sobota, 13 maja 2017

Szpon i krew

Mimo korków chłopaki dojechali do Nowego Jorku krótko po pierwszej. Zaparkowali przed hotelem niedaleko mostu Brooklyńskiego. Szybko dostali klucze i poszli do małego pokoju z widokiem na East River. David od razu rozebrał się do bielizny i poszedł pod prysznic, odświeżyć się. Po chwili Sebastian zaczął łomotać w drzwi łazienki i poganiać przyjaciela.
- Czego chcesz? – spytał David, wychodząc. Sebastian jednak bez słowa minął go i zniknął w toalecie.
- Następnym razem uprzedzaj, że idziesz się myć – burknął wychodząc. – Jeszcze chwila, a pęcherz by mi eksplodował.
- Przecież widziałeś jak się rozbieram, mogłeś się domyślić, że wezmę prysznic – powiedział David.
- A bo ja wiem co ci tam w głowie siedzi – odparł Seba. – Równie dobrze mogłeś chcieć się do mnie dobrać.
- Bardzo śmieszne – rzucił David, łapiąc się za brzuch z którego słychać było donośne burczenie.
- Ostrzegam jestem dość żylasty – powiedział Carlson, rzucając się na łóżko.
- Znając ciebie jeszcze stanąłbyś mi kością w gardle. Idziesz ze mną coś zjeść?
- Nie chce mi się, idź sam.
- Na pewno niczego nie chcesz? – spytał David z ręką na klamce.
- Na pewno.
Gdy David wrócił z pełnym brzuchem zastał Sebastiana siedzącego przy stole i liczącego pieniądze z aktówki otrzymanej od Balzaela. Na stole leżało zaproszenie i tablet z mapą Nowego Jorku.
- Co robisz? – spytał Nefeler, podchodząc do przyjaciela.
- Zastanawiam się ile uda mi się kupić za to kokainy – odparł.
- Myślałem, że prędzej sięgniesz po zioło niż koke?
- Zioło to najgorsza rzecz jaką może zażyć Pogromca. Spowalnia reakcje i ogłupia. Kokaina daje niezłego kopa. Jest nawet specjalny napój, trochę koki, energetyk i szczypta świeżo zmielonej kawy. Po tym widzisz zasuwające fotony.
- Brałeś to? – spytał David, patrząc na Kłusownika z niedowierzaniem.
- Ja nie, ale kolega raz spróbował jak polował na Zwarcie.
- Na co?
- Wygląda to jak wielka jaszczurka z kolcami podłączona do 220V i popierdalająca jak nienormalna.
- Aha, coś kojarzę. To co tak naprawdę robisz?
- Sprawdzam, gdzie jest ta cała aukcja – powiedział ubierając buty. – Idę zobaczyć to miejsce.
- Idę z tobą.
Budynek w którym za parę godzin miała się odbyć aukcja, znajdował się na rogu 5th Avenue i 64th Streed, naprzeciwko Zoo w Central Parku. Sebastian spojrzał uważnie na budynek i zaczął się rozglądać wokół siebie.
- Weź się trochę uspokój – powiedział David, łapiąc przyjaciela za ramie. – Już dwa razy uderzyłeś mnie włosami.
- Ciesz się, że nie przywiązałem do nich noży – odparł Sebastian, nadal się rozglądając. W pewnym momencie bez słowa ruszył przez park. David poszedł za nim prychając pod nosem.
Kłusownik szedł środkiem alejki, wpatrzony w dal, nie zważając na innych przechodniów. Parł przed siebie, a ludzie umykali przed nim na boki. Sebastian przeszedł na drugą stron Central Parku i zatrzymał się dopiero przed wielkim apartamentowcem z dwoma wysokimi wieżami.
- Tu będzie idealnie – powiedział i wszedł do środka.
- Możesz mi w końcu powiedzieć, co ty odwalasz? – burknął David, wchodząc za przyjacielem do winy, która zawiozła ich na dach prawej wieży.
- Muszę znaleźć odpowiednie miejsce, żeby mieć cały budynek aukcji w zasięgu strzału – odparł Seba, wychodząc z windy.
- Nie rozumiem, po co to robisz skoro razem będziemy siedzieć w środku – zdziwił się David.
- Ja nie idę na aukcje.
