sam dół ich oczom ukazało się olbrzymie pomieszczenie, oświetlone wielkimi kryształowymi żyrandolami. Przy niewielkich okrągłych stolikach siedzieli Podziemni. Było widać podział, na jednym końcu sali były wampiry, wilkołaki na przeciwnym, faerie siedziały na środku. Tylko czarownicy i czarownice rozmawiali z innymi przedstawicielami Świata Cieni. Gdy tylko Pogromcy wraz z Benem usiedli przy pustym stoliku, podbiegł do nich kelner z kolorowymi drinkami. Cała trójka wzięła po jednym i skosztowała.
- Dziwnie smakują – zauważył Silver.
Nagle do sali wszedł wysoki mężczyzna w garniturze i stanął za pulpitem, znajdującym się na lekkim podwyższeniu.
- Panie i Panowie. Wszyscy szanowni goście. Pragnę was powitać na 185. dorocznej Mrocznej Aukcji – powiedział mężczyzna. - Mam nadzieję, że wszyscy świetnie się bawią. Za chwilę nastąpi pierwsza licytacja, więc proszę wszystkich o złożenie swoich pieniędzy do depozytu i wzięcie numeru. Przypominam, że zgodnie z zasadami Mrocznej Aukcji za zakupione towary płacimy tylko i wyłącznie gotówką. Nie sprzedajemy na kredyt, ani na zastaw. Jeszcze raz życzę państwu milej zabawy i zachęcam do kosztowania trunków.
Wszyscy Podziemni ruszyli do małego okienka w kamiennej ścianie. Daro i Silver dostali numer 58, a Ben 60. Po tym jak wszyscy znowu zajęli swoje miejsca mężczyzna rozpoczął aukcje.
- Pierwsza licytacja dotyczy jednego z niewielu egzemplarzy, potężnej księgi czarów zwanej Czarną Księgą – powiedział prowadzący aukcje.
- Czarna Księga? – zdziwił się Ben. – To jedna z najmroczniejszych i najpotężniejszych ksiąg.
- Lepiej, żeby nie wpadła w niepowołane ręce – rzucił Silver, mrugając do Bena.
- Cena wywoławcza 20 000 funtów! – zawołał mężczyzna za pulpitem.
Ben od razu się zgłosił, lecz inni czarodzieje też chcieli zdobyć księgę. Licytacja trwała długo i gdy Ben już myślał, że ma Księgę w kieszeni ktoś podbił cenę.
- 600 000 funtów dla Pani z numerem 89! – zawołał spiker. – Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci, sprzedane!
- Cholera – syknął Ben, patrząc z pode łba na zamaskowaną czarodziejkę w czarnej aksamitnej sukni.
- Proszę się nie zniechęcać – powiedział prowadzący licytacje, - Drugim niezwykłym eksponatem jest potężny i legendarny miecz Exberiar. Jest to bliźniaczy miecz Excalibura. Cena wywoławcza 50 000 funtów.
Następnie pod młotek trafiły kielich, z którego podobno pił Merlin, dwie księgi zaklęć, nasiona jakiejś magicznej rośliny, przenośna Brama i wiele innych magicznych eksponatów.
- Czaszka lisza wędruję do pana z numerem 102! – zawołał spiker. – To był ostatni eksponat w pierwszej części Mrocznej Aukcji. Za piętnaście minut wznowimy licytacje. Jeszcze raz zachęcam państwa do spróbowania naszych, przepysznych trunków. – spiker wyszedł za pulpitu i zniknął z sali.
Kelnerzy przez cały czas chodzili po pokoju rozdając jedzenie i alkohol.
- Z czego oni robią te drinki? – spytał Silver, osuszając kieliszek. – Ma okropny smak.
- Jakby ktoś zmieszał wodę z szamba, błoto i śladowe ilości alkoholu – dodał Daro.
- Słyszałem, że w tym roku organizatorzy mieli spore problemy finansowe – powiedział Ben. – Na czymś musieli przyciąć koszty.
- Benjamin, to ty? Kopę lat. Co słychać? – zawołał młody czarownik, podchodząc do stolika Pogromców.
- Witaj Kevinie – przywitał się Czarownik. – Powoli do przodu. A u ciebie? Jak sytuacja w Labiryncie?
