wtorek, 1 września 2015

Bastion, miejsce, które zwiemy domem

Zeszli do samochodu, nadal zasypywani przez Annabel różnymi pytaniami.
- Czy ty nie umiesz być cicho przez przynajmniej pięć minut? - nie wytrzymał David. Jen też już widocznie miała dość ciągłego odpowiadania, a Paul odzywał się niezwykle rzadko i tylko półsłówkami.
Annabel zamilkła. David otwiera bagażnik czarnego Jeepa Grand Cherokee i wrzucił do środka worek z czaszką pokonanego wroga. Potem sięgnął do niego po duży podróżnego plecaka i wyjął z niego zwitek ubrań. Paul i Jen poszli w jego ślady. Jen wzięła jeszcze jeden zestaw ubrań i podała go Annabel.
- Masz. Mogą być na ciebie trochę za duże, ale lepsze to niż te łachmany co masz na sobie - powiedziała.
- Dzięki - odparła Annabel. Miał już dość tego zakrwawionego i zniszczonego stroju bojowego.
Cała trójka Pogromców dotknęła swych broni, a one zaczęły rozpływać się w powietrzu i w końcu całkowicie zniknęły. Annabel parzyła na nich oszołomiona. Razem pojechali do małego motelu, który był niedaleko. Stanęli przed pokojem z numerem "4" na drzwiach. David wyjął z kieszeni kluczę i otwarł pokój. Pomieszczenie składało się z małej łazienki i dużego pokoju z trzema łóżkami. Zegar na nocnym stoliku wskazywał 3:24. David spojrzał na niego i powiedział.
- Wyjeżdżam o 4:30. Kogo nie będzie w aucie ten wraca do domu na własną rękę - to powiedziawszy rozebrał się i w kroczył do łazienki. Wyszedł z niej po niespełna 10 minutach w samej bieliźnie i kapiącą z włosów wodą. 
Następna do łazienki weszła Jennifer. David podszedł do łóżka i zaczął się ubierać w świeże ubrania. Annabel nie mogła oderwać wzroku od jego ciała. Mięśnie wyraźnie rysowały się pod skórą, pokrytą licznymi bliznami.
Gdy Nefeler odwrócił się do Annabel plecami ta zobaczyła dziwny znak na jego łopatkach ni to blizna ni tatuaż.
- Co to jest? - spytała.
- Znamię - odparł krótko, wciągając przez głowę czerwony t-shirt.
Annabel niewiele z tego rozumiała, ale nim zdążyła się dopytać Jen opuściła łazienkę. Nocna Łowczyni wykorzystała nieuwagę Paula i wskoczyła pod prysznic. Po 15 minutach wyszła z pod niego i czuła się jak nowo narodzona. Ubrania Jen były na nią faktycznie trochę za duże, ale nie przejmowała się tym.
Gdy się przebrała, ktoś zaczął uderzać mocno w drzwi łazienki.
- Pośpiesz się! - usłyszała Paula.
Wyszła z niej i usiadła na łóżku. W pokoju była tylko Jennifer.
- Gdzie jest David? - spytała Annabel.
- Dzwoni, by powiedzieć, że jedziesz z nami - odparła Pogromczyni.
David wszedł do pokoju, wyciągnął z małej lodóweczki napój energetyczny i wypił go dwoma wielkimi łykami. Paul wyszedł z łazienki już ubrany.
- Wszyscy gotowi? - powiedział David. - To w drogę.
Wyszli z motelu zostawiając klucze na recepcji i wsiedli do auta. David usiadł za kierownicą, Paul z przodu na fotelu pasażera, a Jen i Annabel z tyłu. Nefeler włączył silnik i ruszył z piskiem opon przed siebie.
- Nie mogę się doczekać gdy wrócę do domu - powiedział Paul.
- Co zrobiliście z swoją bronią? - spytała Annabel, przypominając sobie jak ich broń po prostu zniknęła - To jakieś zaklęcie maskujące?
- Nie - odparła Jen. - Dla nas Pogromców broń to nie tylko kawałek metalu. Nasza broń jest częścią nas i odwzorowuje nasz charakter. Dlatego jesteśmy w stanie przywołać je z dowolnego miejsca i odesłać na ich miejsce kiedy chcemy.
- Aha. Sami wybieracie jaką bronią chcecie walczyć?
- To broń wybiera nas - włączył się Paul. - Jeśli już musisz wiedzieć to na samym początku szkolenia przechodzimy przez Rytuał Miecza i Topora. Podczas tego rytuału zostaje wiadome jaka broń najlepiej do nas pasuje. Potem jesteśmy dzieleni na Klasy.