- Jak to nie idziesz?!
- Stary, jestem snajperem. Nie wchodzę do paszczy lwa, gdy nie muszę.
- Aha, rozumiem – powiedział David z wyrzutem. – Masz zamiar zostawić mnie samego z całym tym burdelem.
- Na pewno nie zostawię cię samego – odparł Kłusownik, wyciągając z kieszeni dużą lunetę. – Przez cały czas będę cię osłaniać.
David chciał coś jeszcze powiedzieć, ale zrezygnował, za dobrze znał Sebastiana. Carlson ukląkł przy krawędzi dachu i poniósł lunetę do oka.
- Perfekcyjnie – zawołał. – Widzę stąd cały budynek, idealne warunki.
Pogromcy pokręcili się jeszcze chwilę po dachu i wrócili do samochodu, który zostawili niedaleko domu aukcyjnego.
- Jak myślisz ile taka aukcja może trwać? – spytał Sebastian, gdy jechali autem z powrotem do hotelu.
- Trzy, może cztery godziny – odparł David.
- Cholera, mam nadzieję, że nie będzie padać.
- Zawsze możesz iść ze mną – rzucił Nefeler.
- To już chyba wolę zmoknąć.
- Wcześniej nie bałeś się bezpośrednich starć – zauważył Blackfire.
- Nie chodzi o walkę. Po prostu wolę siedzieć na deszczu przez trzy godziny, niż z tobą w jednym pomieszczeniu przez pół - zażartował Sebastian.
- To jakim cudem przetrwałeś podróż z Bastionu?
- Stopery w uszach i tabletki nasenne.
- Tylko wiesz, że wtedy strasznie łatwo… - David urwał i spojrzał szybko na tłum przechodniów.
- Uważaj!!! – krzyknął Sebastian, a Nefeler dał po hamulcach, cudem nie uderzając w samochód jadący przed nimi. – Co się stało, zobaczyłeś ducha?
- Coś mi się przywidziało – odparł David, przecierając twarz, dłońmi. – Potrzebuję kawy.
- Dobry pomysł – przyznał Kłusownik.
Gdy wrócili do hotelu od razu poszli kawiarni, która znajdowała się niedaleko. Kawa była bardzo mocna i momentalnie stawiała na nogi. Następnie David wrócił do pokoju, a Sebastian poszedł na chwilę do pobliskiego sklepu po jakieś jedzenie. Kiedy wrócił zastał przyjaciela siedzącego na łóżku i notującego coś.
 - Co piszesz? – spytał.
- Notatkę do Przewodnika o tym twoim Zwarciu – odparł David. – Jeśli się nie mylę to jest to Impulserar albo Voltrater.
- Nie ważne jak to się nazywa, ważne, że da się to zabić konwencjonalnymi metodami, czyli toporkiem przez łeb.
- „Wiedza jest równie ważna co umiejętności jeśli nie ważniejsza” – powiedział Nefeler.
- Nie cytuj mi tu Sama – odparł Seba.
Następne godziny chłopaki spędzili na oglądaniu wiadomości, liczeniu pieniędzy i dogłębnym studiowaniu materiałów, które otrzymali od Założycieli.
- Pazur Gryfa będzie licytowany zaraz przed atrakcją wieczoru – powiedział David. – czyli prawie na samym końcu.
- Tego się właśnie obawiałem – rzucił Sebastian, wkładając ostatni nabój do magazynka i kładąc go na stole koło innych.
David spojrzał na zegarek, mówiący, że do rozpoczęcia aukcji zostały dwie godziny i zaczął się ubierać w dwuczęściowy garnitur. Spodnie i marynarka miały wszyte specjalne kieszenie na pistolety i Składaki. Gdy Nefeler był już przebrany wykonał parę szybkich ciosów, by sprawdzić czy stój nie krępuje mu ruchów. Następnie pomógł Sebastianowi zapakować karimatę, koc i jedzenie do wielkiej torby.
Niecałą godzinę później stali już na dachu apartamentowca, pogrążającego się powoli w ciemnościach i rozkładali sprzęt. Pogoda była piękna, niebo bezchmurne, na którym lśniły miliardy gwiazd, drzewa w Central Parku poruszały się lekko na wietrze.
- Idealna noc na zabijanie – powiedzieli Pogromcy jednocześnie.
