poniedziałek, 6 czerwca 2016

Pobudka

Gdy przeszli przez Bramę, wszyscy popędzili do Lecznicy, by zobaczyć co z Paulem i Silverem. Na miejscu okazała się, że obaj są operowani, a ich samych zaczęto badać i opatrywać.
- Możesz przestać – powiedział David do Annabel, która nieustanie chodziła w te i z powrotem po sali chorych.
David leżał na jednym z łóżek cały w bandażach. Nefeler nie odniósł zbyt wielu poważnych ran, ale na jego ciele pojawiło się mnóstwo poparzeń. Koło niego leżała Caroline. Jej stan był nieco gorszy. Uderzenie demona strzaskało jej skroń i wywołało krwotok. Gdyby nie była Pogromczynią niechybnie by umarła, lecz nie tak łatwo zabić Pogromcę. Jennefer miała wstrząs mózgu, poobijany kręgosłup i sporo siniaków. Rose miała połamane żebra, a noga Natalie już prawie w całości się zrosła. Daro miał tylko parę płytkich ran i siniaków. Sebastian i Annabel wyszli z starcia prawie bez szwanku.
- Nie umiem usiedzieć na miejscu - odparła Nocna Łowczyni.
- Od ponad godziny tak chodzisz – dodała Jen. – Usiądź. Nic nie zmienisz tym dreptaniem.
Po jakiś dwudziestu minutach do pokoju wjechały dwa łóżka z nieprzytomnymi Silverem i Paulem.
- Ich stan jest stabilny, ale potrzebują dużo odpoczynku – powiedziała jedna z uzdrowicielek, widząc minę Annabel. Nieprzytomnych ułożono na końcu sali i kazano wszystkim, którzy nie potrzebowali pomocy wyjść. Annabel niechętnie opuściła lecznice.
Nefilim całe dnie spędzała przy łóżku Paula czekając, aż się obudzi.
- Sporo był dał, żeby tak przy mnie ktoś czuwał, szczęściarz – powiedział David, wychodząc z gabinetu w nowych bandażach.
Minęły już trzy dni od ich powrotu i wszyscy rani wrócili do zdrowia, lecz oparzenia Davida goiły się strasznie wolno i codziennie musiał zmieniać opatrunki. Silver i Paul nadal spali, czasem odzyskiwali świadomość, ale tylko na parę sekund.
- On mógł zginąć, ratując mi życie – odparła Annabel, patrząc spode łba na Nefelera. – To nazywasz szczęściem.
- Każdy z nas może zginąć na misji. Naszym zadanie jest chronić ten świat i jego mieszkańców bez względu na cenę.
- To i nasze zadanie. A to on uratował mnie. Byłam bezużyteczna, tylko przeszkadzałam, byłam najsłabszym ogniwem i naraziłam was wszystkich – powiedziała Annabel, ocierając łzy.
David podszedł do niej i starał się ją pocieszyć.
- To nie twoja wina – powiedział. – Każdy z nas zrobiłby to samo. Jeśli chcesz stać się silniejsza to zawsze możesz na nas liczyć. Pomożemy ci w treningu. Weź się w garść. Nie chcesz chyba, by Paul zobaczył cię w takim stanie.
- Dzięki – odparła Nefilim. – Trochę mi lepiej. Mówiłeś poważnie to z treningiem?
- Jasne. Mów kiedy chcesz zacząć.
- Pogadamy o tym gdy dojdziesz do siebie.
- Jestem zdrów jak ryba – powiedział David, przeciągając się. Gdy to zrobił przeszył go tępy ból. Pogromca skrzywił się, na co Annabel wybuchła śmiechem.
- Właśnie widzę. Jesteś raczej jak lekko podwędzona ryba.
- Hahahaha. Śmiej się puki możesz.
Jeszcze przez jakiś czas oboje przepychali się dowcipami i ripostami. W końcu David odwrócił się i ruszył do wyjścia, mówiąc, że musi porozmawiać z Samem i Balem. Po długich poszukiwaniach znalazł ich w Sali Narad i od razu przeszedł do rzeczy.
- Chcę nauczyć się korzystać z mocy Nefelera. – powiedział.
- Jesteś tego pewny? – spytał Sam.