- Wszystko gra i buczy. Kim są twoi towarzysze? Pierwszy raz ich widzę.
- To dwaj czarodzieje ze Stanów – odparł Ben.
- Ze Stanów? Co tam słychać u Magnusa? – dopytywał się Kevin.
- Oni są z Montany – rzucił szybko Ben.
- Aha. W takim razie…. – Czarownik nie zdążył zadać kolejnego pytania, bo na salę wrócił spiker.
- Drodzy państwo, zanim rozpoczniemy drugą część naszej aukcji. Pragnę w imieniu całej organizacji serdecznie państwa przeprosić, ale główna atrakcja dzisiejszej aukcji, czyli Jajo feniksa nie zostanie dziś sprzedana. Jeszcze raz bardzo przepraszamy.
Na sali wybuchła wrzawa. Wszyscy zerwali się z miejsca.
- Co to znaczy do cholery? – spytał Silver.
- Chcą nas zrobić w ciula – powiedział Daro.
Wszyscy Podziemni głośno wyrażali swoje niezadowolenie. Niektórzy nie szczędzili wulgarnych epitetów pod adresem organizatorów. Nagle światła zgasły i po chwili znów zapłonęły. Na podłodze leżała młoda kobieta z rozerwanym gardłem. Krew lała się na podłogę. Jeden z wilkołaków padł na kolana przy niej i wziął ją w ramiona. Kobieta drgnęła konwulsyjnie i obwisła w ramionach mężczyzny. Wilkołak zaryczał wściekle, zerwał się na równe nogi i chwycił najbliższego wampira.
- To ty ją zabiłeś!?- ryknął.
W pokoju rozpętała się rzeź, wszyscy zaczęli skakać sobie do gardeł. Silver zobaczył, że ktoś wymyka się ukradkiem. Rzucił porozumiewawcze spojrzenie Dariusowi i popędził przez salę. Minął wampira walczącego z wilkołakiem i wypadł przez drzwi. Trafił do korytarza bardzo podobnego do tego jakim tu weszli. Od razu usłyszał echo oddalających się kroków i pognał za uciekinierem.
Gdy Silver wybiegł z pokoju, Daro w dwóch krokach doskoczył do spikera, kurczącego się za pulpitem. Złapał go za koszulę i podniósł.
- Gdzie jest jajo!? – ryknął.
- Nie mam pojęcia – zaprotestował mężczyzna, teraz nie wydawał się taki muskularny. – Kazano mi tylko przekazać, że nie jest na sprzedaż.
- Kto ci kazał?
- To ściśle tajne – powiedział spiker hardo. Daro zdjął maskę i spojrzał na spikera.
Gdy mężczyzna zobaczył oczy Dariusa odwaga od razu go opuściła. Oczy były całe ognisto czerwone, bez białek z pionową źrenicą jak u węża.
- Mów, bo się wkurzę – wycedził Pogromca przez zęby.
- Ta wiedza i tak ci się do niczego nie przyda – powiedział spiker. – Nikt nie wyjdzie stąd żywy.
Nagle w sali pojawiła się pełno demonów, które zaczęły atakować kogo popadnie.
- Co tu się wyprawia do jasnej cholery? – zawołał Ben, podchodząc do Dariusa.
- Pilnuj go – polecił Pogromca. – Ja się nimi zajmę.
Jeden z demonów rzucił się na niego. Piekielny pomiot miał jakiś metr wzrostu. Posiadał silne tylnie nogi jak u kangura, potężne przednie łapy z długimi kolcami i głowę jak u sępa. Daro wyciągnął kolta i szybko zastrzelił demona. Następnie przywołał katanę i ruszył w wir walki. Ciął i strzelał, kładąc trupem kolejne pomioty. Nagle przed nim pojawił się demon. Był największym ze wszystkich w sali. Przypominał lekko zgarbionego, wychudzonego człowieka z głową przypominająca wielką ptasią czaszkę z pleców wyrastały mu, poszarpane i podłamane ptasie skrzydła z piórami jak u kruka. Daro wycelował w niego z kolta.
- Do dalej. Pociągnij za spust – wysyczał demon. – Ja umiem liczyć. Wystrzeliłeś sześć razy, nie masz… – demon nie dokończył zdania, bo Pogromca wpakował mu siódmą kulkę prosto w serce.