- Wszystko gotowe? – spytał David, parząc na karimatę i koc leżący na ziemi przy krawędzi dachu, a na nich leżał wielki karabin snajperski gotowy do strzału. Po jednej stronie legowiska leżał stosik jedzenia, a po drugiej równy rząd magazynków. Wszystko było w zasięgu rąk Sebastiana.
- Wszystko gra i buczy – odparł Seba.
- Błagam cię, postaraj się mnie nie trafić.
- Tak jest! Rozkaz przyjęty! – krzyknął Kłusownik, stając na baczność.
David odwrócił się i już miał odejść, gdy nagle uświadomił sobie jedną bardzo ważną rzecz.
- Seba, a jak my będziemy się komunikować? – spytał. – Przecież nie mogę siedzieć tam z telefonem przy uchu cały czas.
- David, David, co ty byś począł beze mnie? Podejdź, za chwilę pokażę ci sztuczkę, którą nauczył mnie Bal.
Gdy Nefeler podszedł, zauważył, że Sebastian wyciąga z kieszeni cienki metalowy pręt pokryty runami i zaostrzony na końcu. Było to Signar, coś w rodzaju Steli. Pogromcy na ogół nie musieli korzystać z run lub znaków, lecz do niektórych zaklęć były one konieczne. Sebastian odgarnął Davidowi włosy znad prawego ucha i przyłożył Signara do skóry za małżowiną. Następnie zaczął wypowiadać słowa zaklęcia i rysować jeden prosty znak. Kiedy skończył dźgnął przyjaciela w ramię.
- Au! – zawołał David, bardziej z zaskoczenia niż z bólu.
- Nie bądź baba. – David patrzył na Sebastiana z niedowierzaniem, bo on nawet nie otwarł ust. Jego słowa rozbrzmiały bez pośrednio w umyśle Nefelera.
„Co do cholery” – pomyślał Blackfire.
- Teraz możemy porozumiewać się, bez wzbudzania podejrzeń – rzucił Seba.
- Czy będziemy słyszeć WSZYSTKIE swoje myśli? – spytał David, niewerbalnie.
- Ty moich nie, lecz ja twoje tak.
- Dlaczego ty masz pełny wgląd do mojej głowy?
- Ten czar łączy nasze umysły w pewną sieć, do której mogą podłączyć się inni. Jest to trochę jak facebook – stwierdził Kłusownik. – Jak na razie wszystko co myślisz jest publiczne, z czasem nauczysz się kontrolować co wysyłasz do grupowego czatu, a później może będziesz mógł nawet wysyłać wiadomości prywatne.
David zaśmiał się na to porównanie, ale idealnie pokazywało w czym rzecz. Przez parę minut chłopaki porozumiewali się tylko myślowo by David nabrał trochę wprawy.
- Aby się zalogować to dotykasz tej runy za uchem i mówisz „Legrio”, a żeby wylogować „Sabria”.
- Ok, rozumiem – powiedział David. – W takim razie do pomyślenia – dodał i ruszył do domu aukcyjnego.
Mimo, że do rozpoczęcia licytacji zostało jeszcze jakieś dwadzieścia minut, przed wejściem do budynku już zebrała się spora grupka podziemnych.
- Z roku na rok jest coraz gorzej – narzekał jakiś wampir. – Za niedługo będziemy zaczynać w południe.
- Dobrze, że w tym roku sprawdzili kalendarz i nie zrobili tej aukcji w pełnię – rzucił wysoki wilkołak.
- Podobno jutrzejsza licytacja w Londynie o mało co nie została odwołana – powiedział ktoś z tłumu.
David zaczął łowić uchem ciekawsze plotki z Świata Cieni. Nadal nie wybrano nowego Wielkiego Czarodzieja Londynu, nowojorskie klany wampirów i wilkołaków zawarły porozumienie. W końcu drzwi domu się otwarły i wszyscy weszli do środka.
Aukcja odbywała się na piątym piętrze, w wielkiej sali z rzędami krzeseł jak w teatrze i dużą sceną, na której znajdowała się mównica i okazały piedestał do prezentowania licytowanych przedmiotów.
David usiadł przy oknie w środkowym rzędzie i zerknął w kierunku budynku, z którego osłaniał go Sebastian.
