środa, 4 października 2017

Znać czy nie znać

David, Silver i Daro siedzieli w pokoju Czerwonej Furii skręcając klatkę dla feniksa, kiedy całym Bastionem zatrząsło. Wstrząs był tak silny, że aż książki zaczęły spadać z półek. Za oknami można było zobaczyć dziwną zielonkawą łunę. Cała trójka wypadła z pokoju zobaczyć co się dzieje. Na korytarzu było pełno ludzi.
- Ktoś nas atakuje?! – krzyknął jeden z młodszych Pogromców.
- To niemożliwe – oparł mu ktoś inny.
- To Założyciele – rzuciła, zdyszana Jen, podbiegając do Furii. – Są w zachodniej wieży.
- Co oni odwalają? – spytał Silver, gdy Bastionem znowu zatrząsnęło.
- Może zamiast się nad tym zastanawiać, pójdziemy to sprawdzić – odparła Jennifer i ruszyła biegiem w kierunku wieży, w której byli Założyciele.
Wejście do zachodniej wieży znajdowało się na niewielkim tarasie. Gdy tylko Pogromcy wyszli na zewnątrz, ujrzeli, że te dziwne zielone światła wydobywają się właśnie z tej wieży. Na drugim końcu tarasu spotkali Szepty, a Paul z Annabel i Sebastianem już nadbiegali korytarzem.
- Co tu się dzieje?! – ryknął David, próbując przekrzyczeć straszliwy hałas jaki wydobywał się z wieży.
- To brzmi jakby ktoś walił obdartym ze skóry kotem w perkusję – zauważył Seba. – Musimy się tam dostać.
- Prawdziwy z ciebie Sherlock – odparła Natalie. – Problem w tym, że te drzwi nie chcą się otworzyć.
- Przesuń się, kobieto – rzucił Seba, a następnie uderzył w drzwi swoim toporem. Ten jednak odbił się od nich, nie zostawiając nawet zadrapania.
- Myślisz, że tego nie próbowałyśmy? – powiedziała Różowa, nachylając się nad leżącym na ziemi Sebastianem.
- Na tych drzwiach jest potrójny splot magiczny – rzuciła Caroline, przyglądając się uważnie wejściu do wieży.
- Co to takiego ten splot? – spytała Annabel.
- Żeby otworzyć te wrota trzeba uderzyć w nie bardzo dużą mocą magiczną – odparła Rose.
- Jeśli wszyscy naraz pieprzniemy w te drzwi, to powinny się otworzyć, prawda? – odezwał się David.
- No to do roboty – rzucił Silver, kiedy kolejny jeszcze silniejszy wstrząs targnął Bastionem.
Wszyscy Pogromcy utworzyli najsilniejsze zaklęcia, jakie byli w stanie i jednocześnie uderzyli nimi w drewniane wejście do wnętrza wieży. Drzwi stały jakby nigdy nic, lecz po chwili rozpadły się w drzazgi.
Cała drużyna wbiegła po krętych, kamiennych schodach na szczyt wieży. Zatrzymali się przed identycznymi drewnianymi drzwiami jakie znajdowały się na dole. Silver już wyciągnął do nich rękę z zamiarem otwarcia, gdy te wybuchły, a z pokoju znajdującego się za nimi wyleciały dwie postacie. Jedna uderzyła prosto w Furię, przewracając się na niego. Druga dosłownie staranowała Sebastiana. Następnie z pokoju, w którym szalały dziwne zielone płomienie, wyskoczyli Samandriel i Balzael. Ci odwrócili się do rozwalonych drzwi i rzucili dwa potężne zaklęcia. Jedno blokujące płomieniom wydostanie się poza obręb pokoju, a drugie wysysające ze środka całe powietrze, co spowodowało, że ognie zgasły.
- Stwierdzenie „upadła anielica”, nabiera od dziś nowego znaczenia – wysapał Silver, gdy przyjrzał się, kto na nim leży.
- To nie moja wina, że lecę na młodych, przystojnych wojowników – odparła wysoka blondynka. Była ubrana w niebieską sukienkę, która podkreślała jej szczupłą figurę. Włosy miała spięte w koński ogon, sięgający jej połowy pleców.
- Możesz śmiało powiedzieć, że poleciała na ciebie nieziemska piękność – rzuciła druga kobieta, która staranowała Sebastiana. Była nieco wyższa od swojej koleżanki i miała długie do pasa rude włosy. – O, Silver się zarumienił – dodała.
- To nie rumieniec – wysapał Pogromca. – Nie umiem oddychać. Aura, zleź ze mnie!
Anielica poderwała się na równe nogi i pomogła wstać Białej Furii.
- Czy ktoś mógłby nam to wyjaśnić, co tu się dzieło? – spytał David, patrząc wymownie na rudą.
- Same chciałybyśmy wiedzieć, co tu się odwala – powiedziała tamta. – Wracamy do domu po paru tygodniach i zamiast powitania jesteśmy ciągnięte, by rzucić jakieś potężne zaklęcie. Wszystko co mogło się spieprzyć, się spieprzyło. I jakby tego było mało, Paul trzyma za rękę Nefilim. Co tu się, do jasnej cholery wyprawia, chłopaki?!
Samandriel odwrócił się powoli do zebranych i westchnął głośno.
- Macie rację, wszystkim należą się wyjaśnienia, ale na pewno nie tutaj – powiedział.
- A skoro już przy Nefilim jesteśmy to może byście się przedstawiły – rzucił Bal do dziewczyn.
- Jestem Aurrora, ale mów mi Aura – powiedziała blondyna i mocno uściskała Annabel na powitanie.
- Miło… mi… poznać – odparła zdezorientowana dziewczyna, gdy została wypuszczona z objęć. – Nazywam się Annabel.
- Ja jestem Cloe – rzuciła rudowłosa i podała Nocnej Łowczyni rękę. – Razem z Aurą, Balem i Samem jesteśmy Założycielami.
- Paul dużo o was opowiadał – powiedziała Anna, odwzajemniając uścisk. – Fajnie, że w końcu mogłam was poznać.
- Mi też jest miło, mimo tego małego incydentu z próbą zrównania Bastionu z ziemią – odparła demonica, patrząc z wyrzutem na Sama i Bala, którzy już zaczęli schodzić, prowadząc za sobą resztę obecnych.
- Było tu znacznie spokojniej, gdy ich nie było – burknął Bal pod nosem i zaprowadził wszystkich obecnych do Sali Narad.
Gdy wszyscy weszli do pokoju, Sam zamknął drzwi i zwrócił się do zebranych.
- Zacznę może od tego nieszczęsnego zaklęcia – powiedział. – Ostatnie wydarzenia związane z pojawieniem się Nezraera i masowym znikaniem Arncheli bardzo nas zaintrygowały.
- Czekaj! – zawołała Aurrora. – Nezraer znowu porywa Arncheli?
- Na to wygląda – odparł Bal, oparty o ścianę. – Lecz tym razem jest o wiele ostrożniejszy i działa na mniejszą skalę.
- Co nie zmienia faktu, że nic nam nie powiedzieliście – rzuciła Cloe z wyrzutem. – Może opowiedzcie, co się tu działo od naszego wyjazdu.
Anioł zrelacjonował w dużym skrócie jak Annabel pojawiła się w Bastionie oraz to, jak Pogromcy spotkali Nezraera. Wspomniał także o obrażeniach, jakie doznali Paul i Silver i o tym, jak David postanowił zacząć używać mocy Nefelera.
- Bardzo dużo się tu działo w czasie naszej nieobecności – rzuciła demonica. – A najdziwniejsze w tym jest to, że nasz drogi Paul spotyka się z Nocną – dodała ze złośliwym uśmiechem.
- Cloe, nie bądź niemiła dla naszego gościa – odparł Bal.
- Nie jestem niemiła, po prostu niechęć Paula do Nefilim była porównywalna z choinką na święta. Zawsze była.
- Wróćmy może do sedna sprawy – powiedział Daro. – O co biega z tym zaklęciem?
- Za pomocą tego czaru chcieliśmy wtargnąć do umysłu Nezraera i poznać jego plany – odparł anioł. – Niestety jego pan dobrze zadbał, żeby było to bardzo trudne i niebezpieczne.
- To do tego był wam potrzebny ten odłamek – powiedział nagle Paul.
- Jaki odłamek? – zdziwiła się Annabel.
- Po tym, jak ta menda prawie mnie zabiła, w piersi utkwił mi malutki odłamek jego miecza – odparł Żniwiarz.
- Chcecie nam powiedzieć, że prawie zrównaliście Bastion z ziemią na darmo? – rzucił David, patrząc na Założycieli.
- Udało nam się coś wykryć – odparł Bal. – W ruinach starożytnego miasta w Turcji aktywność demonów jest cholernie wysoka.
- I jak dobrze się domyślam, chcecie nas tam wysłać?– powiedział Silver.
- Nie jesteśmy pewni, czy ktokolwiek powinien tam iść – odparł Sam. – Podczas tego zaklęcia poczułem coś dziwnego.
- Co takiego? – spytała Jen, pierwszy raz widziała, żeby Założyciele się wahali.
- Nie wiem, jak mam to opisać, ale było to coś, jakby ktoś chciał żebyśmy się dowiedzieli o tych demonach i wysłali tam właśnie was – odpowiedział anioł. – Jakby było to zaproszenie. Dla was.
- Skoro nas zapraszają, to złóżmy im wizytę – rzucił David.
- A co jeśli to pułapka? – spytała Aura. – Może czar zadziałał w części i poznaliśmy zamiary Nezraera. Może chce was tam ściągnąć i zabić?
- Już raz skopaliśmy mu tyłek – odparł Silver. – Drugi raz też damy mu radę.
- Poza tym, to nie był on – rzucił Bal. – Tego jestem absolutnie pewny.
- To co mamy zrobić? – spytała Rose.
- Tym razem decyzja należy tylko i wyłącznie do was – powiedział demon. patrząc na Pogromców. – Może to faktycznie pułapka, a może nie. Może dostarczy to kilku odpowiedzi, a może jeszcze więcej pytań.
- Niechętnie to mówię, ale Bal ma racje – rzuciła Cloe. – Jeśli chcecie tam jechać, to nikt nie będzie was powstrzymywać.
David rozejrzał się po swoich przyjaciołach i zwrócił się do Założycieli.
- Jeśli istnieje choćby najmniejsza szansa dowiedzieć się z jakiego powodu nas porwano, to ja w to wchodzę.
- Myślę, że każdy z nas się na to pisze – dodał Sebastian, a reszta zebranych gorliwie mu przytaknęła.
- Ja na bank idę z wami – rzucił Paul. – Ale co z Annabel?
- Chyba nie myślisz sobie, że puszczę cię samego – oburzyła się Nefilim. – Idę z wami i kropka!
- Nie wiemy, czego możecie się spodziewać – dodał Sam.
Gdy zobaczył determinacje, jaka była w ich oczach, zaśmiał się głośno.
- Z młodych przerażonych i złamanych nastolatków staliście się potężnymi i nieustraszonymi Pogromcami. Zaprawdę jesteście godni miana potomków Starożytnych – powiedział. – W takim razie mam dla was tylko jeden cel, jaki musicie wykonać podczas tej misji.
Bal uśmiechnął się, gdy zrozumiał do czego jego przyjaciel zmierza.
- Jeśli go nie wypełnicie, osobiście was zabiję – rzucił.
- Co to takiego? – spytali wszyscy jednocześnie.
- Cała wasza dziesiątka ma wrócić do Bastionu ŻYWA – powiedział Samandriel. – A teraz idźcie się przygotować.
Ten dzień był bardzo długi i męczący, dlatego też cała dziesiątka od razu poszła spać, by z samego rana zacząć się przygotowywać do podróży. Po szybkim śniadaniu wszyscy spotkali się w Zbrojowni, by zebrać odpowiednie wyposażenie. Mimo wielkich rozmiarów pomieszczenia, co chwile ktoś na kogoś wpadał lub potrącał.
- Silver, patrz pod nogi, do cholery! – ryknęła Jen, łapiąc się za stopę.
- Sorry. Szukam jednej rzeczy – odparł Biały.
Annabel w tym czasie oglądała dokładnie duży pistolet.
- Weź ten po prawej – powiedział Sebastian, podchodząc do niej i pokazując mniejszy i lżejszy pistolet. – Ma dużo większy magazynek i znacznie mniejszy odrzut.
- Ale czy przy tym nie jest też słabszy? – spytała Nefilim.
- O wiele – odparł Kłusownik. – Ale nie urwie ci ręki jak ten.
- Nie znajdziesz w Bastionie większego speca od spluw niż Seba – powiedział David, podchodząc do nich i biorąc jeden z pistoletów jakie polecano Nocnej Łowczyni.
- Dla kogo to? – spytał Kłusownik.
- A skąd wiesz, że nie dla mnie?
- Bo jeśli przerzuciłeś się na ten rodzaj klamek, to ja połamie ci kości – powiedział Seba, patrząc na Nefelera spode łba.
- Coś ty taki drażliwy? – zdziwił się Czarny. – To dla Caro, ona uwielbia te pistolety – dodał.
- To dobrze, bo mam dla ciebie małą niespodziankę – powiedział Sebastian i wyciągnął z wielkiego pudła dwa czarne pistolety, które wręczył Davidowi. – Nawet nie wyobrażasz sobie ile się ich naszukałem na twoje zlecenie.
David wziął broń i zważył w dłoniach, następnie zakręcił nimi na palcach i wymierzył w różne strony.
- Są idealne – powiedział. – Jestem twoim dłużnikiem.
- Nawet nie wiesz, jak dużym. One kosztowały majątek – odparł Seba. – Tu masz do nich amunicję – dodał, podając Furii duże kartonowe pudełko.