- Dzięki dziadku – powiedział Daro w eter.
Nagle coś na niego skoczyło przygniatając do ziemi. Był to wilkołak, który już zamierzał rozszarpać Dariusowi gardło. Ben rzucił w likantropa czarem który posłał go na ścianę. Pogromca zerwał się z ziemi i w ostatniej chwili uniknął ataku wampira. Furia wykonał piruet i rozpłatał wampira. Kolejny wilkołak rzucił się na niego, lecz Daro wykonał unik i kopnął przeciwnika mocno w pierś. W pokoju rozległ się nieprzyjemny dźwięk łamanych kości. Jeden z wampirów zdołał zakraść się do Pogromcy i wbił mu kły w szyję. Daro wyrwał się z chwytu Dziecka Nocy. Wampir zarechotał i ruszył na Furię, lecz po paru krokach zatrzymał się i zaczął potwornie kaszleć. Nagle jego ciało przeszył dreszcz potem kolejny i nagle wampir padł martwy, zamieniając się w kupkę popiołu. W sali zapanował już spokój. Daro wrócił do Bena i licytatora. W tym samym czasie do pokoju wrócił Silver, ciągnąc ze sobą wampirzycę.
- Kto to jest? – spytał Daro.
- Nasz skrytobójca – odparł Silver, sadzając wampirzycę na krześle. Dziewczyna wyglądała na jakieś dwadzieścia parę lat. Miała długie czarne włosy i czerwone wampirze oczy. Ręce miała związane.
- Lepiej od razu mnie zabijcie – powiedziała, patrząc butnie na Dariusa. – Nic wam nie powiem. Nawet jeśli będziecie mnie torturować.
- Nie mamy takiego zamiaru – odparł Daro. – Będziesz musiała chwilę zaczekać.
- Teraz nikt nam nie przeszkodzi – powiedział podchodząc do licytatora. – Gdzie jest jajo.
- Nie powiem – odparł mężczyzna.
- Ja spróbuje – rzucił Silver. – Połamane kolana i odrąbanie palca, każdego skłonią do gadania.
- Poczekaj chwilę – powiedział nagle Ben. – Jest lepszy sposób niż tortury.
- Jakiś czar? – spytał Daro.
- Stary jak świat – rzucił czarodziej i podał licytatorowi gruby plik banknotów. – Jeśli nam pomożesz to dostaniesz dwa razy tyle.
Mężczyzna przyjrzał się pieniądzom i spojrzał z niepokojem na Silvera i Dariusa.
- Jeśli wam pomogę to nic mi się nie stanie? – spytał.
- Z naszej strony nic – zapewnił go Benjamin.
- Oni ci nic nie zrobią, lecz On na pewno urwie ci głowę – rzuciła wampirzyca.
- Widzę, że nasza mała pijawka jest lepiej poinformowana – powiedział Silver.
- I mnie na pewno nie przekupicie. On jest o wiele straszniejszy od jakiegoś tam czarodzieja – powiedziała Córka Nocy.
- Uwierz mi, nieważne kim jest ten ON, ci dwaj są od niego potężniejsi – zapewnił Ben.
- On jest najpotężniejszy w całej Wielkiej Brytanii – rzucił spiker. – To jeden z najstarszych żyjących wampirów.
- Zamknij się! – krzyknęła dziewczyna. – Nic im nie mów. Oni i tak nas zabiją. Jeśli nie oni to ci dla których pracują, Nefilim.
Silver parsknął śmiechem na wzmiankę o Nocnych.
- Wy myślicie, że my pracujemy dla Nefilim? – spytał.
- A nie pracujecie? – zapytała wampirzyca.
- Za bardzo odchodzimy od tematu – rzucił Daro, zwracając się do wampirzycy i licytatora. – Zaczynam się powoli denerwować, jeśli w ciągu dziesięciu sekund nie usłyszę gdzie jest jajo feniksa, to się wkurzę.
- Radzę go posłuchać – dodał Silver. – Może wygląda dość mizernie, ale potrafi przypieprzyć.
- Trzy – odliczał Daro, mierząc kataną w spikera. – dwa.