- Co ty tu robisz? – spytał go jakiś czarodziej siedzący za nim. Był ubrany w garnitur, włosy sterczały mu na wszystkie strony, pokryte brokatem, a oczy miał kocie. David pierwszy raz widział go na oczy.
- Chyba mnie pan z kimś pomylił – powiedział Pogromca.
- Przepraszam najmocniej – odparł czarodziej, gdy zdał sobie sprawę z pomyłki. – Jest pan podobny do mojego znajomego.
- Nic nie szkodzi – odpowiedział David.
W tym momencie na scenę wyszedł licytator, zaczął witać wszystkich obecnych i objaśniać zasady. Następnie na salę wszedł tłum kelnerów z kieliszkami szampana.
- Bardzo przepraszam za wścibstwo, ale nie jest pan stąd, prawda? – spytał czarownik o kocich oczach, przysiadając się do Davida.
- Kiedyś mieszkałem w Nowym Jorku, ale to było dawno temu.
- To pana pierwsza taka aukcja?
- Tak. Skąd pan wie?
- Bo rzucił się pan na kieliszek, jak sęp na padlinę – zaśmiał się czarownik.
Po chwili na salę wniesiono pierwszy eksponat i aukcja się rozpoczęła. David rozglądał się uważnie po pomieszczeniu, przez cały czas czuł słabą obecność demonów.
- Chce pan kupić coś konkretnego – stwierdził czarownik.
- Bardzo zależy mi na przedostatnim przedmiocie – odparł Pogromca.
- Szpon Gryfa Królewskiego. Bardzo ładna ozdoba i silny katalizator dla czarów – powiedział czarnoksiężnik, przyglądając się bacznie Nefelerowi. – Ciekawe, czy będzie prawdziwy.
- Co ma pan na myśli? – spytał David.
- W przeszłości zdarzało się, że niektóre przedmioty były falsyfikatami. Teraz nie mogą sobie zbytnio na to pozwolić, zwarzywszy, że cała ta aukcja jest w szarej strefie prawnej.
- Mam na dzieję, że ma pan racje. Jeśli spróbują mnie oszukać, to się zdenerwuje.
- A ja wkurwię. Jeśli siedzę tu na darmo, to gorzko tego pożałują – burknął Sebastian.
Aukcja przebiegała dość szybko. Pierwsza części zakończyła się w niespełna półtorej godziny, po czym zarządzono krótką przerwę. David wstał i podszedł do wielkiego stołu z przekąskami, nabrał sobie kilka i wrócił na swoje miejsce.
- Uwielbiam jedzenie z Taki – zawołał czarownik z kocimi oczami. – Niebo w gębie.
Pogromca spróbował i też zachwycił się cudownym smakiem potraw.
- Skończ myśleć o tym żarciu, bo cię zastrzelę – wysyczał Sebastian. – robisz mi smaka.
Gdy wszyscy skończyli jeść, aukcja rozpoczęła się na nowo. Teraz wystawiano coraz ciekawsze eksponaty, takie jak legendarny łuk fearie, czy magiczny medalion, pozwalający wilkołakom dotykać srebra. Z każdą kolejną licytacją walczących było coraz więcej, aż w końcu nadszedł moment, na który David czekał.
- Następnym przedmiotem licytacji jest szpon Gryfa Królewskiego. Gatunek ten od tysięcy lat zasiedlał te tereny – zawołał licytator. – Cena wywoławcza 350000 dolarów.
Ręka Davida wystrzeliła w górę, lecz ktoś od razu przebił jego ofertę. Przepychanka była długa i mozolna. Pogromca zaczął się nawet martwić, czy starczy mu pieniędzy. W końcu nie wytrzymał i podbił cenę do 850000 dolarów, to przesądziło sprawę.
- 850000 po raz pierwszy, po raz drugi i… - w tym momencie do sali wpadł zdyszany młody wampir.
- Nefilim! Nocni są tutaj! – zawołał.
W całym pomieszczeniu zapanował chaos, wszyscy zaczęli przepychać się do wyjść. David brnął przez tłum w kierunku sceny, gdy tam dotarł, zobaczył jak licytator ucieka ze szponem. Pogromca rzucił się w jego kierunku, lecz wielkie metalowe drzwi zatrzasnęły się mu przed nosem.