- Jestem Nefelerem i chce panować nad swoją mocą. Nie pozwolę by to co się stało, jeszcze kiedyś się powtórzyło.
- Do bardzo niebezpieczne – powiedział Bal.
- Nie będę zbyt często używał mocy demona. Nie opęta mnie.
- To nie ma znaczenia. Zarówno anielska jak i demoniczna moc może cię zabić – odparł Sam. - Gdy używasz mocy demona on będzie chciała przejąć twoje ciało i pochłonąć duszę. Kiedy sięgniesz po moc anioła, niebiański ogień będzie palił cię, aż spali ci duszę i ciało.
- Jestem na to gotowy – powiedział David. – Nauczcie mnie panować nad tym.
- Chyba nie mamy wyjścia – powiedział Bal. – Zaczynamy od jutra. Lepiej się przygotuj. To nie będzie łatwe.
Treningi faktycznie nie były łatwe. Na pierwszym treningu odkrył, że zmienianie się na przemian w anioła i demona strasznie go osłabia. Po trzeciej zmianie padł na ziemię nieprzytomny. Utrzymanie mocy w ryzach też było nie lada wyzwaniem.
- Może się tutaj przeprowadzę – powiedział David, leżąc w łóżku szpitalnym. Trzy łóżka dalej leżał dalej nieprzytomny Paul, a za nim Silver.
- Jeszcze dwa razy a pobijesz rekord – powiedział Daro, siedzący na krześle, koło łóżka Nefelera.
- Zamknij się – rzucił David, przewracając stronę książki, którą przyniósł mu Daro.
- Jak myślicie ile oni będą jeszcze spać? – spytała Annabel, która od tygodnia nie odchodziła od łózka Paula. Wszyscy zaczęli się poważnie o nią martwić. Nawet Sam zaproponował jej, że zastąpi ją przy chorym, lecz ona powiedziała, że musi zobaczyć jak się budzi.
- Jeśli nie obudzą się w ciągu następnych dwóch dni trzeba będzie ich zabić – powiedział Sebastian, który wszedł do sali. David i Daro jednocześnie rzucili w niego książkami, gdy zobaczyli, że w oczach Annabel zbierają się łzy.
- Żartowałem – powiedział Pogromca, chroniąc się przed deszczem literatury.
- Wszyscy lekarze mówią, że powinni się niedługo obudzić – odparła Jen wracając z kawą.
- Jak się czujesz? – spytała Caro Davida.
- Jak to ktoś obrazowo stwierdził, jak wędzona ryba – odparł Nefeler, patrząc na Annabel. – Jest coraz lepiej. Przestałem już pachnieć jak przypalona guma i rany goją się coraz szybciej. Jak tak dalej pójdzie to za parę dni nie będę już odczuwał efektów ubocznych.
- Co to za zbieranina! – krzyknęła jedna z pielęgniarek. – Wynocha!
Wszyscy opuścili sale, z wyjątkiem Annabel, pielęgniarki przestały już zwracać na nią uwagę. Słońce chyliło się ku zachodowi. Nocna Łowczyni siedziała i patrzyła w pustą ścianę.
- David – zagadała.- Spisz?
- Nie – odparł, drapiąc Larę za uszami.
Lara bardzo dużo czasu spędzała przy Pogromcy. Było to dość zaskakujące. Lara jako piekielny ogar mało kogo lubiła, lecz z niewiadomych powodów Nefelera darzyła dużą sympatią. Balzael wysnuł kiedyś teorię, że to może przez demoniczna moc drzemiącą w Davidzie.
- Nie daje mi to spokoju, ale cały czas zapominam się zapytać. Dlaczego Bal może chodzić w świetle dnia?
- Naprawdę myślałaś, że demony nigdy nie zdołają tego osiągnąć? Z tego co czytałem istnieje na to pełno sposobów. Większość z nich to bardzo krwawe i brutalne rytuały. Słabe demony mogą do tego celu opętać człowieka, lecz nie może wtedy przybrać swej prawdziwej formy. Istnieją także demony którym słońce nie robi prawie żadnej krzywdy. Są to bardzo stare i potężne demony.
- Bal jest takim demonem?