- Dzięki – odparł Nefeler i odszedł, by wybrać dla siebie odpowiednie Składaki i resztę ekwipunku.
Wszyscy chodzili bardzo podekscytowani zbliżającą się wyprawą i przez cały czas zastanawiali się, co może im się przydać, a co będzie bezużyteczne. Gdy cała dziesiątka wychodziła ze Zbrojowni, była uzbrojona lepiej, niż nie jedna armia.
Po obiedzie wszyscy zebrali się z bagażami w holu i ruszyli do wind. Zapakowali się do trzech samochodów i ruszyli w kierunku bramy prowadzącej do Turcji. Annabel siedziała na przednim siedzeniu w Toyocie Paula i podziwiała nieznane dotąd rejony Pandemy. Za nią rozwalona na całej tylnej kanapie drzemała Jen.
Gdy wyjechali przez bramę, słońce już zaczęło zachodzić, a oni musieli jechać jeszcze ponad dwie godziny, by dotrzeć do małego hotelu oddalonego od ruin o kolejne kilka godzin drogi. Następnego dnia ruszyli prosto do starożytnego miasta.
Gdy w końcu dotarli na wielki parking u podnóża wzniesienia, na którym znajdowały się ruiny, słońce było już wysoko na niebie. Pogromcy zabrali cały sprzęt i ruszyli po nierównych kamiennych schodach prowadzących do miasta. Przeskoczyli nad bramkami ochrony i wyszli na szeroką ulicę. Po obu stronach wznosiły się domy w bardzo różnym stanie. Niektóre były niemal nietknięte, a z innych ostały się tylko pojedyncze ściany.
Pogromcy zaglądali ostrożnie do każdego z nich, wszystkie były puste.
- Gdzie te wszystkie demony? – spytał Sebastian i kopnął wielki kamień leżący mu pod nogą. Ten zaś wpadł do wielkiej dziury, która musiała być kiedyś studnią, z ogłuszającym łoskotem.
Pogromcy z Annabel ruszyli dalej, lecz nagle z wnętrza studni wydobył się straszliwy ryk. Cała dziesiątka odwróciła się, dokładnie w momencie, w którym z wnętrza dziury zaczął wyłaniać się wielki demon. Przypominał on grubą czarną dżdżownice z mnóstwem malutkich dziur na całym ciele. David przyjrzał się uważnie poczwarze i zauważył, że te dziury to tak naprawdę usta pełne długich zębów. Demon wypełzł ze studni i ruszył ociężale na Pogromców. Paul wyciągnął pistolet i wystrzelił w stwora. Kula uderzyła w pomiot i została wessana do jego wnętrza, nie czyniąc mu żadnej krzywdy. Demon zaryczał, a z niezliczonych paszcz zaczęła wyciekać zielonkawa ślina. Silver rzucił sztyletem, lecz i ten okazał się nieskuteczny. David ruszył na potwora i uderzył go mieczem. Broń zatopiła się w ciele demona niczym w olbrzymiej galarecie. Pomiot zaskrzeczał i zaczął wciągać Vaporiera do swego wnętrza. David zaparł się, próbując wyrwać ostrze, lecz demon coraz bardziej zbliżał się do rękojeści i zaciśniętych na niej rąk Pogromcy. Nefeler uderzył potężnym ognistym zaklęciem, które rozerwało demona, pokrywając całą okolicę paskudnymi kałużami galaretowatej substancji. David wytarł ostrożnie swoją broń i wrócił do reszty.
- Musiałeś go tak rozpaćkać? – spytał Silver, wycierając z buta resztki demona.
- Miałem do wyboru to lub zostać zeżartym – odparł David. – Możemy ruszać dalej?
Nim ktoś zdążył mu odpowiedzieć, fragmenty demona zaczęły zbierać się w jednym miejscu i łączyć się ze sobą. Po chwili piekielny pomiot znowu pełzł w ich kierunku. Sebastian przykląkł i podniósł swój karabin snajperski do oczu.
- To nic nie da – zauważył Paul.
Kłusownik zignorował go i wystrzelił, kula przeszła na wylot zostawiając, w śluzowatym cielsku demona wielką dziurę, która momentalnie zaczęła się zasklepiać. Widząc to, Sebastian uderzył pięścią w ziemię, a po obu stronach demona urosły nagle dwa ogromne głazy, które uderzyły, miażdżąc między sobą potwora. Ten jednak wyślizgnął się z malutkiej szczeliny i znowu ruszył na Pogromców.
- Nienawidzę takich demonów – syknął Silver. – Są cholernie irytujące. Zdechnij w końcu! – krzyknął.
Demon poruszał się w iście ślimaczym tempie, jakby drwił z bezskutecznych prób Pogromców.
- Jakby tylko można było zrobić coś, żeby stał się bardziej kruchy – zauważyła Annabel.
- Anna, jesteś genialna! – rzuciła Jen i posłał w demona potężnym lodowym zaklęciem. Pomiot wyczuwając, co się święci zwinął się, lecz nie zdołał w pełni uniknąć czaru, który zamroził część jego ciała. Poczwara ryknęła przeraźliwie i przyśpieszyła, by dopaść Pogromców, lecz Jen i Silver już mieli przygotowane zaklęcia, którymi zmienili demona w najpaskudniejszą rzeźbę lodową, jaką widziała ziemia. Następnie David i Darius kulami ognia roztrzaskali ją w drobny mak.
Gdy chcieli ruszyć dalej zza jednego z domów wyskoczyły dwie wielkie czarne pantery. Kiedy dostrzegły Pogromców, zaryczały, a z ich grzbietów wyskoczyły długie kolce, po których zaczęły skakać błyskawice. Ich ryk zaczął przypominać uderzenia piorunów. Demony napięły wszystkie mięśnie i skoczyły.
Jedna z nich w mgnieniu oka znalazła się na Davidzie, powalając go na ziemię. Demon niechybnie odgryzłby mu twarz, gdyby nie interwencja Dariusa i Silvera. Furie zamachnęły się na demona, a ten z prędkością błyskawicy odskoczył od nich na sporą odległość.
- Miluśkie te kotki – rzucił Silver, pomagając Nefelerowi wstać.
- Osobiście nie chciałbym mieć czegoś takiego w domu – odparł Sebastian, odrzucając od siebie drugą panterę.
Demony zasyczały i zaczęły obchodzić Pogromców, którzy ustawili się w zwarty okrąg. Demony atakowały, wycofywały się i znów atakowały i tak w kółko, próbując złamać szyk Pogromców. Ci jednak dzielnie odpierali mordercze ataki i niekiedy sami zdołali zadrasnąć jedną z panter. W końcu ich ataki zaczęły słabnąć, aż w końcu demony zatrzymały się w miejscu. Potwory zasyczały i resztkami sił rzuciły się na Pogromców. Caroline szybkim ciosem przepołowiła jedną z panter, w tym samym momencie, w którym włócznia Rose uderzyła w drugą. Cała dziesiątka ruszyła dalej w głąb ruin.
Pogromcy weszli ostrożnie do starego amfiteatru, zbudowanego na zboczu wzgórza, z którego roztaczał się widok na horyzont i powoli zachodzące słońce. Ruszyli po cichu w dół rzędów kamiennych krzeseł.
- „Być, albo nie być oto jest pytanie?” – powiedział wysoki mężczyzna opierający się nonszalancko o jedną z kolumn stojących na scenie. Miał brązowe włosy związane w długi warkocz. Ubrany był w krótkie spodenki i hawajską koszulę zapiętą do połowy. – Zawsze miałem słabość do Szekspira – dodał, patrząc na zbliżających się Pogromców, krwiście czerwonymi oczami.
- Za chwilę to może cię nie być, demonie – rzucił Silver, schodząc z ostatniego stopnia.
- Ach, gdzie moje maniery? – odparł demon, wchodząc w plamę zachodzącego słońca. – Pozwólcie, że się przedstawię. Astaroth, lord demonów, pan na zamku Valherio – dodał pomiot, kłaniając się  oszołomionym Pogromcom.
- Klasa X – mruknął pod nosem Paul.
- Jestem zaszczycony tym, że słyszeliście o mnie. To ułatwi nam trochę zadanie – odparł demon.
- Może i jesteś silny, ale nas jest więcej – rzucił David, dobywając miecza.
- Jakbym chciał was zabić to nie zdążylibyście zejść nawet do trzeciego rzędu – odparł Astaroth. – Dobrze radzę, schowajcie te zabawki, bo się jeszcze pokaleczycie.
- Masz strasznie wysoką samoocenę – powiedział Silver. – Chyba potrzeba trochę cię ostudzić – dodał i rzucił w demona dwa sztylety. W tym samym momencie David i Darius skoczyli na scenę po obu stronach demona i zaatakowali go.
Astaroth westchnął głośno i falą energii odepchnął od siebie obu Pogromców. Następnie złapał lecące sztylety i odrzucił je z niesamowitą szybkością w Sebastiana, rozcinając mu prawe ucho. Drugi sztylet wbił się głęboko w ramię Paula. David zerwał się na równe nogi i natarł na przeciwnika. Ten wyślizgnął się spod miecza i potężnym ciosem złamał Nefelerowi rękę, wytrącając przy tym broń. Następnie złapał ją w powietrzu i wbił właścicielowi w brzuch, aż po rękojeść. David padł na kolana, rycząc z bólu.
- David!!! – krzyknął Daro i zaszarżował na demona. Pomiot zniknął, by pojawić się tuż obok Pogromcy i szarpnięciem pociągnął go do przodu. Daro stracił równowagę, demon od razu wykorzystał ten fakt i uderzył dłonią w kashira katany Dariusa. Broń wyleciała z ręki Furii i przebiła Davidowi pierś na wylot. Nefeler spojrzał oszołomiony na rękojeść miecza wystającą z jego serca i padł martwy na kamienne płyty sceny.
- Ty skurwysynu – zaklął Daro i odwrócił się do demona. – Zabiję cię…
Astaroth nie dał mu jednak dokończyć, wbił mu dłoń w pierś i szybkim ruchem wyrwał serce. W tym momencie śmignęło koło niego z tuzin sztyletów. Pomiot upuścił jeszcze bijące serce Dariusa i zmaterializował się za plecami Silvera. Złapał go za głowę i mocnym szarpnięciem urwał mu ją. Zwinie uniknął bicza Caroline i zablokował kopniak Natalie w żelaznym uścisku. Następnie podniósł ją jakby nic nie ważyła i złamał jej kręgosłup o kolano, jakby był suchą gałązką. Skoczył między Paula i Sebastiana, którzy już zamierzali się na niego broniami. Wyrwał topór Sebastianowi i potężnym cięciem przerąbał Paula na dwoje, tuż potem złapał jego upadającą broń i wbił ją Kłusownikowi w plecy. Pociągnął go do siebie i zasłonił się nim przed lecącą w jego kierunku włócznią. Grot wbił się głęboko w ciało Sebastiana. Demon wyrwał broń z trupa i w mgnieniu oka znalazł się przy Caroline, zamachując się włócznią. Pogromczyni próbowała odskoczyć lecz nie zdążyła, ostrze przecięło ją od prawej pachwiny do  lewego barku. Astaroth nie zatrzymując się, natarł na bezbronną Rose i przebił ją jej własną bronią. Następnie podniósł ją i wbił trzonek włóczni w ziemię, tak, że Pogromczyni zawisła na ostrzu. Demon odwrócił się powoli do Annabel, podniósł leżący na ziemi nóż. Jednym susem znalazł się tuż przy niej i zamachnął się bronią. Nocna Łowczyni zamknęła oczy, przygotowując się na uderzenie.
Nic jednak nie nastąpiło, a gdy na powrót rozwarła powieki, zobaczyła, że wszyscy jej przyjaciele żyją i stoją w tych samych miejscach, co przed rozpoczęciem starcia.
- To powinno trochę ostudzić wasz zapał – powiedział demon, z tego samego miejsca na scenie. Wydawało się, że cała ta rzeź i porażka Pogromców nigdy nie miała miejsca.
„A może nie miała?” – zamyśliła się Annabel.
- A teraz usiądźcie na chwilę i wysłuchajcie mnie.
- A co jeśli tego nie zrobimy? – spytał Sebastian.
- To wtedy to wszystko, co przed chwilą widzieliście stanie się rzeczywistością – odparł demon. – Mam dla was małą propozycje. Zaufajcie mi, dobrze na tym wyjdziecie.
- Zaufać tobie? – zdziwił się David. – Z jakiej racji mamy ci zaufać?
- Z takiej, że już nie raz wam pomogłem – odparł Astaroth. – To ja wysłałem swoje demony, by pomogły wam w Nowym Jorku.
- To ty byłeś tą ciemną postacią, którą widziałem non stop? – zdziwił się David.
- Zgada się. Poza tym, nie raz dawałem wam cynk odnośnie demonicznej aktywności. To dzięki mnie Bal i ten jego pierzasty kumpel wiedzieli, że Nezrear siedzi w Bergington. I co najważniejsze, to dzięki mnie jesteście tu gdzie jesteście i nadal żyjecie.
- Może parę razy nam pomogłeś, ale to nie oznacza, że zawdzięczamy ci życie – odparł Darius.
- Źle mnie zrozumiałeś – odparł lord demonów. – Byłem waszym Demonem Stróżem w piekle. To ja pomagałem wam w piekle i to ja dałem znać Założycielom, gdzie jesteście. Przeżyliście w Piekle dzięki MNIE!