- Co do cholery! – syknął, gdy te stanęły w płomieniach.
David usłyszał głośny krzyk, a kiedy się odwrócił, spojrzał w wielkie jarzące się ślepia demona. Pomiot już szykował się do ataku, lecz w tym momencie jego głowa eksplodowała trafiona pociskiem snajperskim. Nefeler rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym nie wiadomo skąd pojawiło się pełno demonów. Pogromca wyjął schowane pistolety i zaczął strzelać, lecz na miejscu każdego trafionego przeciwnika pojawiał się następny. W sali rozpętała się rzeź, piekielne pomioty siały zniszczenie i śmierć w grupach uciekających gości. Nefilm dotarli to głównego wejścia, które ktoś zablokował wielkim regałem i próbowali je wyważyć, co spowodowało jeszcze większą panikę.
Davidowi wyszarpał składaki rozrywając przy tym marynarkę i rzucił się w wir walki, siekąc wszystko w zasięgu ostrzy, demony rzucały się na niego, lecz każdego trafiały pociski Sebastiana. Wielu czarowników zachowało zimną krew i też dołączyło się zabijania piekielnych stworów.
- Widzę licytatora, przed budynkiem! – zawołał Seba. – Goń go!
David rozejrzał się w poszukiwaniu wyjścia, niestety wszystkie były albo zamknięte, albo cisnął się do nich straszny tłum. Jedyną drogą były wielkie okna.
„Mam nadzieję, że się nie zabiję” – pomyślał i wziął rozpęd. W tym momencie Nocnym udało się w końcu dostać do pokoju.
- Stój! – zawołał jeden za Nefelerem, lecz ten już uderzył w szybę, która rozsypała się w drobny mak. Pogromca poleciał cztery piętra w dół, wylądował zgrabnie i pognał za uciekinierem, mijając grupę oszołomionych Nocnych.
Licytator był raptem trzysta metrów przed nim, ale był bardzo szybki, za bardzo jak na człowieka. Pogromca musiał dać z siebie wszystko, by go nie zgubić. Aukcjoner skręcał w różne wąskie uliczki, co jeszcze bardziej utrudniało Davidowi pościg.
Sebastian nie miał szans na oddanie dobrego strzału, więc szybko zwinął swoje stanowisko i ruszył czym prędzej pomóc przyjacielowi. Furia w tym czasie zrobił wielkie kółko i z powrotem wybiegł przed dom aukcyjny. Nocni Łowcy ustawili się w linii prostej przez całą drogę, blokując przejścia. Licytator nie przejął się tym zbytnio, zniknął, by po chwili pojawić się za blokadą. Odwrócił się do Blachfirea z paskudnym uśmiechem i zniknął w bocznej uliczce. Pogromca zaklął szpetnie, a chwilę potem ciszę rozdarł przeraźliwy krzyk. Z uliczki, w którą pobiegł licytator, wyskoczył nagle wielki Beserker z hordą pomniejszych demonów. Z Central Parku także wyskoczył tłum potworów, przez co grupa Nefilim i Neferer zostali otoczeni. Pomioty rzuciły się do ataku, a David dobył Vaporiera. Mimo, że wysłanników piekieł było istne mrowie Nocni Łowcy walczyli zaciekle. Pogromca nie ustępował im pola w zabijaniu demonów. Wielu z jego tymczasowych towarzyszy patrzyło z niedowierzaniem na to z jaką wściekłością i zapałem kładł trupem kolejnych przeciwników. David kątem oka dostrzegł niewielką grupkę Nocnych Łowców, która wykazywała się największą wprawą w zabijaniu stale przybywających demonów. Jeden z nich, wysoki blondyn wybił się trochę do przodu co spowodowało, że niechcący odsłonił się na atak. Demony szybko pragnęły to wykorzystały. Potomek Anioła niechybnie zostałby ranny, gdyby David nie rozpłatał wielkiego modliszkowatego pomiota. Pogromca zobaczył jak jeden z demonów skacze na niego, ten jednak nie zdążył w porę odskoczyć i pomiot wgryzł mu się głęboko w lewe przedramię. Nefeler zawył z bólu. Przeciwnik niechybnie odgryzłby mu rękę, gdyby jedna z Nefilim nie dekapitowała go lśniącym biczem, wykonanym z elektrum. David oderwał rękaw marynarki, ukazując paskudnie poszarpaną ranę. Pogromce ogarnęła prawdziwa furia. Zebrał dużą ilość mocy magicznej, a po całym jego ciele zaczęły skakać małe błyskawice i płomyki. Ręka nadal niemiłosiernie go bolała, lecz ten nie zważał na to i wyczarowanym ognistym biczem, siał pożogę wśród demonów. Nefilim zaczęli powoli słabnąć, ale w tym samym momencie pod nogami pomiotów pokulały się metalowe kule wielkości piłki tenisowej.