- Bal jest silny lecz nie, aż tak. To co sprawia, że słońce nie robi mu krzywdy, jest związane z jego lojalnością.
- Chcesz powiedzieć, że dopóki Bal jest lojalny wobec Pogromów, słońce go nie spali. Skąd możecie wiedzieć, że was nie zdradzi?
- Bal nas nie zdradzi…
- Skąd możesz mieć pewność? Zaufanie to nie wszystko.
- Nie chodzi tu o zaufanie. Bal NIE MOŻE nas zdradzić, nawet gdyby chciał. On i Sam gdy przyłączyli się do Pogromców musieli złożyć przysięgę przed Asharanami. Nie była to zwykła przysięga lecz potężne zaklęcie. Jeśli któryś z nich w jakikolwiek, nawet pośredni sposób zagrożą życiu Pogromcy, czeka ich los gorszy od śmierci. W zamian dostali większą moc i parę innych rzeczy. Miedzy innymi to, że mogą użyć pełni swojej mocy w ludzkich postaciach.
- Teraz rozumiem – odparła Annabel i zamknęła na chwilę oczy.
Gdy z powrotem je otwarła, była już głęboka noc. Spojrzała na Paula i zobaczyła, że jego powieki unoszą się powoli. Paul obudził się i zamrugał parę razy.
- Czyli jednak umarłem i trafiłem do piekła – powiedział gdy zobaczył Annabel. Syknął z bólu, gdy ta rzuciła mu się na szyję. – Jeśli chcesz mnie udusić, trzeba było to zrobić poduszką, gdy byłem nieprzytomny – wysapał.
Annabel puściła Paula i otarła łzy z oczu.
- Tak się cieszę, że żyjesz – powiedziała.
- I dlatego chciałaś złamać mi kark – odparł Pogromca podnosząc się na łóżku.
- Nie miałam okazji ci podziękować za uratowanie życia. Bardzo ci dziękuje, gdyby nie ty już bym nie żyła. Obiecuje ci, że będę trenować by stać się silniejsza. Następnym razem to ja cię obronię.
- Odważne słowa jak na Nefilim – powiedział Paul, nie patrząc na Annabel. – Obyś była w stanie ich dotrzymać, bo nie wiem czy następnym razem zdążę zareagować. Nefilim dużo obiecują, ale rzadko dotrzymują słów.
- Naprawę tak źle myślisz o Nefilim? – odparła Annabel. – Dlaczego, aż tak nie lubisz Nocnych Łowców?
- Chcesz wiedzieć dlaczego nie lubię Nocnych? - rzucił Pogromca, spoglądając na Annabel.
Dziewczyna zawahała się, ale w końcu kiwnęła głową.
– Gdy dowiedziałem się o Świecie Cieni i zacząłem szkolenie poznałem pewną młodą Nefilim – powiedział Paul, po cichu. – Zakochałem się w niej na zabój. Zaczęliśmy się spotykać, lecz ona nigdy nie odwzajemniała moich uczuć. Tylko się mną bawiła, a gdy się jej znudziłem złamała mi serce. Od tamtej pory przysiągłem sobie, że już nigdy nie obdarzę żadnego z Nocnych Łowców ciepłym uczuciem. Nie było to trudne. Sami dawaliście sporo powodów by was nie lubić. Ta wasza wyższość, uważacie się za lepszych od innych i gardzicie pozostałymi rasami.
- Nie wszyscy tacy jesteśmy. Ja nigdy nie uważałam się lepszą od innych. Rozumiem, że nie łatwo będzie zmienić myślenie o nas, ale bardzo chciałabym się z tobą zaprzyjaźnić. Mam nadzieję, że dasz mi szansę.
- Annabel – powiedział Paul, lekko zakłopotany. – Długo nie lubiłem Nefilim, lecz gdy poznałem Ciebie, coś się we mnie zmieniło. Dobrze się przy tobie czuję i lubię gdy się śmiejesz.
- Czyli możemy zostać przyjaciółmi?
- Wolałbym nie – szepnął i przyciągnął Annabel do siebie. Gdy jej twarz znalazła się dostatecznie blisko pocałował ją. Delikatnie z rezerwą. Annabel była zaskoczona, ale odwzajemniła pocałunek. Całowali się długo, coraz mocniej i namiętniej.