- Takie jak w szkole?
- U nas Klasa określa to jakim rodzajem wojownika jesteśmy - dodał David. - Paul używa kosy bojowej i należy do Żniwiarzy. Jen jest mistrzynią noży do rzucania i perfekcyjnie włada sztyletami więc jest Zabójcą.
- A ty kim jesteś?
- Czarna furia.
- Jedna z trzech elitarnych Klas Pogromców - wyjaśniła Jen. - Furie to wojownicy którzy dysponują unikalnymi nawet jak na Starożytnych umiejętnościami i zostali wybrani przez więcej niż jedną broń.
- Prócz miecza, władam też Niszczycielem, doskonale strzelam z łuku i jako jedyny potrafię posługiwać się naraz dwoma pistoletami.
- Nieźle. - skwitowała Annabel.
- To teraz twoja kolej - powiedziała do niej Jen. - Jak to dokładnie było z twoim przybyciem to tamtej dziury?
- Jak już wam wspominałam Clave dostało informację o tym, że w miasteczku Long Road jej demon. Nikt w Instytucie w Nowym Jorku nie zainteresował się tą sprawą. Nikt oprócz mnie i pięciu moich kolegów. Wszyscy byliśmy od niedawna Nocnymi Łowcami i nie mogliśmy się doczekać zabicia demona. Więc ruszyliśmy sami, bez wiedzy i zgody Conclave. Gdy dotarliśmy do miasteczka jakiś tydzień temu, od razu zostaliśmy zaatakowani przez te demony. Zabiły trzech z nas, mnie ogłuszyły, a resztę porwały do gniazda. Potem szukałam jakiegoś ich śladu i trafiłam na niego dopiero dziś. Chciałam pomścić towarzyszy i uwolnić zakładników, ale gdyby nie wy już dawno byłabym martwa.
- Dziwne - powiedział Paul. - W ich gnieździe nie widziałem ani żywych, ani martwych Nocnych. Pewnie ich pożarły. Możesz to ściszyć? - zapytał Davida, wskazując na radio z którego leciało "Hells Bells". - Głowa zaczyna mnie boleć.
- Jak ci się nie podoba to załóż słuchawki - odparł Nefeler.
Paul westchnął i założył słuchawki całkowicie odcinając się od świata zewnętrznego. Jen była pogrążona w książce którą wyjęła z plecaka, a David skupił się na drodze. Annabel wyjrzała przez okno na piękny krajobraz. 
Jechali w ciszy przez pół godziny, słońce wyszło już ponad horyzont. Annabel oderwała się od ponurych myśli o tym, co się z stało z pozostałą dwójką jej przyjaciół, może Paul miał rację, że zostali pożarci.
- David - zagadała.
- Tak.
- Jeśli mogę wiedzieć to kto przekazał wam wiedzę o zabijaniu demonów? 
- Nie rozumiem pytania.
- No bo nam, Nocnym Łowcom anioł Razjel pokazał jak wytwarzać broń i walczyć z pomiotami piekła. A was kto wyszkolił?
- O to chodzi. Więc tak od początku istnienia Pogromców do dnia dzisiejszego szkolą nas i przewodzą nami dwoje aniołów i dwoje demonów.
- Jak to możliwe, że anioły i demony współpracują?
- Wszyscy Nocni Łowcy są uczeni, że istnieją setki demonicznych wymiarów, lecz prócz tego istnieją jeszcze do nich równoległe anielskie wymiary.
- Czyli nie ma jednego Nieba.
- To jest bardziej skomplikowana sprawa. Wiele z tych niebios jest ze sobą w jakiś sposób połączone. Podobnie jest też z piekłami. Wracając do tematu. Niektóre z demonów Earonu, jednego z demonicznych wymiarów oraz aniołowie z równoległego to niego Nieba zostali rozesłani do wielu wymiarów by tam odszukiwać i szkolić Pogromców.
- Czyli Pogromcy są nie tylko na ziemi?
- Tak naprawdę Starożytni pochodzą z odległego wymiaru i wieki temu przedostali się na Ziemię. Pomagali ludziom w rozwoju i w końcu zaczęli się z nimi rozmnażać, takie dzieci nazywano Arncheli. Z kolejnymi pokoleniami krew Starożytnych zaczęła słabnąć i teraz tylko najlepsi z Pogromców osiągnęli  Vituralle.
- Co takiego?
