poniedziałek, 31 października 2016

Londyńska draka cz.1

Jeszcze tego samego dnia zaczęli się pakować. Daro i Silver poszli do zbrojowni, by uzupełnić zapasy. W środku spotkali Paula.
- Co tam? – spytał Silver.
- Całkiem nieźle – odparł Paul. – będę dzisiaj trenować z Annabel. Trzeba poprawić jej refleks. Jest wolna jak mucha w smole.
- Tylko nie przepieprzcie całego dnia na całowaniu się – upomniał go Daro.
- Bardzo śmieszne – rzucił Paul i wyszedł z pokoju.
Furie zabrali najpotrzebniejsze rzeczy i wrócili do swoich pokojów. W pokoju Dariusa panował nieskazitelny porządek. Wszystko było poukładane i odkurzone. Na biurku stał tylko laptop. Pogromca podszedł i wyjął z komody drewnianą skrzyneczkę, postawił ją na biurku, obok komputera, a następnie otworzył. W środku znajdował się misternie zdobiony stary colt. Był to pistolet, który był w jego rodzinie od pokoleń. Dostał go od dziadka na czternaste urodziny. Odnalazł go po powrocie z piekła i poprosił Samandriela o nałożenie na niego run Pogromców. Czerwona Furia wyciągnął broń ze skrzyneczki i sprawdził, czy wszystko działa jak trzeba. Colt był wykonany z mosiądzu i był pozłacany, z rączką z kości słoniowej. Jedyną nietypową rzeczą był bęben mieszczący siedem naboi. Zawsze, gdy pytał dziadka o to, dlaczego jest ich siedem, ten odpowiadał, że siedem to zawsze lepiej niż sześć i lepiej niż osiem, bo nie mniejsza aż tak kalibru. Dopiero teraz zaczął dokładnie rozumieć, co dziadek miał na myśli. Darius naładował rewolwer i schował go do skórzanej kabury, którą przytroczył do pasa z bronią. Następnie otwarł szafę i zaczął wyciągać z niej idealnie złożone ubrania.
- Co cię trapi? – usłyszał w głowie głos.
- Nic mnie nie trapi – powiedział.
- Przecież widzę, że coś cię gryzie – odparł głos.
- Ciekawe jak to widzisz, skoro nie masz oczu?
- Nie czepiaj się szczegółów. Jesteśmy partnerami, nie możesz być rozkojarzony, bo jeszcze jakiś demon cię kropnie. Nie chce mi się zmieniać partnera. Wiesz jakie to wkurzające na nowo się z kimś dogadywać?
- Agramon, wyluzuj trochę. Nie zamierzam dać się zabić – odparł Daro.
- No ja myślę. To o co chodzi? – spytał miecz.
- Dopadła mnie chwila nostalgii. Mam taką cichą nadzieję, że moja rodzina jednak żyje i ma się dobrze – rzucił Daro.
- Na pewno są w lepszym miejscu – zapewnił Pogromcę Agramon.
- Wiem. A co tam w ogóle u reszty? – spytał Czerwony. – Nie odzywają się ostatnio.
- Nawet mi o nich nie wspominaj. Ten tępy młotek jest wniebowzięty, że nim nie walczysz. Leniwy kawałek złomu. Przywoła go, tak dla żartu, bo zaczyna mnie wkurzać – odparł miecz. – Czakram mówił, że mógłbyś nim czasem rzucić, bo mu się nudzi. Chętnie by się… to znaczy kogoś rozerwał.
- Wezmę sobie do serca, to co powiedziałeś – powiedział Pogromca i wrócił do pakowania ubrań.

***
W pokoju Silvera panował względny porządek. Naprzeciwko drzwi na ścianie wisiała wielka tarcza z powbijanymi nożami. Większość z nich tkwiła w środku celu.  Biała Furia podszedł do biurka i zabrał z niego torbę podróżną. Wysypał jej zawartość na łóżko. Na pościel wyleciała masa ubrań i broń. Silver przejrzał stos. Broń wylądowała z powrotem w torbie, a ubrania poleciały do kosza na brudy. Pogromca zaczął się pakować, cicho podśpiewując pod nosem.
- Błagam, przestań – odezwał się jego głowie głos. – Masz fatalny wokal.
- Nie przesadzaj. Nie jest aż tak źle – odparł Biały.
- Źle nie jest. Jest tragicznie. Jakbym miał uszy, to już dawno by mi odpadły. Zostań lepiej przy muzyce metalowej. Wtedy nie ma różnicy czy się fałszuje – rzucił Winares.
- Ranisz mnie, przyjacielu. Miałem nadzieję na karierę sławnego piosenkarza operowego – odparł Silver.
- Nie kpij ze mnie – burknął głos. – i okaż trochę szacunku starszym. Widziałem upadek cesarstwa Rzymskiego.
- I czym ty się chwalisz, w co drugim muzeum są rzeczy dwa lub trzy razy starsze – powiedział Pogromca. - ale przyznaję, jak na kawałek blachy, to trzymasz się całkiem nieźle.
- Co też mnie skłoniło, żeby się z tobą związać – odparła broń. – Mniejsza z tym. Nie siedź za długo. Musisz być wyspany. Jutro nareszcie będziemy zabijać, już zaczęło mi się cholernie nudzić.
- Powiedz mi, co jest takiego super w zabijaniu? – spytał Biały.
- Wszystko – odparł Winares. – fakt, że to w twoich rękach jest czyjeś życie. Zapach krwi i dźwięk przecinanych kości. Błagalne jęki i krzyki konających. To wszystko sprawia, że chce się żyć.
- Moim partnerem jest totalny psychol – powiedział Silver, łapiąc się za głowę.
- Wypraszam sobie – oburzył się oręż. – Nie jestem jakimś tam psychopatą, jestem świetnie funkcjonującym psychopatą.
- Świr – rzucił Furia.
- Debil – odgryzł się Winares. – Mogę się tak droczyć całą wieczność. Ja mam czas.
- Dobra, nie będę się kłócić z żelastwem. Idę spać. Głowa mnie jeszcze trochę boli.
- Kolorowych koszmarów – powiedziała broń i zniknąła z głowy Pogromcy.