<<<&>>>

Lepiej późno, niż później. Była lekka obsuwa, ale w końcu jest.
Jak podoba się ten rozdział?
Wszelkie opinie mile widziane 😊
Pozdrawiam,
Zwierzak


PS. Następny rozdział może być podzielony na dwie lub nawet więcej części.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Ostrze vs. Ogień

Annabel obudziła się i poszła do łazienki wziąć prysznic. Gdy z niej wyszła Paul też już nie spał i szukał czegoś pod łóżkiem.
- Co robisz? – spytała.
- Szukam budzika – odparł.
- Przecież był na stoliku nocnym – powiedziała Nefilim.
- Słuszna uwaga, BYŁ – rzucił Pogromca, znikając pod łóżkiem. – Ta cholera dzwoniła o ósmej.
- Widać był za słabo przekonujący.
- Był za to strasznie wkurzający, więc zarobił lot przez pokój – odparł Paul. – O, mam cię, mendo – dodał wynurzając się z małym metalowym budzikiem w ręku.
Annabel podeszła do niego i przytuliła się mocno.
- Co cię tak naszło? – spytał Pogromca, zdziwiony.
- Cieszę się, że byłeś przy mnie, nawet nie wiesz ile to daje – powiedziała, wtulając się mocniej. Odkąd zaczęła sypiać z Paulem u boku coraz rzadziej miewała koszmary, po których budziła się z krzykiem, zlana zimnym potem.
Kiedy Żniwiarz doprowadził się do porządku, oboje poszli na dość późne śniadanie. W jadalni zostały już praktycznie same resztki, lecz i tak zdołali się porządnie najeść.
- To co dzisiaj ćwiczymy? – spytała Annabel, gdy opuszczali pomieszczenie.
- Niestety jestem zmuszony przeszkodzić wam w planach – powiedział Bal, stojący tuż za drzwiami. – Muszę porwać twojego adoratora w ważnej sprawie.
- Anna, może iść z nami – rzucił Paul.
- Niestety tym razem nie może – odparł demon.
- Nie szkodzi – odparła Nefilim. – Dam sobie radę sama.
- Jakieś pół godziny temu Furie poszli potrenować – zwrócił się do niej Bal. – Powinni być w jednej z większych sali treningowych.
- Dzięki za info – odpowiedziała Annabel i ruszyła do schodów, zatrzymując się na chwilę by podrapać Larę za uszami.
Furie były w pierwszej sali do której weszła. Było to pomieszczenie bardzo podobne do sali treningowej, która znajdowała się w Nowojorskim Instytucie, choć była dużo większa. W Bastionie znajdowało się 6 takich sal, nazywanych potocznie Operami. Gdy Annabel zapytała dlaczego, powiedziano jej, że to przez akustykę jaka jest w każdej z nich.
Nocna Łowczyni podeszła do chłopaków stojących na środku sali w małym kółku.
- Bal, powiedział mi, że mogę z wami potrenować – powiedziała podchodząc do nich. – Macie coś przeciwko?
- W sumie to nie, ale musisz chwile poczekać – odparł Daro i wrócił do grania z resztą w kamień, papier, nożyce.
- Co wy robicie? – spytała Anna.
- Ustalamy kolejność – rzucił Silver. – Wygrałem!
- Ja też wygrywam – zauważył David.
- To ja czekam – rzucił Daro i podszedł do zdezorientowanej Nefilim. – Pewnie zastanawiasz się co robimy – zaczął. – Razem z chłopakami walczymy o tytuł Największego Badass’a.
- Co takiego?
- Walczymy ze sobą, każdy z każdym. Wyniki starć zapisujemy w tym zeszycie – wyjaśnił Czerwony, pokazując cienki zeszyt z smokiem na okładce. Ten co ma największą ilość zwycięstw zdobywa tytuł.
- Aha, kto ma go teraz?
- Tak się składa, że ja – odparła Darius.
- Czyli teraz walczą oni? – spytała się Annabel. – A potem ty walczysz z jednym z nich?
- Ze mną konkretnie – odparł Silver. – A potem z Davidem.
- David ma najlepszy układ – zauważyła Nefilim. – Będzie w pełni sił w obu starciach, a wy walczycie dwa razy pod rząd. Czy to nie jest trochę nie fair?
- Na samym początku próbowaliśmy opcji każdy na każdego – rzucił David. – Niestety średnio się sprawdzała, bo zawsze wyglądało tak, że najpierw eliminowało się Badass’a a dopiero potem zaczynał się prawdziwy pojedynek. Tak to każdy musi dawać z siebie wszystko.
- Rozumiem – odparła Anna. – A my co będziemy robić? – zwróciła się do Dariusa.
- Jak na razie to może usiądź i obserwuj starcia – odparł Czerwony. – A tak przy okazji to jak szybko biegasz?
- Nie tak szybko jak wy, ale daję radę. A co?
- W razie czego to polecisz po uzdrowicielkę.
- Po co? – spytała Nocna Łowczyni z przerażeniem.
- My się nie pieprzymy – odparł Daro. – To nie są sparingi tylko prawdziwa walka. Zaraz zobaczysz. – dodał i dał znać chłopakom, że mogą zaczynać pierwsze starcie.
David i Silver stali naprzeciwko siebie z broniami w rękach, gdy tylko zauważyli znak, oznaczający początek starcia ruszyli na siebie. Silver posłał w kierunku Nefelera grat sztyletów, które ten albo omijam, albo odbijał mieczem lub magią. Czarna Furia wystrzelił w Białego wielkim strumieniem ognia, który miał go spalić. Czar zatrzymał się jednak na wielkiej lodowej ścianie, którą stworzył Silver. Następnie Pogromca uderzył w ścianę, która rozpadła się na ostre sople, które pomknęły w Davida. Ten posłał je potężnym podmuchem w ścianę, następnie cisnął w przeciwnika błyskawicą. Silver odskoczył na bezpieczną odległość w tym samym momencie w którym czar uderzał w mokrą podłogę, tworząc łuki elektryczne.
Czarny momentalnie znalazł się przy nim i ciął go mieczem przez pierś. Nim Biały upadł na ziemię jego ciało rozpłynęło się w powietrzu.
- Cienisty klon – wyjaśnił Daro zdziwionej Nefilim.
W tym samym czasie prawdziwy Silver dosłownie wyskoczył z cienia i zaatakował Davida sztyletami. Nefeler odwrócił się w ostatnim momencie i zablokował atak. Nastąpiła szybka i zacięta wymiana ciosów, w której to na przemian zyskiwali i tracili przewagę. Annabel patrzyła jak zaczarowana na to jak blokowali, parowali i atakowali się wzajemnie, co najwyżej zostawiając sobie lekkie zadrapania i płytkie rany, które momentalnie się zasklepiały. W pewnej chwili Silver zdołał wytrącić Davidowi miecz z ręki, ten jednak nie pozostał dłużny i potężnym czarem odrzucił oponenta, który upadając też stracił broń.
Silver momentalnie zerwał się na równe nogi i zobaczył jak Nefeler tworzy w rękach ognisty czar. Szybko zebrał moc i przygotował wodne kontr zaklęcie. Obaj Pogromcy w tym samym momencie wystrzelili w siebie strumieniami, David ognia, a Silver wody. Czary uderzyły w siebie i na linii styku zaczęła tworzyć się wielka chmura pary. Pogromcy stali nieruchomo podtrzymując swoje czary. Przypominało to trochę przeciąganie liny, punkt styku przesuwał się to w jedną to w drugą stronę, aż końcu Czarny zaczął zdobywać przewagę i Biały musiał odskoczyć by uniknąć śmiertelnego ognia.
Silver od razu dobył kolejnych sztyletów i ruszył na Nefelera. Ten chciał zejść przeciwnikowi z drogi, lecz nie umiał się ruszyć. Gdy spojrzał w dół zobaczył, że jego nogi są zamknięte w lodowych słupach. Biała Furia przyłożył sztylet do gardła przyjaciela i uśmiechnął się szyderczo.
- Wygrałem – rzucił i uwolnił Davida.
- Wygrałeś – przyznał Nefeler i podszedł do Dariusa, który właśnie zapisywał wynik w zeszycie. – Skop mu tyłek – rzucił do Czerwonego, siadając koło Annabel na jednym z krzeseł.
- Jak ci się podobało? – spytał.
- To było niesamowite – odparła Nafilim z zachwytem. – Nie boicie się, że zrobicie sobie krzywdę?
- Mimo tego co może się wydawać, doskonale wiemy co robimy. Chociaż czasem zdarzały się poważniejsze szkody.
- Mamy tu uświerknąć? – spytał Daro.
- Skończ te podrywy i tak jest zajęta. Ty chyba też? – dodał Silver.
- Dawałem ci szansę chwilę odetchnąć – rzucił David do Silvera.
- Po czym? Przecież nawet się nie spociłem, walcząc z tobą. Cienki jesteś.
- To dlaczego ostanie dwa razy to ja wygrałem?
- Miałeś fart.
- Dosyć tych pogaduszek – rzucił Daro. – Walczymy czy nie?
Gdy David dał znać, Furie skoczyli sobie do gardeł. Darius od razu zaszarżował na Silvera. Biały dzielnie blokował wszystkich morderczych ciosów katany, lecz nie miał szansy na kontratak. W końcu udało mu się przejąć inicjatywę, ale tylko na chwilę. Daro zasypywał go istną ulewą ciosów. W pewnym momencie Biała Furia użył Kroku w Cieniu*, dzięki czemu prawie natychmiast znalazł się na drugim końcu sali treningowej. Redholl zaczął strzelać w Czerwonego lodowymi i wodnymi czarami, lecz te nie zdawały się na nic, gdyż Darius utworzył wokół siebie swoją ulubioną ognistą aurę. Jego katan zapłonęła żywym ogniem.