- Vituralle w języku Starożytnych oznacza Wyzwolenie. Tak nazywamy to gdy jeden z nas w pełni zmieni się w Starożytnego. Trening pozwala nam korzystać z wzroku, słuchu, węchu i innych ich umiejętności. Potrafimy też używać szponów i zębów, ale pełnej przemiany to mało kto jest w stanie użyć.
- Aha. A o co chodzi z tym Nefelerem?
David westchnął i spojrzał na Nefilim w tylnym lusterku.
- Dawno temu był Starożytny, który w tajemniczy sposób zdobył moc anioła i demona. Stał się w ten sposób jedną z najpotężniejszych istot. Swą siłą przewyższał nawet archaniołów i najwyższe demony z większości niebiańskich i piekielnych wymiarów. Nazwano go Nefaleremem. Miał on zdolność zmieniania Starożytnych w sobie  podobnych. Jego potomków oraz potomków tych których zmienił nazwano właśnie Nefelermami. Podsumowując Nefeler to Pogromca, którego moc składa się z mocy Starożytnego, anioła i demona.
- Ile żyje takich osób? - spytała Annabel, nie do końca wierząc w to, że takie istoty istnieją.
- Mało. Bardzo mało - odparł David. - Obecnie wśród żyjących Pogromców jest nas sześcioro. Z tego tylko ja i jedna dziewczyna jesteśmy w czynnej służbie.
- Czy ten znak co masz go na plecach ma związek z tym, że jesteś Nefelerem?
- Nie wiem. Żaden z Pogromców nie wie co on oznacza, w Dzienniku jest wiele wzmianek o Nefelerach posiadających Znamię, lecz nikt nic o nich nie wie. Nawet Sam i Bal mają tylko mgliste pojęcie o tym. Pamiętam, że jak byłem mały to zapytałem rodziców, skąd to mam. Powiedzieli, że gdy się urodziłem dostałem to w darze. Zawszę wszystkim mówiłem, że to zwykły tatuaż i powoli zacząłem w to wierzyć. To czasu piekła.
- Ty i Jen często to mówicie.
- Co takiego?
- Gdy nastało piekło. To czasu piekła. O co z tym chodzi?
- Są rzeczy o których nie lubię rozmawiać i to jest jedna z nich.
- Nie naciskam.
Zamilkli i jechali dalej. Niebo za oknem robiło się coraz jaśniejsze. Nagle Jennifer podała Annabel mały notes. Na pierwszej stronie było napisane. "Jeśli Ci życie miłe nie używaj przy Davidzie zwrotu Przeżyłem Piekło." a niżej jeszcze dopisek. "Nie wnikaj, potem Ci wszystko wytłumaczę." Nefilim pokiwała głową na znak, że rozumie. Jennifer odetchnęła z ulgą.
Jechali jeszcze ponad 2 godziny, kiedy David zjechał na wąską żwirową drogę.
- A tak w ogóle to gdzie jest wasz dom? - zapytała Nefilim.
David wybuchnął śmiechem. Jennifer też zachichotała. Nawet Paul mimo słuchawek na uszach parsknął śmiechem.
- Jedziesz z nami już prawie trzy godziny i dopiero teraz pytasz się gdzie jedziemy? - nie dowierzał Paul. - Wy Nocni to jednak jesteście dziwni.
Annabel oblała się rumieńcem i próbowała się usprawiedliwić, ale to i tak nie miało sensu. Gdy Paul skończył się śmiać odwrócił się do niej i powiedział.
- My Pogromcy mieszkamy w olbrzymim... nie... potężnym zamku. Nazywa się Bastion, lecz wszyscy Pogromcy nazywają go domem. Nie znajdziesz go na żadnej mapie. Ta twierdza został wzniesiona w Pandemie. Krainie która leczy między wymiarami. Bastion przypomina trochę wasze Miasto Kości i Adamantową Cytadele. Jest wiele dróg rozsianych po całym świecie, którymi można dostać się do Bastionu.
David wjechał w mały tunel wydrążony w skale, a gdy z niego wyjechał Annabel od razu wiedziała, że nie jest już na Ziemi. Wyjechali z powrotem na twardą asfaltową drogę. Wspięli się na małe wzgórze i wtedy go zobaczyli. Potężny i niezdobyty Bastion. Był zbudowany na stromym zboczu do którego prowadziła kręta droga. Pod zboczem rozciągał się z jednej strony olbrzymi las a z drugiej strony ogromne morze. Słońce przebiło się przez gęste chmury i oświetliło wspaniałe iglice twierdzy. Tuż pod górą na której stał zamek droga rozdzielała się. Jedna prowadziła do portu z jachtami, druga w puszczę, trzecia w górę klifu a ostatnia do jaskini w zboczu białego klifu. 