***
Następnego dnia wczesnym rankiem wszyscy zebrali się w garażu.
- Co wy tak wcześnie? – spytał Daro Davida, który pakował rzeczy do bagażnika swojego Jeepa. – Do Nowego Jorku nie ma tak daleko i czas się wam nie zmienia.
- Oglądałem wczoraj wiadomości – odparł Nefeler. – Znowu ma być jakiś strajk. Korki murowane.
- Tak bywa – rzucił Sebastian, kładąc torby przy Jeepie Davida.
- Dzień dobry – rzuciła Rose, podchodząc do nich. – Co tam słychać?
- Od wczoraj nic się nie zmieniło – odparł Silver.
- Chyba jednak się zmieniło – powiedziała Jen, stając obok Rose.
- Co takiego? – spytał Daro.
- Jesteście trzeźwi – rzuciła Jen.
- Dobra, koniec tych pogaduszek – powiedział Silver. – Komu w drogę, temu trampki.
Daro otworzył bagażnik swojego czarnego Dodge’a Durango i wrzucił do środka torby. Silver dorzucił swoje rzeczy i usadowił się na fotelu pasażera. Daro zamknął bagażnik, złapał metalową aktówkę, stojącą koło innych i usiadł za kierownicą. Po chwili garaż wypełnił się dźwiękiem odpalanych silników i zapachem diesla. Po wyjeździe z Bastionu, każdy samochód skierował się w inną stronę.
- Zobacz, co my tak dokładnie mamy zdobyć – powiedział Daro do Silvera, po jakiś sześciu minutach drogi.
- Nie sprawdziłeś wcześniej? – spytał Biały.
- Nie miałem czasu. Nie marudź, tylko to zrób – odparł Czerwony.
Silver westchnął i sięgnął na tylne siedzenie po aktówkę. Otwarł ją i ze sporej koperty wyjął plik papierów.
- Jad Mantikory Cesarskiej – odparł Silver. – Aukcja jest w niedzielę o dwudziestej drugiej pod Koloseum.
- Czekaj. Gdzie?- spytał Daro, zdziwiony.
- Głuchy jesteś? POD KOLOSEUM! – powiedział z naciskiem Silvester.
- Kurwa mac! – zaklął Daro.
- Co jest?
- Jeszcze się pytasz. W Londynie nie ma Koloseum. Mamy inną teczkę. Ja pierdole. – zaklął Darius.
- Dzwonie do dziewczyn – rzucił Silver, wykręcając numer.
- Halo? – usłyszał głos Jennifer. – Czego zapomnieliście?
- Sprawdźcie swoją teczkę – odparł Silver. – Chyba nam się one pomieszały.
W słuchawce zapadła cisza, a po chwili stłumione przekleństwo.
- Mamy teczkę od Davida i Seby – odparła Jen.
- Już do nich dzwonię – powiedział Daro, zatrzymując samochód. – David, odbierz wreszcie ten telefon.
- Co chcesz? – spytał David.
- Pomyliły się nam teczki – rzucił szybko Daro. – Zawracajcie.
- Ok – odparł Nefeler i się rozłączył.
Po chwili wszyscy spotkali się na rozdrożu pod Bastionem i wymienili aktówkami.
- Teraz wszystko się zgadza – powiedział Darius, sprawdzając zawartość walizki.
- Dobrze, że to zauważyliście – odparł David. – Było by niezłe zamieszanie.
Ponownie się pożegnali i ruszyli w dalszą drogę, tym razem z dobrymi teczkami. Silver ułożył się wygodnie na fotelu i zamknął oczy. Sen był niespokojny. Pogromca widział strzępy obrazów, jak w kalejdoskopie. Zobaczył swoje dzieciństwo, pierwsze łowy, ciało matki, piekło i wiele innych wspomnień. Obudził się w momencie, kiedy Daro wjeżdżał na rondo.
- Powaliło cię?! – krzyknął.
- Po pierwsze, nie drzyj mi się do ucha, gdy wykonuję manewr – odparł Daro, zjeżdżając z ronda. – Po drugie, o co ci chodzi?
- O co mi chodzi?! Jechałeś pod prąd! – krzyknął Biały.
- Stary, jesteśmy w Anglii. Tu jest ruch lewostronny – powiedział Daro.
- A no tak. Tak łatwo, umiesz się przestawić z prawo- na lewostronny?
- Dobrze, że nie obudziłeś się godzinę temu, gdy wyjechałem z Pandemy. Myślałem, że mnie szlag trafi – rzucił Daro, wjeżdżając na autostradę M23.