- Błagam, ludzie próbują tu spać – powiedział Silver. Na dźwięk jego głosu oboje odskoczyli od siebie jak oparzeni. – Moglibyście pomyśleć o innych. Te wasze mlaskanie obudziłoby trupa – dodał, uchylając się przed poduszką, którą Paul w niego rzucił.
- Fajnie, że ty też się obudziłeś – powiedziała Annabel, błogosławiąc to, że w ciemności nie widać jej rumieńców.
- A co, też dostanę całusa na przywitanie? – druga poduszka trafiła Silvera prosto w twarz. – Dobra obejdę się smakiem – powiedział i odwrócił się na drugi bok, głośno ziewając.
Wszyscy bardzo ucieszyli się, gdy usłyszeli, że Paul i Silver w końcu się obudzili.
- Nareszcie – powiedział Darius. – Ile można było spać?
- Podobno sen to zdrowie – odparł Silver. – Nie mogę się doczekać treningów. To prawda, że David włada teraz mocami anioła i demona?
- Prawda. Choć średnio mi idzie – powiedział Nefeler.
- Podobno jutro mamy już wyjść – wtrącił Paul. – To pojutrze możemy zacząć treningi. Anna wspominała, że chce poprawić swoje umiejętności. To doskonała okazja by upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Nasz powrót do formy i jej rozwój.
- Chwila moment, ty cieszysz się z tego, że będziesz trenował razem z Annabel? Kim jesteś i co zrobiłeś z Paulem? – rzucił Daro.
- Po prostu patrzę na sytuację z praktycznego punktu widzenia.
- Ta jasne – powiedzieli Silver i David chórem, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia.
- Paul, a czym ty teraz będziesz walczył? – spytała Nefilim, robiąc się trochę czerwona. Razem z Paulem postanowili, że powiedzą o sobie innym w właściwym momencie.
- Jak to czym? Krigerem – odparł Pogromca.
- Przecież twoja broń została zniszczona…
- I już jest naprawiona – powiedział Bal, stając w drzwiach lecznicy. – Możesz zacząć treningi, gdy tylko będziesz w stanie.
- Tego już za wiele! – krzyknęła pielęgniarka. – Wszyscy won! Mają zostać tu tylko chorzy! Oni potrzebują spokoju!
- Już uciekamy – rzucił demon i wyprowadził wszystkich z sali.
- Ty też – pielęgniarka zwróciła się Annabel. – Paul już się obudził i nie musisz już siedzieć przy nim dzień i noc.
- A co do ciebie – powiedziała do Davida. – Twoje rany nie są już zbyt poważne, możesz wrócić do siebie.
Oboje posłusznie wyszli z sali chorych i wrócili do swoich pokoi. Pokój Davida był większy od pokoi innych Pogromców. Na prawo od wejście pod olbrzymim panoramicznym oknem, które zajmowało prawie całą ścianę, stało mosiężne dębowe biurko. Na biurku stał zamknięty laptop, pełno różnych notatek i wielka oprawiona w skórę księga. Jedyne co znajdowało się na prawie pustej stronie, to wykaligrafowane jedno słowo. NEZRAER. David usiadł za biurkiem i zaczął przeglądać notatki na temat demona. Już wiele razy próbował stworzyć jego opis, ale nigdy nie wychodziło to tak jak tego chciał. Nie umiał obiektywnie opisać Nezraera. Po paru nieudanych próbach zaczęcia opisu, zrezygnował i położył się na sporej rogówce, stojącej po przeciwnej stronie pokoju. Zaczął wpatrywać się w sufit i od razu znalazł lekkie defekty, świadczące od tym gdzie kiedyś stała ściana.
Pogromca uśmiechnął się na to wspomnienie. Kiedyś jego pokój był podobnej wielkość co innych, lecz pewnego razu postanowił powiesić sobie na ścianie półkę na książki. Gdy zaczął w niej wiercić, przeleciał, przez nią do starego nieużywanego składziku. Po chwili namysłu i długiej rozmowie z Założycielami, reszta ściany została zburzona a składzik stał się częścią jego pokoju.