David wjechał w nią i trafił do wielkiej windy, która wywiozła ich w górę. Gdy drzwi windy się otwarły wyjechali to wielkiego podziemnego garażu. Wszędzie było pełno auto. Wszystkie były typu suv i crossover. David znalazł miejsce oznaczone jego nazwiskiem i zaparkował. Wysiedli i wzięli wszystko z bagażnika.
- Dlaczego używacie tylko auto takich jak Jeep, Land Rover itp? Przecież Ferrari jest szybsze - zagadała Annabel
- Tak, tylko że jadąc Ferrari nie można gonić demona po polach, ani pustyniach. Auta terenowe są wielofunkcyjne i idealne do tej pracy - odparła Jen.
Weszli do kolejnej windy i Paul wcisnął przycisk z zerem. Pomknęli w górę i wysiedli w wielkim holu. Ze sklepienia zwisały ciężkie kryształowe żyrandole. Ściany były ozdobione różnymi arrasami, przedstawiającymi sceny batalistyczne i nie tylko. Na niektórych było wyszytych dziesięciu mężczyzn z wspaniałymi broniami a nad ich głowami wyszyto dziwne herby. Na innych pojawiało się siedmiu mężczyzn i jedna kobieta. Na jeszcze innych był pokazany pojedynek dwóch wojowników. Jeden dzierżył dwa miecze a drugi jeden miecz i tarczę.
Weszli na marmurową posadzkę i nagle coś wielkiego i włochatego powaliło Davida na ziemię. Był to wielki czarny jak noc pies.
- Lara - wysapał Nefeler. - Złaź ze mnie!
Pies posłusznie zszedł i zaczął obwąchiwać uważnie Annabel.
- Co to za rasa? - spytała.
- Pospolity Ogar piekielny - odparł Paul. - Jeśli jej nie zdenerwujesz to nic ci nie zrobi.
- Lara zostaw naszego gościa - odezwał się wysoki ubrany w czerwień mężczyzna. Miał czerwone włosy i całe czarne oczy.
- Miło mi poznać - powiedział i wyciągnął rękę do Annabel. - Jestem Balzael, demon 584 poziomu Piekła Earonu, ale mów mi Bal.
Annabel uścisnęła mu rękę i przedstawiła się.
- Pewnie jesteście głodni - powiedział i zaprowadził ich do wielkiej jadalni. Było tam pełno stołów, lecz tylko przy jednym ktoś siedział.
- Witaj - powiedział wysoki mężczyzna. Miał długie lekko lśniące włosy koloru srebra i złote oczy. Był ubrany w biały strój, który idealnie komponował się z jego włosami. - Jestem Samandriel, anioł siedemnastego zastępu Niebios. Jak ci wygodnie możesz mi mówić Sam jak wszyscy.
- Miło poznać - powiedział Annabel. - Jeśli wam to odpowiada to mówcie mi Anna, lub Ann.
- Niech będzie.
Wszyscy usiedli przy największym stole. U jego szczytu stało potężne krzesło, a raczej tron. Po jego prawej stronie były dwa mniejsze trony wykonane z białego złota. Na jednym z nich usiadł Sam. Po przeciwnej stronie były dwa równie wielkie krzesła lecz czarne i wykonane z onyksu. Pozostałe krzesła nie były tak okazałe lecz równie wygodne. Na każdym było jakieś oznaczenie mówiące do kogo należy.
- Nie patrzcie na oznaczenia - powiedział Bal. - Siadajcie jak wam wygodnie.
David usiadł na krześle najbliżej tronów aniołów. Jen wskazała Annie miejsce koło siebie blisko Bala, a Paul usiadł na krześle oznaczonym jego symbolem.
- A więc jeszcze raz - powiedział Sam. - Serdecznie witamy cię, Nefilim, w Bastionie, miejscu które wszyscy zwiemy Domem.


<<<&>>>
Tak z okazji początku roku szkolnego.
Jak się podoba drugi rozdział?
Rozumiem, że nie było żadnej wartkiej akcji... ale cóż mówi się trudno i czyta się dalej.
Zadaniem tego rozdziału było wyjaśnienie paru spraw.
Następne powinny być bardziej wciągające.
Pozdrawiam,
Zwierzak

P.S
Poniżej dodaje art przedstawiający, jak mniej więcej wygląda Bastion.