Silver mocniej ścisnął sztylety, napełniając je mocą i zaatakował Dariusa teleportując się tuż koło niego. Kiedy ich bronie się starły wszędzie poleciały iskry. Furie dawały z siebie wszystko zasypując się nawzajem ciosami i czarami. W pewnym momencie Darius zaczął mieć widoczną przewagę nad Silverem. Biały zaczął się cofać i miał poważne problemy z odpieraniem wszystkich ciosów. W końcu brakło mu sił i Czerwony silnym ciosem z barka powalił go na ziemię.
- Teraz to ja wygrałem. – powiedział Daro mierząc w przyjaciela kataną.
- Wygrałeś bitwę, ale ja wygram wojnę – zażartował Silver i podniósł się z ziemi.
- No to teraz gwóźdź programu – rzucił David stając na przeciw Dariusa.
- Patrz uważnie – powiedział Silver do Annabel, zajmując krzesło zwolnione przez Nefelera. – Ich walka zawsze jest ciekawa.
- Dlaczego? – spytała Nocna.
- To jest pojedynek nie tylko między Darem i Davidem, ale też między Agramonem i Vaporierem – odparł Biały i dał znać by rozpoczęli.
Nefeler niezwłocznie ruszył na Czerwoną Furie. Ten nie pozostał dłużny. Furie minęły się ocierając się mieczami. Obaj Pogromcy wręcz synchronicznie, odwrócili się na pięcie i wystrzeliły potężny strumień ognia. Oba strumienie uderzyły w siebie, podobnie jak miało to miejsce podczas starcia Nefelera z Silverem. Tym razem jednak przepychanka nie trwała zbyt długo. Czar Dariusa był znacznie silniejszy i zaczął spytać czar Davida. Czarna Furia czekał do ostatniej chwili i odsunął się tak, że strumień minął jego twarz o parę centymetrów. Czerwona Furia doskoczył do przeciwnika i zwarł się z nim mieczami. Furie zaczęli wymianę ciosów. Nefilim patrzyła z niedowierzaniem jak obaj Pogromcy zadają, parują i blokują ciosy. Zupełnie jakby znali ruch przeciwnika zanim ten zdąży go wykonać.
- Są niesamowici – rzuciła szeptem. – Od razu widać, że są na identycznym poziomie.
- To dopiero początek – odparł Silver.
Furie odskoczyli od siebie. Darius naładował swój miecz magią, dzięki czemu ten zapłonął szkarłatnym ogniem. David nie pozostał dłużny, a po klindze jego miecza zaczęły skakać błyskawice. Czerwona Furia zamachnął się bronią posyłając w kierunku Nefelera wielką falę ognia. Ten stał nieruchomo, czekając aż czar się zbliży. W pewnym momencie podniósł miecz do góry i zamachał się nim do przodu, tworząc w ognistej ścianie pionową szczelinę, która zaczęła się powiększać. Czar minął Davida nie czynią mu najmniejszej krzywdy. Następnie Pogromca cisnął w Dariusa piorunem kulistym, który tamten przeciął z łatwością.
- Mógłbyś się trochę bardziej postarać – powiedział Daro uśmiechając się. – Pokaż na co was stać.
- Właśnie chciałem powiedzieć to samo do was – rzucił Nefeler. - Pora skończyć rozgrzewkę – dodał i mocniej ścisnął swój miecz, a błyskawicę, które za nim skakały powiększyły się znacznie.
- Pokaż swą prawdziwą moc, Vaporier! – krzyknął, a błyskawice wystrzeliły we wszystkie kierunki, całkowicie pokrywając broń Davida.
- Nie będziemy dłużni, prawda, Agramon?! – odparł Darius, a jego miecz w odpowiedzi cały pokrył się ogniom tak silnym, że nawet Annabel poczuła bijący od niego żar.
Furie w dwóch susach pokonali dzielącą ich odległość i znowu starli się mieczami. Tym razem było to coś zupełnie innego. Gdy ich bronie stykały się ze sobą w powietrze wylatywały wielkie chmury iskier i wyładować elektrycznych. Było to niczym taniec, śmiercionośny i zarazem niesamowity taniec. Nocna Łowczyni mogła przysiąc, że słyszała cichą rozmowę, lecz głosy nie należały do Pogromców.
- Jak za dawnych czasów, nie prawdaż? – powiedział jeden głos.
- I jak zwykle przegrywasz, Agramonie – odparł drugi głos.
- To się jeszcze okaże, przyjacielu.
Darius odskoczył na chwilę o Davida, a jego miecz eksplodował ogniem. Płomienie nie pokrywały już tylko ostrza, lecz całą broń i wspinały się po ręce Czerwonej Furii, nie czyniąc mu żadnej krzywdy.
- Od kiedy coś takiego potrafisz? - spytał David, zdziwiony, lecz w tym czasie jego własna broń także wybuchła potężnymi błyskawicami i pokryła całą jego rękę.
- Chyba od teraz – zauważył Daro, patrząc na swoją broń.
Darius zaatakował Davida potężnym ciosem z góry. Nefeler chciał zrobić unik, lecz jego ręka sama wystrzeliła w górę, by zablokować atak. Mimo ogromnej siły uderzenia Czarna Furia stał niewzruszony, następnie odrzucił przyjaciela i zaatakował go pchnięciem. Czerwony piruetem uciekł z pod ciosu i przeszedł do kontrataku, celując Davidowi w lewą nogę. Czarny sparował i sam zaatakował, lecz i tym razem Daro uniknął jego ciosu. Obie Furie w tym samym czasie zaatakowali, przez co ich miecze uderzyły w siebie wywołując silne wyładowanie energii, które posłało Pogromców do tyłu. Nefeler wbił miecz w marmurową podłogę by utrzymać równowagę i od razu zaszarżował na Dariusa, atakując skośnie przez pierś. Czerwona Furia odbił atak i sam zaatakował.
Furie zasypywali się gradem ciosów. Po pewnym czasie David zaczął zdobywać lekką przewagę, przez co Darius był zmuszony się cofać. W końcu Nefeler potężnym ciosem wytrącił miecz z ręki przeciwnika. Gdy tylko broń wyleciała w powietrze ogień którym była pokryta zgasł.
- Wygrałeś – rzucił Daro odsuwając się lekko od klingi przyjaciela. – Ale to nadal ja jestem Badassem.
- Jak to? – zdziwił się Silver.
- Każdy z nas wygrał jedną walkę – powiedział David, chowając miecz. – Więc wyniki się nie zmieniają.
- Niech wam będzie – burknął Biały i podał Dariusowi Agramona.
- I jak wrażenia? – spytał Daro Annabel, która podeszła do nich lekko oszołomiona.
- Wiele razy widziałam was w akcji, ale to było coś niesamowitego – odparł. – Nauczycie mnie tak walczyć?
- Nie ma sprawy – odparł David. – I tak ci to obiecałem, ale jest jedna zasada.
- Jaka?
- To co dzieje się w tym pokoju, zostaje w tym pokoju – powiedział Silver.
- Pierwsza zasada Fight Clubu – dodał Daro uśmiechając się do Nefilim.
- Niech będzie. Nikomu nic nie powiem – rzuciła Annabel, dobywając Lukkiri.
- Zacznijmy od podstaw – odezwał się Daro. – Jak często rozmawiasz ze swoją bronią?
- Nie zbyt często – przyznała Nocna Łowczyni.
- Pamiętaj o tym, zwłaszcza w czasie misji – powiedział Silver. – Dobre stosunki z bronią to podstawa lepszej walki.
- Po za tym, każda broń Pogromców ma parę ukrytych asów – dodał David. – To co stało się z naszymi mieczami przed chwilą było jednym z takich asów.
- Jak można poznać te asy? – spytał Anna.
- Tego nie wie nikt – odparł Silver. – Czasem podczas treningów lub sparingów, lecz najczęściej gdy grozi ci śmierć.
- Nic tak nie motywuje do rozwoju jak widmo zgonu – zaśmiał się David. – Kostucha to najlepszy trener personalny jakiego spotkałem.
- Może skończmy ją straszyć i przejdźmy do właściwego treningu – rzucił Darius. – Z tego co kojarzę to Paul strasznie skarży się na twój refleks, więc zaczniemy od niego.
Przez następne pół godziny Nocna Łowczyni była zmuszana do unikania, odbijania lub łapania rzucanych w nią sztyletów. Następnie Pogromcy zaczęli sprawdzać jej wytrzymałość, zasypując ją gradem ciosów, które musiała blokować. Skończyli dopiero wtedy, gdy Annabel nie była już w stanie podnieść ręki.
- A ja myślałam, że treningi z Paulem są ciężkie – wydyszała, padając na krzesło.
- Jakbyście więcej czasu trenowali a mniej całowali to by nie było aż tak ciężko – rzucił Silver.
- My wcale się nie całujemy – zaprotestowała Annabel, oblewając się rumieńcem.
- To czemu jesteś taka czerwona?
- Silver, wyluzuj trochę – powiedział David. – To, że jesteś singlem nie oznacza, że możesz się wyżywać na szczęśliwcach, którzy są w związkach.