- Nie wiem, gdzie jest dokładnie! – powiedział szybko licytator. – Wiem tylko kto je ma. Nazywają go Kingiem, to on dał nam pieniądze na zorganizowanie aukcji pod pewnym warunkiem.
- Niech zgadnę, że główna nagroda trafi do niego – rzekł Silver.
- Nie, chciał by nikt nie wyszedł stąd żywy.
- Co takiego? – zdziwił się, że Daro.
- Kazał doprawić drinki, tak by wszyscy wzajemnie się wymordowali – dodała wampirzyca. – Skoro i tak jestem martwa, przez tego debila to wam powiem.
- W takim razie kto to King? – spytał Silver.
- Alistar Quinser – rzuciła dziewczyna.
- Quinser? Mogłem się domyśleć, że to ta kanalia – powiedział Ben.
- Znasz go? – zapytał Daro.
- Nie osobiście. Jest to stary wampir. Przeprowadził się jakieś pięć miesięcy temu z Rumuni. Od razu przejął jeden z największych klanów wampirów i zaczął się panoszyć jak król po całym Londynie – wyjaśnił czarodziej.
- Czy mogę już sobie iść? – wtrącił się licytator.
- Możesz – odparł Daro.
Mężczyzna zerwał się z ziemi i ruszył do drzwi, za którymi Silver znalazł wampirzyce. Gdy Pogromca to zobaczył chciał za nim zawołać, lecz nie zdążył. Gdy tylko drzwi zamknęły się za mężczyzną, wszyscy usłyszeli potężny wybuch, który rzucił drzwiami o ścianę.
- Co to było? – spytał Ben.
- Niech zgadnę – rzucił Daro. – Bomby demiratowe?
- Wolałem mieć pewność, że nikt za mną nie przylezie – odparł Silver.
- Wracając do Kinga – powiedział Daro. – Gdzie on mieszka?
- Tego niestety nie wiem – odparł Ben.
- Na obrzeżach Londynu. W dużym dworku – rzuciła wampirzyca.
- Dlaczego nam to wszystko mówisz? – spytał Silver.
- Co mi szkodzi. Jeśli nie wy mnie zabijecie to zrobi to Quinser. Pod warunkiem, że zdoła mnie znaleźć – powiedziała dziewczyna.
- Sprytny plan sobie wymyśliłaś – odezwał się Daro. – Wiesz, że my cię nie zabijemy, więc jak powiesz nam gdzie jest Jajo to polecimy od razu do Kinga. Wtedy albo on zabije nas, albo my go. Tak czy tak ty zyskasz czas by zniknąć z Londynu.
- Umiesz czytać w myślach czy sam się domyśliłeś? – spytała dziewczyna.
- Domyśliłem się. Mam jeszcze parę pytań
- Wal śmiało.
- Jak masz na imię?
- Angelica, ale co to ma do rzeczy?
- Byłem po prostu ciekaw – powiedział Daro. – Drugie pytanie, dlaczego Quinser chce cię zabić?
- To moja sprawa – odburknęła Angelica. – powiem tylko, że spaprałam pewną akcję i King dał mi ostatnią szansę. Straciłam ją. On zawsze dotrzymuje słowa, zwłaszcza jeśli obiecał, że kogoś zabije.
- Ciekawy typ z tego Alistera – rzucił Silver. – Kim on dokładnie jest?
- To bardzo stary wampir – odparła wampirzycy. – Podobno pochodzi od samego Drakuli. Jest bardzo potężny i krwiożerczy. Nefilim chcą się go pozbyć od dawna, ale nie mogą go zaatakować, bez dowodów.
- Jak dobrze, że wy nie zawracacie sobie głowy takimi pierdołami jak dowody – rzucił sarkastycznie Ben, patrząc na Pogromców.
- Gdzie dokładnie jest jego gniazdo? – spytał Darius.
- Niedaleko Caterham, ale nie łatwo jest dostać się do środka. Trzeba znać hasło.
- A ty nie znasz go przypadkiem?
- Zmieniają je bardzo często. Nie wiem jakie jest najnowsze.
- No to trzeba będzie tam wejść z buta – skwitował Silvester.
- Jest jeszcze inna opcja – rzuciła Angelica. – Alistar często spotyka się z potężnymi Podziemnymi lub demonami by ubić jakiś interes. Może uda wam się go zaciekawić, wtedy powinien was wpuścić. Problem będzie z wyjściem.