- Padnij! – krzyknął Pogromca, gdy je zobaczył.
Większość Nocnych Łowców posłuchało jego rady, lecz ci co ją zignorowali zostali powaleni na ziemie, przez potężną eksplozje, która zrobiła spory wyłom w szeregach wroga. Wyrwa szybko zaczęła się zamykać, lecz Sebastian zdążył przez nią przebiec i stanąć u boku przyjaciela.
- Witaj w paszczy lwa – zażartował Blackfire, podrywając się na równe nogi.
- Jak tego nie przeżyjemy, to cię zabiję – burknął Kłusownik dobywając swojego topora.
Walka rozgorzała na nowo, a Nefilim ze wsparciem Pogromców zaczęli spychać demony do tyłu. Dobra passa nie trwała jednak zbyt długo, pomiotów było zdecydowanie za dużo. Runy na skórze Nocnych wypalały się jak zapałki, potomkowie Starożytnych też zaczęli słabnąć ze zmęczenia. Paru demonom udało się przedrzeć do środka małego kręgu, w którym znajdowali się otoczeni. Mimo, że intruzów szybko zabito zdążyli narobić poważnych szkód. Jeden chlasnął Davida szponami po plecach. Jego pazury bez problemu przeszły przez materiał marynarki i koszuli, zostawiając dwie szramy na skórze Nefelera. Czarna furia syknął z bólu i usmażył pomiota, ciskając w niego błyskawicą. Inny demon zamachnął się kolczastym ogonem na Sebastiana, ten wykonał szybki unik, lecz i tak jeden z kolców zadrasnął mu policzek. Jeszcze inny rzucił się od tyłu na Kłusownika, chcąc mu rozerwać gardło. Pogromca rzucił z siebie Pożeracza i przerąbał go na pół toporem.  
Wszyscy zaczęli już tracić wole walki i gdy ujrzeli kolejny odział demonów wypadający z uliczki całkiem się załamali. Pomioty szybko dotarły do swych pobratymców i ku ogólnemu zdziwieniu zaczęły ich atakować. Nefilim i Pogromcy natchnieni tym nie oczekiwanym zwrotem akcji, z większym zapałem siekali stojące przed nimi demony, które musiały bronić się teraz z dwóch stron. Szeregi wroga zaczęły topnieć w zastraszającym tempie. Piekielnych pomiotów, które pomogły otoczonym nie było zbyt wiele, lecz nim wszystkie zginęły szeregi przeciwników były już tak nadwątlone, że Nefilim bez problemy poradziły sobie z niedobitkami.
David przeciął na pół wielkiego demona i dostrzegł ciemną postać opierającą się o drzewo i przyglądającą się starciu. Nim zdążył zrobić jakikolwiek ruch, ona dosłownie rozpłynęła się w powietrzu. Pogromca usiadł na krawężniku wyczerpany, ociekający potem i krwią, nie tylko swoją. Sebastian podszedł do niego, kulejąc lekko na lewą nogę i podał mu apteczkę. Nefeler przyjął ją i zaczął obmywać swoje razy, które momentalnie zaczęły się goić.
- Piękna walka – powiedział wysoki Nefilim, podchodząc do Pogromców. – Twojej ręce przydałby się iratze.
- Prędzej by mi zaszkodziło – odparł David, wylewając na ranę, całą butelkę eliksiru leczniczego. Rana momentalnie pokryła się zielonkawą pianą. Nefeler syknął z bólu i zabandażował sobie ranną kończynę.
- To ty wyskoczyłeś przez to okno! – krzyknął inny Nocny Łowca, ten który próbował zatrzymać Davida. – Dlaczego uciekłeś?