- Szczęśliwcach? – zaśmiał się Biały. – Anna, wpadła jak śliwka w kompot. Paul zachowuje się jakby miał kij od miotły w dupie.
- Nie jest aż taki sztywny, potrafi się bawić – zaprotestowała Nefilim.
- Ale na pewno nie potrafi pić – zauważył Daro. - Może powinniśmy dołączyć go do naszej pijackiej paczki?
- Ale zanim zacznie z nami pić to muszę dać mu parę lekcji luzu – odparł Silver.
- Może lepiej nie. Jeszcze za bardzo się do ciebie upodobni, a to by była tragedia – powiedział David.
- Wiesz, David, że miałem mieć bliźniaka, ale go zjadłem – rzucił Silvester
- To dobrze. Dwóch takich jak ty to o dwóch za dużo – odpowiedział Nefeler.
- Bardzo przepraszam, że przerywam te pogaduchy – powiedział Sam, wchodząc do Opery. – Pilnie potrzebuję Dariusa.
- Co wy tak dzisiaj wszystkich potrzebujecie? – zdziwił się David.
- Przygotowujemy się do rzucenia zaklęcia, do którego składniki nam przywieźliście – odparł Anioł.
- A do czego ja jestem wam potrzebny? – spytał Daro.
- Zobaczysz – rzucił Założyciel i wyszedł z sali treningowej.
- Poćwiczcie jeszcze trochę z Anną, potem się spotkamy w jadalni – powiedział Czerwony i wyszedł za aniołem.
David i Silver spojrzeli na lekko przerażoną Nefilim i wrócili do treningu, lecz tym razem nieco lżejszego. W tym czasie Daro wraz z Samandrielem zeszli do lochów Bastionu i weszli do jednej z sal, które zwykle były zamknięte na cztery spusty. W pokoju znajdował się wysoki pulpit z wielką ciężką księgo, przy którym stał Balzael oraz spore palenisko w którym leżało jajo feniksa, przysypane żarzącym się węglem.
- Co mam robić? – spytał Pogromca.
- Musisz rozgrzać jajo – odparł Bal.
- Po co?
- Do zaklęcia jest nam potrzebne pióro feniksa, a nie jego jajo – powiedział Sam.
- Do czemu kazaliście nam zdobyć jajo?
- Ponieważ, to musi być pióro pisklaka – rzucił Bal.
- Ale to jajo jest skamieniałe, nic się z niego nie wykluje – powiedział Daro.
- Jaja feniksa mogą leżeć setki lat, a ptak i tak się wykluje – odparł Sam. – Potrzeba to tego wysokiej temperatury, a ty jako użytkownik magii ognia jesteś w stanie osiągnąć wymaganą temperaturę.
- Jak mam to zrobić?
- Stwórz najgorętszy ogień jaki tylko jesteś w stanie stworzyć, a następnie podpal jajo – odpowiedział Bal. – My w tym czasie będziemy stabilizować jajo i wspomagać cię energią.
- No to do roboty – rzucił Daro i podszedł do paleniska.
W rękach stworzył najsilniejszy ogień jaki był w stanie i na znak anioła posłał go w jajo. Płomień uderzył w metalowy stojak rozgrzewając go do czerwoności. Bal mamrotał coś pod nosem przy pulpicie, a Sam trzymał Pogromcę za ramię przelewając w niego swoją moc, by ten był w stanie utrzymać zaklęcie. Ogień był tak silny, że palenisko zaczęło powoli się topić, nawet Darius zaczął odczuwać narastające pieczenie w dłoniach. Mimo tego jajo nic się nie zmieniło, wydawało się wręcz zimne.
W pewnym momencie palenisko nie było już w stanie utrzymać jaja, które uderzyło o ziemię. Dopiero po chwili zaczęło pojawiać się na nim malutkie pęknięcie, które powiększało się powolutku. Pieczenie odczuwane przez Pogromcę zmieniło się w ból, lecz ten nie przestał ogrzewać jaja. Zrobił to dopiero, gdy pęknięcie powiększyło się na tyle, że można było już zobaczyć mały pomarańczowy dziób feniksa. Darius spojrzał na swoje dłonie, które całe były pokryte białymi pęcherzami. Samandriel od razu zaczął mu je opatrywać, a Bal w tym czasie pomógł pisklakowi do końca się wykluć. Mały feniks był wielkości gołębia i w ogóle nie przypominał pisklaka. Miał zakrzywiony dziób podobny do orła lub jastrzębia. Był prawie w całości upierzony, łyse miał tylko brzuch i połowy skrzydeł, za to ogon był w pięknych odcieniach czerwieni i złota. Balzael szybkim ruchem wyrwał z niego parę piór, a następnie pokazał feniksa Dariusowi. Pogromca pogłaskał ptaszynę po małej główce, a ten od razu wyrwał się demonowi i wskoczył Furii na prawie zdrową już rękę. Następnie poczłapał w jej górę i usadowił się wygonie na jego ramieniu, wtulając się w jego policzek. Mimo swoich małych rozmiarów feniks miał bardzo silne szpony, które wbiły się Pogromcy w ramię.
- Chyba cię polubił – zauważył Sam, krzyżując ręce na piersi.
- Możecie go już ode mnie zabrać? – spytał Pogromca, lekko niepewnym głosem.
Bal zaśmiał się i spróbował zdjąć feniksa z ramienia Dariusa, lecz ten zamachał półnagimi skrzydłami i prychnął na demona. Założyciel cofnął się zdziwiony i jeszcze raz spróbował zabrać ptaka lecz ten ugryzł go w palec do krwi, a następnie przeskoczył na drugie ramię Dara, oddalając się od demona.
- Chyba uznał cię za swojego opiekuna – powiedział Sam, podchodząc ostrożnie do Furii. – Musisz się nim zaopiekować.
- Żartujecie? Ja nie znam się na zwierzętach.
- Dasz sobie radę – odparł Sam, wychodząc z Balem z pokoju i prowadząc Pogromcę na górę.
- Ja naprawdę nie znam się na opiece nad czymkolwiek – rzucił przerażony Daro. – Poważnie, ususzyłem kaktusa.
- Feniksy są prostsze w opiece niż kaktusy – powiedział Bal, uważnie obserwując zraniony palec – Wystarczy im trochę wody, jakieś mięso i patyk do siedzenia.
- Ale…
- Żadnych ale – uciął demon, zatrzymując się przed drzwiami jadalni. – To teraz twój feniks, sam ciebie wybrał, więc nie masz wyboru. – po tych słowach razem z Samandrielem wszedł do jadalni, pozostawiając Dariusa oszołomionego.
W pewnym momencie pisklę ugryzło Czerwoną Furie w ucho wyrywając go z osłupienia.
- Nie rób tak więcej – powiedział do ptaka i wszedł do sali za Założycielami.
W pomieszczeniu znalazł pozostałe Furie z Annabel, którzy patrzyli na niego z niedowierzaniem.
- Co to jest? – spytał David, wskazując na pisklę.
- Co pierwszy raz widzisz feniksa? – odparł Daro, zajmując swoje miejsce, pomiędzy Nefelerem i Silverem.
- To jest prawdziwy feniks? – zdziwił się Biały.
Darius westchnął głośno i opowiedział im co się wydarzyło, gdy wyszedł z Opery.
- To jest strasznie niesprawiedliwe – żachnął się Silver. – I ty Brutusie przeciwko mnie.
- O co ci chodzi? – zdziwił się Czerwony.
- Jak o co? Najpierw David, a teraz ty masz własne mityczne zwierzątko. Ja też takie chce.
- O czym ty gadasz? – spytał David, wychylając się nad stołem.
- Jesteś jedyną osobą, może nie licząc Bala, której Lara je z ręki – odparł Silver, a po chwili dodał. – Lub wyjada z talerza.
Nefeler odwrócił się w momencie w którym ogar porywał mu z talerza udko kurczaka.
- LARA! – krzyknął, a ta położyła mu mocno już nadgryzione mięso na kolanach, śliniąc przy tym całe spodnie, następnie odsunęła się ze spuszczonym łbem. David podniósł udko i rzucił je Larze z powrotem. Ogar złapał kurczaka w locie i pożarł go jednym kłapnięciem.
- No właśnie o to mi chodzi – zauważył Silver. – A teraz to jeszcze Daro zyskał swojego zwierzaka.
- Jak chcesz mogę ci po oddać – odparł Czerwony. – Ja nie umiem opiekować się zwierzętami.
- Z tego co czytałem to feniksy potrzebują opieki dopóki w całości nie pokryją się piórami, co zajmuje mim góra kilka tygodni – powiedział David. – A do tego czasu potrzebują po prostu jedzenia i wody.
- To co ja mam z nim teraz zrobić? – spytał Daro i syknął gdy pisklę znowu ugryzło go w ucho.
- Proponuję dać mu trochę schabowego – zauważył Silver i podał ptakowi kawałem kotleta, ten obrzucił Pogromcę nieufnym spojrzeniem czarnych oczek, lecz po chwili złapał mięso i połknął. - Musicie mi znaleźć też jakieś takie zwierzątko – dodał po chwili Biały.
- Nie głupi pomysł – zauważyła Annabel, która podeszła do nich chwilę wcześniej. – Jakbyście jeszcze nauczyli je pomagać wam w walce to już w ogóle byłby odlot.
- Dla mnie bomba – rzucił Silver.
- Ja jestem za – powiedział David i rzucił Larze kość po udku, które ta pożarła od razu.
- Niech wam będzie – odezwał się Darius, podając feniksowi kawałem kiełbaski.