- My chcemy tylko zdobyć jajo feniksa, jeśli Alister je sprzeda to nie ma problemu – powiedział Daro.
- Niestety jest problem, bo na pewno nie będzie chciał go sprzedać – rzuciła wampirzyca.
- Jak nie można po dobroci to będzie po złości – dodał Silver.
- Co teraz zamierzacie zrobić? – spytał Ben.
- Jedziemy na audiencje do króla – powiedział Biała Furia, uśmiechając się złowieszczo.
Darius rozciął więzy Angelici i wraz z Benjaminem i Silverstrem ruszył do wyjścia. W połowie drogi odwrócił się i rzucił do wampirzycy.
- Jeśli będziesz kiedyś potrzebowała pomocy to pytaj o Pogromców.
- Pogromców, tych Pogromców? – zdziwiła się Angela, lecz Daro już wyszedł z pomieszczenia.
Chłopaki wrócili do hotelu, by przebrać się w stroje bojowe.
- Jak miło w końcu ubrać coś normalnego – rzucił Silver, zdejmując garnitur.
Po jakiś dziesięciu minutach cała trójka siedziała już w samochodzie.
- Wiesz, że nie musisz z nami jechać – powiedział Daro do Bena.
- Z chęcią zobaczę jak dajecie popalić temu nadętemu bufonowi.
- Coś mi mówi, że będziesz miał na co popatrzeć – rzucił Silver, bawiąc się sztyletem. – A tak przy okazji to masz jakieś ciekawe ploteczki?
- Od śmierci Ragnora, nie wybrano jeszcze nowego Wielkiego Czarodzieja Londynu. Jest paru kandydatów, ale mało kto chce to stanowisko.
- A to dlaczego? – spytał Daro, skręcając w lewo.
- Przez Instytut. Tutejsi Nefilim są dość nieprzyjemni. Da się z nimi dogadać, ale nie jest to łatwe.
- A dlaczego ty nie weźmiesz tej posady? – spytał Silver. – Jesteś dość obyty w tutejszej sytuacji.
- Niby tak, ale jeszcze nie wiem. Wychowałem się w Londynie, ale uwielbiam podróżować.
- A co ma jedno do drugiego? – dopytał się Daro.
- Poza tym pomyśl jak to brzmi Benjamin O’Conner Wielki czarodziej Londynu. To emanuje czystą zajebistością – dodał Silver.
- Serio? Może macie racje. A jak Quiser zostanie utemperowany to już w ogóle będzie tu jak w niebie.
- Tylko, żeby ci sodówka do głowy nie uderzyła – rzucił Silver.
- I nie zapomnij przypadkiem o przyjaciołach – dodał Daro.
Pogromcy zatrzymali się przed potężnym dworem, otoczonym murem. Wszyscy wysiedli z samochodu i podeszli do wielkiej kutej bramy. Po jej drugiej stronie pojawił się wampir ubrany w strój lokaja.
- Czego panowie tu szukają? – spytał pokazując kły.
- Mamy interes do pana Alistera Quinsera – odparł Daro.
- Bardzo mi przykro, ale mój pan nie spotyka się z plebsem – rzucił wampir, mierząc Pogromców od stup do głów.
- Gdzie nasze maniery – powiedział Silver, podchodząc do bramy. – Zapomnieliśmy się przedstawić. Ja jestem lord Wpierdol, a moi przyjaciele to hrabia Zajebie i sir Spierdalaj. Teraz liczę do pięciu, ty otwierasz tę bramę. Raz.
- Proszę panów o opuszczenie terenu posiadłości, albo będę zmuszony was wyprowadzić.
- Pięć – rzucił Silver, zaraz po „raz”. Następnie potężnym kopniakiem wyłamał bramę z zawiasów.