- Po pierwsze, nie uciekłem, tylko zacząłem gonić uciekiniera, a po drugie, nie muszę się wam tłumaczyć.
- Uważaj do kogo mówisz – rzucił Nefilim, robiąc się cały czerwony z gniewu.
- Nie napinaj się tak, bo ci żyłka pęknie – powiedział czarownik o kocich oczach, podchodząc do nich. – On jest w  porządku. To chyba należy do was? – dodał podając Sebastianowi aktówkę z pieniędzmi, które David zostawił w domu aukcyjnym i małą zakrwawioną paczkę z szponem gryfa.
- Dziękujemy – odparł Kłusownik.
- Cała przyjemność po mojej stronie, cieszę się, że w końcu mogłem zobaczyć Pogromców w akcji.
Jego słowa wywołało nie małe zamieszanie wśród obecnych Nefilim. Wielu zaczęło się im uważnie przyglądać, jedni z zainteresowanie, inni z pogardą, a jeszcze inni ze strachem.
- Skąd pan wiedział, że jesteśmy Pogromcami? – spytał David, wstając z trudem.
- Wrodzona intuicja – odparł z uśmiechem czarownik. – poza tym mam was pozdrowić od Ben.
- Czyli od niego dowiedział się pan o nas?
- Skończ już z tym panem – burknął syn lilith. – Co prawda jego opis był z początku dość mglisty. Powiedział, że jak zobaczę wysokiego mężczyznę z burza czarnych włosów, ociekającego krwią zabitych wrogów i językiem ostrym jak brzytwa to on bez wątpienia będzie jednym z was.
- Opis dość dokładny – zauważył wysoki blondyn, ten sam, którego osłonił Nefeler. Chłopak był niewiele starszy od nich.
- Bardzo chętnie jeszcze byśmy pogawędzili – odparł Sebastian. – ale za chwilę mój przyjaciel padnie nam tu plackiem.
- Ja wcale nie… - zaprotestować David i jak na zawołanie poleciał do przodu jak kłoda. Niechybnie wyrżnął by głową o bruk, gdyby nie Kłusownik, który złapał go w ostatniej chwili.
- Co mu jest? – zawołała jedna za Nocnych Łowczyń, podbiegając.
- Za dużo demonicznej trucizny i leków – odparł Pogromca i razem z przyjacielem wiszącym mu na ramieniu wrócili do samochodu.
Sebastian rzucił Davida na tylną kanapę i wrócił do hotelu. Następnego ranka Pogromcy wstali trochę obolali, lecz wszystkie ich rany zniknęły bez ślady, nie licząc szramy na ręce Davida, po której została lekko widoczna blizna. Przyjaciele zeszli na późne śniadanie, przy którym dostali od recepcjonisty krótki list, zaadresowany do nich. David rozerwał szarą kopertę i przeczytał na głos cztery linijki odręcznego pisma.

Jakbyście jeszcze kiedyś byli w NJ, to wpadnijcie do Instytutu.
JH
P.S.
Jeśli to co o was opowiadają to prawda, to musimy się kiedyś zmierzyć.

Przyjaciele uśmiechnęli się i wrócili do pokoju po swoje rzeczy. Następnie zeszli do samochodu, zaparkowanego za hotelem. Gdy David wycofywał z parkingu w tylnym lusterku przez ułamek sekundy ujrzał tajemniczą ciemną postać.
„To już trzeci raz, muszę się porządnie wyspać” – pomyślał i ruszył na zatłoczoną drogę, która zaprowadziła ich z powrotem do domu.

<<<&>>>
Wiem, że dawno nic się tu nie pojawiał, ale wena stwierdziła, że jedzie sobie na wakacje L
Na szczęście wróciła i powinna przez chwilę zostać.
Jak podoba się wam rozdział?
Następny powinien pojawić się szybciej niż ten J
Serdecznie zachęcam do komentowania.
Pozdrawiam,
Zwierzak

P.S.
Jakby ktoś z was zastanawiał się w jakim czasie dzieje się bloga, to jest to rok 2012. Mniej więcej ten sam czas co w Pani Noc. Mimo, że wydarzenia tu opisane są prawie całkowicie wymyślone przeze mnie, mogą się zdarzyć pewne mniej istotne spoilery z pierwszego tomu Mrocznych Intryg.