<<<&>>>

*Krok w Cieniu to jedna z technik pozwalających momentalnie przemieścić się na niewielką odległość. Innymi przykładami takiej techniki jest Świetlisty Skok oparty na magii światła lub Szkarłatny Błysk zależący do magii wiatru.

Udało się o wiele szybciej niż ostatnio, lecz i tak później niż chciałem.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Zachęcał do komentowania i wytykania wszelkich błędów, które na pewno się gdzieś znajdą, mimo moich najszczerszych chęci
Od razu mówię, że nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, ponieważ wyjeżdżam i nie będę miał dostępu do komputera.
Pozdrawiam,

Zwierzak

wtorek, 18 lipca 2017

Co było w Rzymie, zostaje w Rzymie

Samandriel i Balzael czekali z niecierpliwością na powrót wszystkich trzech grup. Jako pierwsi wrócili David i Sebastian, następne były Rosalin i Jennifer, a na końcu Darius i Silvester. Wszystkim udało się zdobyć wymagane składniki.
- Mówiłem, że dadzą radę – powiedział anioł, odbierając jajo feniksa od Dara.
- Miałeś racje, jak zwykle – burknął demon. – Jak tam skrytka? – dodał zwracając się do Furii.
- Całkiem w pałkę, ale można by ją lekko upgradować – rzucił Silver. – Chyba, że chcecie otworzyć tam muzeum.
- A jak z zabezpieczeniami?
- Nie martw się, pająki zmieniają wartę co dwie godziny – zażartował Biały.
- Wszystkie zabezpieczenia działają jak ulał – odparł Darius. – Ale wyślijcie tam kogoś wcześniej niż za kolejne 200 lat.
- Postaramy się – powiedział Sam i pozwolił chłopakom odejść
- O, wróciliście – rzucił David, wpadając na nich na korytarzu.
- Jak widać – odparł Darius. – Jak było w Nowym Jorku?
- Całkiem spoko, właśnie idę spotkać się z resztą ekipy, idziecie?
- Jasne, nigdy nie omijam okazji by się napić – powiedział Silver.
- Uważaj, bo jeszcze wpadniesz w alkoholizm – ostrzegł Daro, ruszając za Davidem.
Cała trójka weszła do jednego z wielu pomieszczeń, w którym Pogromcy mogli spędzać czas wolny. Przy dużym stole siedzieli już Natalie, Rose, Caroline, Jen, Seba i Paul z Annabel, siedzącą mu na kolanach.
- Znalazłeś ich – zauważyła Caro.
- Nie było to zbyt trudne – odparł siadając obok niej. – Silver wyczuje zapach alkoholu z kilometra.
- No to jak było w Londynie? – spytał Paul.
Darius i Silver dokładnie zrelacjonowali przebieg ich misji w stolicy Wielkiej Brytanii.
- Zawsze chciałam pojechać na chwilę do Londyńskiego Instytutu – rzuciła Annabel.
- Jak wygląda ta cała skrytka? – zagadał Sebastian. – Wszystko co o niej mówią to prawda?
- Robi wrażenie – odparł Daro.
- Właśnie, mam do was interes – rzucił Silver, zwracając się do Kłusownika i Caroline. – Umielibyście przenieść z dla mnie coś z Londynu do Bastionu?
- To zależy co byś chciał – odparli jednocześnie.
- Stary, mam nadzieję, że nie chodzi ci o tą armatę? – Daro spojrzał błagalnie na przyjaciela.
- Jaka armata? – zdziwiła się Rose.
Silvester szybko zrelacjonował im swój pomysł związany z wielką armatą. Gdy skończył wszyscy obecni wybuchli śmiechem.
- Silver, a wiesz, że takie armaty są w lochach? – powiedział David.
- Serio?!
- Tak, serio.
- Po co wam armaty? – zainteresowała się Annabel.
- W razie ataku z morza – odparł jej chłopak, jakby to było oczywiste.
- W ogóle mamy najnowszego newsa – zawołał Daro. – Ben zostaje nowym Wielkim Czarodziejem Londynu.
- Żartujesz? – zawołali wszyscy jednocześnie.
Czerwona Furia streścił im rozmowę z czarodziejem.
- Ekstra.
- Ok, Londyn za nami – powiedziała Caroline, patrząc na Davida. – Teraz czas na Nowy Jork.
Czarna Furia szybko opowiedział o tym co ich spotkało.
- Trochę mi ich brakuje – rzuciła Anna z lekka nutą nostalgii w głosie.
- A co się działo w Rzymie? – spytał David, patrząc na Jen.
- Nic ciekawego – odparła popijając drinka. – Przyjechałyśmy, poszłyśmy na aukcje, normalnie kupiłyśmy jad i wróciłyśmy.
- Na pewno nic ciekawego się nie działo? – wynikała Natalie.
- Nuda jakich większych nie było – rzuciła Rose, patrząc na Jennifer.
„No może nie licząc paru rzeczy” – pomyślały jednocześnie.

***
Pogromczynie dotarły do stolicy Włoch dużo później niż przypuszczały. Przedarcie się przez zatłoczone, wąskie uliczki okupowane przez turystów zajęło im dużo czasu, lecz w końcu stanęły przed wielkim hotelem z basenem nie daleko centrum miasta. Rozpakowały się i postanowiły pójść coś zjeść na miasto.
- Może tutaj? – spytał Rose, stając przed dużą pizzerią.
- Nie wiem, czy pizza to dobry pomysł – oparła Jen. – Na bank, pójdzie mi w dupę.
- Daj spokój, być we Włoszech i nie zjeść oryginalnej pizzy to grzech – upierała się Rose. – A poza tym to nie jest z tobą tak źle.
- No dobra, niech ci będzie – poddała się Jen i weszła do restauracji z przyjaciółką.
- To gdzie teraz? – spytała Zabójczyni, gdy jakiś czas później wyszły z pizzerii.
- Pod Fontannę di Trevi – rzuciła Złota i poszła w kierunku słynnego zabytku.
Gdy tam dotarły słońce już zaczęło kryć się za horyzontem, malując niebo w złoto i czerwień.
- Pięknie tu – stwierdziła Jen, podziwiając grę światła na rzeźbach fontanny.
- Wrzuć tam monetę – powiedziała Rose podając koleżance pieniążek.
- Czemu mam to robić? – zdziwiła się Jennifer.
- Żeby tu w przyszłości wrócić – odparła Szept i pokazała jej co ma robić.
- Nie wierzę w zabobony.
- To nie są żadne zabobony – żachnęła się Rosellin. – To naprawdę działa.
- Masz na to jakiś dowód? – spytał Jen, krzyżując ręce na piersi.
- Ja jestem dowodem. Ostatni raz byłam tu z rodzicami, gdy miałam czternaście lat, a potem to nie było zbytnio okazji do podróży. Jednak znowu tu jestem.
- Niech ci będzie – rzuciła Gardner i powtórzyła rytuał, który chwilę temu pokazała jej Rose.
- No widzisz nie było to takie trudne. Co powiesz na lody?
- Najpierw pizza, teraz lody? Jakim cudem jesteś taka chuda jak tyle jesz? – spytał Jennifer.
- To moja słodka tajemnica – rzuciła van Dirk prowadząc przyjaciółkę w miasto.

***
- Wybrałyśmy się na wieczorny spacer – powiedziała Jen, biorąc łyk drinka.
- Ale później wydarzyło się coś ciekawego? - spytała Caroline.
- Sumie to nic się nie działo – odparła Jennefer. – Wróciłyśmy do hotelu o północy, a następnego dnia wykorzystały możliwość odprężenia się w hotelowym SPA.
- Jedyną rzeczą warta opowiedzenia była przygoda z moją sukienką – rzuciła Rose.
- Mówisz o tej fajnej złotej?- dopytywała się Natalie.
- Już nie jest taka fajna – burknęła Złota.