Nefelera zaczęły nawiedzać wspomnienia tego pamiętnego dnia.

***
Dzień wydawał się być normalny, nic nie wskazywało a to co ma się wydarzyć. David wstał rano, ubrał się i szedł na dół do kuchni. Na stole leżało zapakowane drugie śniadanie do szkoły. Pośpiesznie zjadł parę kromek i pobiegł do swojego pokoju po rzeczy do szkoły. Zarzucił plecak na ramiona i złapał za miecz treningowy. Chciał iść ma trening prosto po szkole. Zszedł, ubrał swoją ulubioną kurtkę skórzaną i wyszedł z domu. Słońce świeciło, ptaszki śpiewały, słowem sielanka. Ruszył spacerem w stronę przystanku autobusowego. W połowie drogi, nagle z bocznej uliczki wypadł wielki van z ciemnymi szybami. Auto zatrzymało się z piskiem opon koło niego. Tylne drzwi otwarły się i para potężnych rąk wciągnęła go do środka. David zaczął się szarpać, ale uścisk był za silny. Chłopak chwycił miecz i już miał nim uderzyć napastnika, lecz ktoś ogłuszył go silnym uderzenie w głowę i wciągnął do środka samochodu. Wewnątrz vana panowały egipskie ciemności. David siedział związany pod ścianą, koło niego siedziało kilka innych postaci. Niektórzy też byli związani, resztę stanowili porywacze, którzy rozmawiali ze sobą w dziwnym, gardłowym języku, którego David nigdy nie słyszał.
- No super, a miałem mieć dzisiaj dwa sprawdziany i turniej po południu. Nie mogli mnie porwać jutro. – pomyślał David, próbując wymyślić jakieś wyjście z swojej sytuacji.
Samochód zatrzymał się gwałtownie i tylne drzwi zwów się otwarły. Porywacze wyprowadzili wszystkich na sporą polanę. Niebo było zasnute grubymi czarnymi chmurami. Coś w tych chmurach było nie tak. Na polanie stało pełno ludzi. Większość z nich byli to porwani. Było ich ponad pięćdziesiąt. Porywaczy było jakieś dwadzieścia.
- Jesteście ostatni – powiedział wysoki, umięśniony mężczyzna z burzą czarnych włosów.
- Mieliśmy małe kłopoty – odparł facet, trzymający Davida i jakiegoś niskiego blondyna.
Chłopaki wymienili szybkie spojrzenia i w tym samym czasie wyrwali się porywaczowi. Obaj rzucili się do ucieczki. Nie doszli za daleko bo drogę zastąpili im inni porywacze. Jeden złapał Davida i przycisnął bo do ziemi. Inny złapał drugiego uciekiniera za kark. Chłopak kopał, bił i próbował się wyrwać, wszystko bez skutku. Uścisk stawał się coraz silniejszy.
- Przestań! – ryknął ciemnowłosy porywacz, gdy twarz duszonego była już sina.
- Nie rozkazuj mi.
- Nie możesz go zabić – powiedział inny porywacz. Było po nim widać, ze to on tu rządził.
- Po kto mi zabroni. Kim ty niby jesteś by rozkazywać Diaronerowi.
- Jam jest Nezrear.
***
Z ponurych wspomnień wyrwało Davida pukanie do drzwi. Pogromca wstał z kanapy i otworzył drzwi. Na korytarzu stała Caroline.
- Myślałam, że już spisz.
- Spie? Przecież jest dopiero… - gdy David spojrzał na zegarek okazało się że jest pierwsza w nocy. – Cholera, tak późno. Nieważne. Coś się stało?
- Miałam zły sen. Przypomniałam sobie Ten dzień.
- Ja też.

- Co najgorsze ostatnio miewam same koszmary i mam jakieś dziwne przeczucie. Złe przeczucie. Czuję, że coś się zbliża, coś z czym nie mieliśmy jeszcze do czynienia.

***
Na początku pragnę przeprosić, że tak długo musieliście czekać.
Po wielu wysiłkach udało się w końcu skończyć.
Rozdział nie miał za dużo akcji, ale mam nadzieję, że się spodobał.
W następnym powinno być jej o wiele więcej.
Pozdrawiam
Zwierzak.