Cała trójka ruszyła w kierunku domu z wyciągniętą bronią. Z dworu wybiegło mnóstwo wampirów. Podziemni rzucili się na Pogromców z obnażonymi zębami. Daro spopielił paru kulami ognia. Silver rzucał w nich sztyletami. Ben jednym zaklęciem zamienił któregoś w kupkę popiołu. Paru wampirom udało się zaatakować z boku. Darius bez problemu uniknął ataku i szybkim cięciem katany odrąbał jednemu z przeciwników głowę. Pogromcy przedzierali się powoli w kierunku domu. Gdy w końcu weszli do budynku, cały dziedziniec był skąpany we krwi. Pogromcy trafili do wielkiego holu z pięknymi mahoniowymi schodami
- Jestem pod wielkim wrażeniem – powiedział wysoki wampir stojący na szczycie schodów. Wyglądał na jakieś dwadzieścia kilka lat. Miał on długie do ramion siwe włosy i krwisto czerwone oczy. Był ubrany w czarną koszulę. – Mało kto byłby w stanie przeżyć starcie z tyloma wampirami. Nie mówiąc już o wygranej.
- Ty to nazywasz starcie? – odparł Silver. – Tego nie można nazwać nawet rozgrzewką.
- Jesteś bardzo pewny siebie – rzucił wampir. – A to często prowadzi do szybkiej śmierci.
- Nikt już nie musi ginąć – wtrącił się Daro. – Jeśli oddasz nam jajo feniksa to już więcej nas nie zobaczysz Quinser.
- No proszę, wiecie kim jestem. A miałem cichą nadzieję, że zabłądziliście. Zgłodniałem trochę – powiedział Alister i rzucił się na Pogromców. Był szybki, w mgnieniu oka znalazł się koło Silvera i potężnym sierpowym posłał go na ścianę. Następnie zaatakował Dariusa, który sparował cios płazem klingi. Wampir odskoczył od Furii i złapał lecący w jego stronę sztylet Silvera. Ben cisnął w Alistara potężną błyskawicą. Czar zadrasnął go lekko, nie czyniąc większej krzywdy. Podziemny zaatakował czarownika chcąc poderżnąć mu gardło, ale pomiędzy nimi pojawiła się nagle ściana ognia. Wampir odwrócił się do Dariusa. W jego oczach była czysta żądza mordu.
- Wkurzyliście mnie – wysyczał. – Teraz posmakujecie mocy jednego z Draclarów.
Alister zgiął się w pół. Z jego pleców wyrosły nietoperze skrzydła, palce zamieniły się w długie szpony, oczy stały się całe czerwone, zęby zostały przemienione w ostre igły. Wampir ryknął przeraźliwie i skoczył na Pogromców. Furie odskoczyły na boki unikając ciosu szponami. Podziemny wbił skrzydło w granitową posadzkę, zawracając. Już miał ponownie zaatakować, gdy z sufitu zwalił się nagle kryształowy żyrandol. Wszyscy w pomieszczeniu spojrzeli na schody, na szczycie których stała Angelica. Wampirzyca trzymała w rękach kuszę, którą celowała w Alistara. Wampir wybuchnął mrocznym śmiechem.
- Nie sądziłem, że okażesz się aż tak głupia – powiedział. – Powinnaś była uciec gdy tylko miałaś taką okazję.
- Nie zamierzam już więcej uciekać przez tobą – rzuciła Podziemna i strzeliła. Bełt wbił się w ramie Alistara. Ten spojrzał z pogardą najpierw na strzałę potem na dziewczynę. W mgnieniu oka znalazł się przy niej i już miał zadać potężny cios szponami, gdy ze wszystkich stron wystrzeliło pełno cienistych kolców. W tej samej chwili na schodach pojawili się Silver i Daro. Silver złapał Angelice i odskoczył z nią na dół schodów, a Daro szybkim cięciem odrąbał Alistarowi rękę. Wampir ryknął z bólu i złapał Pogromcę za gardło, zanim ten zdołał odskoczyć.
- Zapłacisz mi za to – syknął mu w twarz i wbił zęby w szyję Dariusa. Wyszarpał spory kawał ciała i cisnął Pogromcą w kolumnę. Daro złapał się za szyję i z radością stwierdził, że tętnica szyjną jest nienaruszona. Z pomiędzy jego palców ciekło dużo krwi, lecz rana już zaczęła się goić.
Alistar schodził powoli po schodach, rzucając im nienawistne spojrzenia. Nagle zakaszlał lekko i splunął krwią.
Daro spojrzał na kałuże własnej krwi.
- Zajmij go na chwilę – polecił Benowi.