***
- Pośpiesz się trochę! – ponagliła przyjaciółkę Zabójczyni. – Ile można siedzieć w łazience?
- Nie marudź, tylko przydaj się na coś i wyjmij mi sukienkę z szafy – odparła Rose zza drzwi.
Jennifer burknęła coś pod nosem i podeszła do wielkiej drewnianej szafy w, której trzymały ubrania. Z wnętrza wyjęła dwa długie pokrowce na sukienki. Z jednego wyciągnęła długą czarną sukienkę na ramiączkach, z wycięciem, odkrytymi plecami i dekoltem w serek. Druga sukienka była złota…
Gdy Rose wyszła w końcu z łazienki, Jen siedziała już przebrana i ubierała buty na obcasie. Szept szybko przebrała się w swój strój i po pięciu minutach była już gotowa do wyjścia.
- Idziemy? – spytała.
- No to idziemy – odparła Jen, wstając i ruszając do drzwi.
Gdy dziewczyny dotarły do recepcji, Jennifer zatrzymała się na chwilę by zostawić klucz, a Rose wyszła już na zewnątrz. Zabójczyni podawała kartę recepcjoniście, gdy na zewnątrz ktoś potwornie zaczął krzyczeć.
Jen wystrzeliła jak z procy i wypadła na zewnątrz. Tuż na progu zobaczyła Rose, leżącą w wielkiej czerwonej kałuży.
- Rose!!! – krzyknęła i nachyliła się nad przyjaciółką, która już powoli wstawała z ziemi. – Co się stało? Skąd tyle krwi?
- To farba – powiedziała Pogromczyni, opierając się o ramię przyjaciółki. Cała jej sukienka była poplamiona i porwana w wielu miejscach.
- Nic się pani nie stało? – spytał kierownik hotelu, który wypad z budynku. – Najmocniej panią przepraszam.
- Co tu się właściwie wydarzyło? – spytała Jen.
- Mamy mały remont – odparł kierownik. – odmalowujemy dach.
- I komuś wypadła cała puszka farby, która postanowiła spaść sobie i wybuchnąć tuż koło mnie – dodała Rose, oglądając swoje zniszczone ubranie w wielkich szklanych drzwiach. - Gdzie ja teraz znajdę jakąś sukienkę?
- Myślę, że w tej sprawie mogę pani pomóc – rzucił kierownik hotelu. – Właśnie dostaliśmy nową dostawę do hotelowego sklepu. Może pani wybrać sobie co pani zechce, oczywiście na koszt firmy.
- Może najpierw wróć pod prysznic zanim ta farba nie wyschnie, bo wyglądasz jak wampir – powiedziała Jen, wskazując na umorusaną twarz przyjaciółki.
- Jak dobrze, że te istoty to tylko legendy – dodał kierownik, na co Pogromczynie prawie wybuchły śmiechem.
Dziewczyny wróciły do pokoju, a Rose znowu zniknęła w łazience. Wyszła z niej po niespełna kwadransie.
- Szybko ci poszło – powiedziała Jen.
- Na szczęście użyłam makijażu wodoodpornego – odparła. – Co to jest?- spytała, wskazując wielki stos sukienek leżący na łóżku.
- Pracownicy to przynieśli byś mogła wybrać co chcesz założyć.
Van Dirk przez chwilę przeglądała leżące ubrania, aż w końcu wybrała długą do kolan krwiście czerwoną sukienkę na ramiączkach, z dekoltem w klin.

***
- Z całym szacunkiem, ale możecie w końcu skończyć gadać o ciuchach? – powiedział David. – Trochę przynudzacie.
- Nie marudź – odparła Caroline, szturchając go w żebra. – Chciałabym się dowiedzieć więcej o tej sukience.
- Błagam nie – zawołał Silver. – Jeśli jeszcze raz usłyszę dekolt w serek, to chyba przestanę jeść nabiał.
- Przejdźcie do meritum – dodał Daro. – Proszę.
- Niech będzie – odparła Jen. – Tak jak mówiłam na aukcji normalnie kupiłyśmy jad, ale musiałyśmy załatwić jeszcze jedną małą sprawę.