Czarownik od razu zaczął bombardować wampira czarami, a w tym czasie Silver i Daro zanurzyli swą broń w kałuży. Następnie Biały cisnął jednym sztyletem w Alistara. Klinga zagłębiła się w bark podziemnego. Ten wyrwał go szybko. Rana wyglądała jakby ktoś przypalił ją ogniem. Wampir zaryczał i rzucił się na Pogromców. Angelica wystrzeliła zakrwawiony bełt i trafiła przeciwnika w brzuch. Następnie Daro podciął Alistarowi nogi. Nocne dziecko padło na kolana i zaklęło paskudnie, gdy Daro odrąbał mu drugą rękę.
- Teraz powiesz nam gdzie jest jajo? – spytał Silver
- Na cholerę wam te pieprzone jajo?! – ryknął wampir.
- Jest nam bardzo potrzebne – odparł Daro. – Oddaj je nam.
- Nie wieżę, że wyrżnęliście pół mojego klanu tylko dla jakiejś cholernej skamieliny – powiedział Alistar. – Jest w moim gabinecie. – ciałem Podziemnego targnął dreszcz.
- Co mi zrobiliście? – rzucił wampir, plując krwią. – Czuje jak moje wnętrzności się topią.
- Nie zadziera się z Pogromcami – powiedział Silver.
- Zakończcie to – wysapał Alistar.
- Jak sobie życzysz – odparł Daro i już miał go dobić, gdy powtrzymała go Angelica.
- Ja to zrobię – rzuciła. – To strasznie nie sprawiedliwe. Tyle razy marzyłam o tym dniu. Tyle razy planowałam jak cię zabiję. To miała być zapłata za to wszystko co mi zrobiłeś.
- Pokazałem ci lepszy świat. Dałem ci nowe życie – powiedział King.
- Zabrałeś mi wszystko co kochałam – zaszlochała dziewczyna. – Udawałeś, że ci na mnie zależy, zmieniłeś mnie w przeklętego potwora, kazałeś mi zabijać i torturować, a potem dwa razy próbowałeś mnie zabić. To ma być ten lepszy świat?
- Chciałem byś stała się silna, byś kiedyś mogła mnie zastąpić.
- Niech to będzie ostatnia przysługa jaką ci wyświadczam! – krzyknęła Angelica ze łzami w oczach i strzeliła mu z kuszy prosto w serce.
Zanim ciało Alistara upadło, zmieniło się w proch.
Pogromcy dość szybko znaleźli gabinet. Było to duże pomieszczenie pełne książek z wielkim biurkiem, na którym w ozdobnej skrzynce leżało Jajo feniksa. Jajo było czerwono złote z srebrnymi plamkami. Darius zabrał całą skrzynkę i razem z Benem i Silverem opuścili dwór.
- I co teraz zrobisz? – spytał Silver, Angelice.
- Zgodnie z zasadami to teraz ja jestem przywódczynią klanu – odparła wampirzyca. – Więc zostanę tutaj. Spróbuje ocieplić stosunek z Nefilim.
- Życzę szczęścia z Nocnymi i powodzenia w prowadzeniu klanu – powiedział Daro i razem z chłopakami wsiadł do samochodu.
Auto ruszyło z piskiem opon i pognało do centrum stolicy. Pogromca zatrzymał się dopiero niedaleko Trafalgar Square.
- Dzięki chłopaki – powiedział Ben, wychodząc z Dodge’a. – Jak zwykle z wami ubawiłem się po pachy. Jak znowu będziecie w Londynie do dajcie znać.
- Na pewno wpadniemy – odparł Silver. – Jak będziesz robić parapetówkę, z okazji uzyskania tytułu Wielkiego Czarodzieja Londynu, to nie zapomni do nas zadzwonić.
- Jak was znam to nie dacie mi zapomnieć – rzucił Benjami oddalając się.
Pogromcy wrócili do hotelu po swoje rzeczy, wymeldowali się i ruszyli w podróż do domu. Słońce wychylało się powoli za horyzontu, rozpraszając mroki stolicy.

<<<&>>>

Trochę później niż chciałem, ale jeszcze w starym roku.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Zachęcam do komentowania.
Wszystkim czytelnikom pragnę życzyć szczęśliwego, udanego i beztroskiego Nowego roku.
Pozdrawiam
Zwierzak