***
- 200 000 po raz pierwszy! – zawołał licytator.
- Już mamy to w kieszeni – szepnęła, uradowana Rose.
- Do raz drugi! Po raz trze…
- 800 000! – zawołał wysoki, umięśniony brunet.
- Co!? – powiedziała Jennifer.
- Musimy to przebić – rzuciła Złota.
- Nie mam, aż tylu pieniędzy.
- To co teraz?
- Nie wiem.
- 800 000 po raz pierwszy! – ryknął licytator. – Po raz drugi, po raz trzeci, sprzedane!
- Cholera – zaklęła Jen, zrywając się z miejsca i podchodząc do mężczyzny, który przed chwilą wygrał licytację.
- Posłuchaj no koleś – powiedziała do niego. – Bardzo nam zależy na tym jadzie.
- Porozmawiamy po aukcji, pod fontanną di Trevi – odparł nieznajomy.
- Ale…
- Po aukcji, pod fontanną – rzucił mężczyzna i wyszedł.
Gdy tylko licytacja została oficjalnie zakończona Pogromczynie pognały we wskazane miejsce by spotkać się z nieznajomym. Gdy tam przybyły on już na nie czekał z koszem owoców i kieliszkami wina.
- Miło was znowu widzieć – rzucił na powitanie.
- Chciałybyśmy móc powiedzieć to samo – odparła Jen.
- Niech pan nas zrozumie nam bardzo zależy na tej rzeczy, odkupimy ją od pana – dodała Rose.
- To się świetnie składa, bo mi w ogóle na tym nie zależy na pieniądzach zresztą też.
- W takim radzie, dlaczego pan to kupił? – spytała Rose.
- Ponieważ chciałbym was prosić o drobną przysługę – odparł mężczyzna, podchodząc do nich z kieliszkami. – Częstujcie się – dodał podając im je. Gdy Jennifer wzięła kieliszek, przez przypadek dotknęła nieznajomego srebrną bransoletką. Ten syknął i cofnął rękę.
- Czyli dobrze mi się wydawało, że jesteś wilkołakiem – zauważyła Rose.
- Tak, jestem – odparł, rozcierając oparzoną dłoń. – Wracając do tematu. Ja i mój znajomy organizujemy małe After Party i bylibyśmy bardzo zadowoleni, gdybyście wpadły.
- Gdzie jest haczyk? – spytała Gardner.
- Nie ma żadnego haczyka. Przyjdziecie, zabawicie paru gości, pobawicie się i każdy z nas dostanie to czego chce. Co wy na to?
- Chyba nie mamy innego wyjścia.
Następnie cała trójka wróciła pod Koloseum i stamtąd ruszyła do wielkiej rezydencji z ogrodem wielkości boiska do piłki nożnej. Gdy weszli przez wielkie dębowe drzwi, na spotkanie wyszedł im szczupły blondyn. Był nieco niższy od swojego przyjaciela.
- Teraz rozumiem czemu, aż tak ci na nich zależało – powiedział, przyglądając się Pogromczyniom. – Witam was, drogie panie, w moich skromnych progach – dodał zwracając się do dziewczyn. – Chodzicie za mną, wyjaśnię wam o co chodzi.
Poprowadził je do dużego gabinetu i usiadł za wielkim mahoniowym biurkiem.
- Mam na imię Pietro, a mojego przyjaciela Pablo już miałyście okazje poznać – zaczął. – Jak się pewnie domyślacie jesteśmy Podziemnymi, dokładnie to…
- Wilkołakami, wiemy – przerwała mu Jennifer.
- Zgadza się. Ale poza tym należymy do jednej z największych włoskich mafii. W jej skład wchodzą tylko i wyłącznie Podziemni, lecz nie tylko Likantropy. Co roku jest organizowane, wielkie spotkanie wszystkich członków naszej rodziny i przedstawicieli innych wpływowych mafii. W tym roku przypada nasza kolej by zorganizować to spotkanie.
- A do czego my wam jesteśmy potrzebne? – spytała Rose.
- Te spotkania to próba sił. Każdy z nas stara się wyciągnąć jak najwięcej pożytecznych informacji. Waszym zadanie będzie zdobywanie ich.
- W jaki sposób mamy to robić?
- Skuteczny – odparł blondyn. – Czasami wystarczy parę drinków i już język im się rozwiązuje, a czasami potrzeba czegoś więcej.
- Co masz na myśli? – powiedziała Jen, gromiąc gospodarza wzrokiem.
- Jesteście pięknymi kobietami, postarajcie się to wykorzystać. Im lepiej się spiszecie tym lepsza nagroda was czeka.
- Czy tylko my dwie mamy się w to bawić?
- Oczywiście, że nie. Poza wami będzie też tu parę innych naszych „agentek”.
- Mam nadzieję, że to nam się opłaci – odparła Jen.
- Nasz zysk to i wasz zysk – odparł Pablo. – Spotkanie zaczyna się za godzinę. Do tego czasu możecie robić co chcecie.
- Gdy spotkanie, się zacznie bądźcie czujne – dodał Pietro. – Nie tylko my działamy w ten sposób.
Po godzinie zaczęli przychodzić pierwsi goście, wszyscy witali się bardzo serdecznie z gospodarzami, całują ich w wielkie sygnety. Po krótkim czasie olbrzymia sala bankietowa zapełniła się ludźmi i wszyscy rozmawiali ze sobą na błahe tematy. Jen i Rose chodziły to tu to tam starając się wyłapać z rozmów jakiekolwiek strzępy przydatnych informacji. Wszystko na nic, w końcu Rose nie wytrzymała i zaczęła grać głupiutką blondynkę. Od razu została zaproszona, do małej grupki by umilić im czas. Zabójczyni też spróbowała tej sztuczki lecz w jej przydatku zadziałała zupełnie odwrotnie.
- Trzeba było pomalować włosy – sarknęła pod nosem.
- Albo ogolić się na łyso – rzucił niedbale młody chłopak, który przyglądał jej się od dłuższego czasu.
Jennifer spiorunowała go wzrokiem i ruszyła dalej przez tłum.
- Przepraszam, jeśli panią uraziłem – powiedział młodzieniec, wyrastając, jakby z podziemi, tuż przed nią.
- Dam ci radę – odparła. – Sarkastyczne uwagi to kiepski pomysł na podryw.
- A komplementy?
- To zależy.
- Twe włosy czarniejsze niżli noc i oczy lśniące niczym gwiazdy.
- Już lepiej, wampirku – rzuciła Pogromczyni, przyglądając się uważnie rozmówcy.
- Ahh, co za inteligencja. Czym może być lepsze połączenie? Taki wygląd i mózg. Bogini, po prostu bogini.
- Wystarczy Jen.
- Cóż za wspaniałe imię. Tak krótkie, a zarazem tak wiele znaczące – zachwycał się dalej.
- Zaczynasz powoli przeginać – zauważyła Jennifer.
- Tak źle i tak nie dobrze – odparł wampir. – Jak mam z wami rozmawiać?
- Może najpierw się przedstaw. To najlepszy początek.
- Wybacz. Jestem Joseph – odpowiedział chłopak, lekko zakłopotany. – Jak pewnie zauważyłaś, mam lekkie problemy z rozmawianiem z dziewczynami.
- Nie jest chyba, aż tak źle. Jakby nie patrzeć, rozmawiasz ze mną już od kilku minut.
- I już dwa razy zdążyłem cię zdenerwować – zauważył Joseph.
- Gdybyś mnie zdenerwował, już dawno leżał byś martwy – oparła Jennifer.
- Może miała byś ochotę towarzyszyć mi przez chwilę? – zaproponował.
- W sumie, nie mam nic innego do roboty.
- Wybornie – ucieszył się wampir. Następnie podał Pogromczyni rękę i ruszył przez salę.
- Bardzo ci dziękuję – powiedział po chwili. – Mój starszy brat uważał, że żadna obecna tu dziewczyna nie zwróci na mnie uwagi.
- Najważniejsze jest pierwsze wrażenie – odparł Jen. – Musisz nad tym trochę popracować.
Wyszli z głównej sali i udali się do mniejszego pomieszczenie, w którym siedziało czterech mężczyzn w garniturach, każdy miał ze sobą osobę towarzysząca.
- W końcu jesteś – powiedział jeden z nich. – No proszę, proszę. Nie doceniłem cię braciszku.
Joseph poprowadził Jennifer do okrągłego stolika, wyjaśniając jej szeptem, że wszyscy tu obecni to przedstawiciele innych mafii rządzących włoskim półświatkiem. Następnie wszyscy usiedli i zaczęli rozmawiać ze sobą na różne tematy. Ulubione sporty, wyższość włoskiej kuchni nad innymi, aż w końcu przeszli do bardziej biznesowej części rozmowy. Jen starała się wyłapać i zapamiętać najistotniejsze fragmenty. Mimo swej dobrej znajomości języka dialekt, którym posługiwali się mafiosi był trudny do zrozumienia. Na szczęście nie wszyscy rozmówcy, byli rodowitymi Włochami, przez co wiele rzeczy były dopowiadane po angielsku.
Po jakiejś godzinie walki z językiem, spotkanie dobiegło końca i mężczyźni zaczęli opuszczać pomieszczenia razem ze swoimi towarzyszkami lub towarzyszami. W pokoju zostali tylko Jen, Joseph i jego brat.
- I co o tym wszystkim myślisz? – spytał brat wampira, nie przejmując się zbytnia obecnością Pogromczyni.
- Ten interes z yin fen śmierdzi na kilometr – odparł Joseph. – Nie wydaje mi się to najlepszym pomysłem.
- Można na tym zarobić krocie – upierał się starszy z braci. – Poza tym Przyziemni prawie tego nie znają.
- Ale Nefilim doskonale wiedzą co to jest i jak to działa – rzucił młodszy. – Już wolę ryzykować z prawem, niż z Prawem.
- Niech ci będzie – poddał się starszy. – Idź i daj Matiasowi naszą odpowiedz.
Gdy Joseph ruszył do drzwi Jennifer podążyła za nim, lecz brat wampira poprosił ją o zostanie.
- Nadal się dziwię jakim cudem taki tchórz jak on, wyrwał taką laskę jak ty – powiedział, kiedy kroki wampira ucichły.
- Rozsądek to nie tchórzostwo – odparła, odsuwając się nieznacznie od zbliżającego się chłopaka.
- Kiedy obaj zostaliśmy Podziemnymi, Joseph chciał zagłodzić się na śmierć, bał się pogodzić z losem i przyjąć ofiarowaną mu potęgę. Ja od razu zaakceptowałem swój wilkołacyzm. Dzięki moim zdolnościom mogliśmy w końcu przejąć władze w mafii i zacząć rządzić.
- Potęga jest pokusą, której łatwo ulec, jeśli to zrobisz to twoja moc zawładnie tobą, a nie ty nią – odparła Jen, patrząc w oczy wilkołaka.
- Co ty możesz o tym wiedzieć? – odparł podchodząc coraz bliżej.
- Dużo więcej niż ci się wyd… - zaczęła, lecz wilkołak doskoczył do niej i zaczął całować ją łapczywie, jedną ręką złapał ją za pośladki, a drugą szukał zamka jej sukni. Pogromczyni próbowała go od siebie odepchnąć, lecz wilkołak był silniejszy. W końcu Zabójczyni nie wytrzymała i przy pomocy mocy Starożytnych odrzuciła natrętnego adoratora na drugi koniec pokoju.
Wilkołak poderwał się na równe nogi i uśmiechnął paskudnie.
- Zaczynasz podniecać mnie coraz bardziej – powiedział i rzucił się na dziewczynę.
Jennifer zwinnym unikiem ominęła wyciągnięte ku niej ręce, następnie silnym kopniakiem w krocze wyeliminowała przeciwnika z gry. Odwróciła się na pięcie i wymaszerowała z pomieszczenia. Za drzwiami wpadła prosto na Josepha.
- Widziałaś gdzieś mojego brata? – spytał.
- Potknął się o za wysokie progi – odparła, wskazując drzwi za sobą. – Przez jakiś czas musi dać sobie spokój z  igraszkami – dodała i ruszyła dalej.
- Co on znowu odwalił? – rzucił wampir i wszedł do środka.
Kiedy Jen wracała na salę, gdzie odbywał się bankiet z jednego pokoju nagle wypadły drzwi, a wraz z drzwiami jakiś mężczyzna, z opuszczonymi spodniami. Tuż za nim na korytarz wyszła Rose.
- Ci mafiosi są niemożliwi, trochę wypiją i już mają lepkie ręce – rzuciła do przyjaciółki.
- Najgorsze jest to nie rozumieją subtelnych sygnałów – odparła Zabójczyni.
- No właśnie – powiedziała Złoty Szept. – Temu musiałam dać kosza śmietnikiem.
Gdy obie weszły na salę, impreza dobiegała powoli końca. Wielu gości było wynoszonych z sali. Na środku stała mała grupka dziewczyn w ich wieku.
- Włoscy gangsterzy mają strasznie słabe głowy – rzuciła Rose.
- I twarze – odparła jedna z dziewczyn.
- Następnym razem chyba zainwestuję w agencję towarzyską – powiedział Pietro, wchodząc do pokoju. – Zapraszam wszystkie do swojego gabinetu.
Gdy wszyscy znaleźli się w wskazanym pokoju, każda z dziewczyn zaczęła mówić co udało jej się ustalić, następnie wychodziła z Pablem. Pietro wysłuchiwał wszystkich z kamienną twarzą.
- Mam nadzieję, że wam udało się podsłuchać coś ciekawszego niż te pierdoły o nielegalnej broni – powiedział gdy w pomieszczeniu zostały tylko Pogromczynie.
- Matias planuje sprowadzić duży zapas yin fen i zasypać nim rynek – zrelacjonowała Jennifer. – Chce w to wciągnąć prawie wszystkie znaczące mafie, ale Joseph nie chce mieć z tym nic wspólnego.
- To bardzo przydatna informacja – powiedział wilkołak. - Joseph nie jest głupcem w przeciwieństwie do jego brata. Może uda nam się zawrzeć jakiś trwalszy sojusz – zamyślił się.
- Alonzo planuje pozbyć się gangu Drwala – rzuciła Rose. – Mówił też coś o sprawie Carlo, ale nie do końca zrozumiałam o co chodzi.
- Ja rozumiem – odparł Włoch. – Hmm, Drwal, faktycznie jest wrzódem na dupie, ale jeśli Alonzo go kropnie to za bardzo urośnie w piórka. Chyba jakiś anonim powinien ostrzec Drwala.
- Zajmę się tym – powiedział drugi z wilkołaków.
- Spisałyście się – rzucił Petro. – Mimo szkód, które żeście wyrządziły.
- Nie nasza wina, że nie rozumiecie słowa „nie” – rzuciła Jennifer.
- Tak, czy owak, zasłużyłyście na to – odparł i wręczył dziewczynom szkatułkę z jadem Mantikory. – Nie rozumiem po jaką cholerę wam to świństwo, ale umowa to umowa.
- Co to jest? – spytała Rose, wyjmując z skrzynki małą karteczkę.
- Rachunek za zniszczenia – rzucił wilkołak. – No co tak na mnie patrzycie i tak jestem stratny jakieś pół bańki.
Dziewczyny wypłaciły wilkołakom żądaną sumę, wsiadły do samochodu i ruszyły w kierunku domu. Gdy stały na światłach w szybę zastukał im Joseph, siedzący na wielkim czarnym motorze.
- Jakbyś się kiedyś stęskniła to zadzwoń – powiedział, podając Jen karteczkę z wypisanym numerem telefonu.

***
- Nudy, miałem nadzieję na jakąś wciągającą historię – powiedział Silver, wstając od stołu i ziewając. – Tak mnie znudziła ta wasza opowieść, że aż zachciało mi się spać. Dobranoc.
- Silver, nie zapomnij wyjąć z mojego samochodu swojej piżamy w samochodziki – rzucił na nim Daro.
- Przynajmniej, nie jest tak obciachowa, jak twoje bokserki w Charmandery – odarł Biała Furia, wychodząc.
Po chwili wszyscy poszli w ślad Silvera i zebrali się do łóżek, swoich lub cudzych.

<<<&>>>
Niestety zdarzyła się lekka obsuwa, ale jeśli mam być szczery, to w ogóle nie miałem weny na tę konkretną notkę.
Następna powinna pojawić się szybciej. Nie powiem kiedy dokładnie, bo znowu szlak wszystko trafi.
Jak podoba się inna koncepcja i sama notka?
Jeśli przypadł wam do gustu taki układ rozdziału, to co jakiś czas mogę tworzyć podobne.
Jakby kogoś to interesowało, to powoli zbliżamy się do fragmentu na który sam czekam z niecierpliwością.
Pozdrawiam,
Zwierzak