- Zawsze zapominam. Gdzie jest najbliższy portal? – spytał Silver.
- Niedaleko Eastbourne – odparł Daro, wyprzedzając jakiegoś Mercedesa.
- Moglibyśmy coś tam zjeść.
- Niedawno jadłeś śniadanie. Znowu jesteś głodny? – spytał Czerwony.
- Zawsze powtarzam, jedzenia nigdy za dużo – odparł Biały.
- Tak, a potem to ciebie będzie za dużo – rzucił Daro.
- Bardzo śmieszne. A tak w ogóle, to gdzie jest ta aukcja? – spytał Silver.
- Pod Tower of London, jutro o dwudziestej trzeciej– odparł Daro.
- Ci Podziemni są coraz bardziej bezczelni – prychnął Silver. – Organizują jedną z największych imprez pod samym nosem Nocnych.
- Najciemniej jest pod latarnią – rzucił Daro.
- Niby tak, ale albo Podziemni są na tyle głupi, albo chcą pokazać Nefilim jak głęboko maja ich zakazy i ich samych w dupie – skwitował Silver.
- Myślę, że jedno i drugie – rzucił Daro.
Resztę drogi pokonali w milczeniu, słuchając Metalliki. Gdy w końcu zatrzymali się przed wielkim hotelem niedaleko Big Bena, było już po szesnastej. Dostali pokój z pięknym widokiem na Tamizę i London Eye. W pomieszczeniu były dwa pojedyncze łóżka i minibar, z którego Silver od razu wyjął piwo.
- Myślałem, że dostaniemy łóżko małżeńskie – powiedział, robiąc duży łyk. – Kto mnie teraz ukołysze do snu?
- Jeśli bardzo chcesz, to mogę ci zaśpiewać kołysankę – rzucił Daro, wyciągając ubrania z torby. – Kilka znam.
- Może lepiej nie. Chciałbym wrócić do domu z sprawnie działającym zmysłem słuchu - odparł Silver.
- Mama zawsze powtarzała mi, że mam bardzo ładny głos – powiedział Darius.
- A mnie, że jak będę robić głupie miny to mi tak zostanie. Nigdy nie wierz rodzicom w takich sprawach – odparł Silvester.
- Jeśli chodzi o głupie miny, to twoja twarz jest ewidentnym potwierdzeniem słuszności tej tezy – rzucił Czerwony.
- Po prostu zazdrościsz mi urody i umiejętności – odparł Biały.
- Nie można zazdrościć czegoś, czego nie ma – odrzekł Daro.
- Tak z innej beczki, co dzisiaj robimy? – spytał Biała Furia. – Zawsze chciałem zobaczyć panoramę Londynu z szczytu Big Bena.
- Jeśli chcesz to idź, ale ja potem nie będę wyciągać cię z więzienia – odparł Czerwona Furia. – Poza tym mam coś do załatwienia.
- Co jakaś białogłowa czeka nie ciebie? – spytał Silver. – Jeśli tak, to idę z tobą, może też coś wyrwę.
- Sam prosił mnie bym sprawdził skrytkę – powiedział Daro, wkładając ubrania do szafy.
- Co masz sprawdzić?
- Czarną skrzynkę.
- Tą skrzynię pełną broni ukrytą w jakimś dużym kościele?
- Skrzynki to mają ukryte Nocni – odparł Daro. – Pogromcy mają cały arsenał.
- A gdzie jest ta skrytka? – spytał Silver.
- I tu mamy lekki problem. Z tego, co wynika z informacji jakie dostałem do Sama, to nasza czarna skrzynka jest w Opactwie Westminster – powiedział Darius.
- Powidz mi drogi Dariusie, jak chcesz dostać się do tajnej skrytki ukrytej w jednym z największych zabytków Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej? – spytał Silvester, uśmiechając się.
- Wiem, co chcesz usłyszeć – westchnął Darius. – Będziemy musieli się tam włamać.
- W końcu zaczyna się robić ciekawie – zatarł ręce Silver.

***
Wyszli z hotelu po jedenastej, ubrani w stroje bojowe i z bronią w pogotowiu. Mimo późnej pory na ulicach nadal było pełno ludzi. Daro i Silver musieli się nieźle wysilić, by nikogo nie szturchnąć.
- Błogosławiony ten, co wymyślił czar ukrywający – powiedział Daro, gdy w końcu dotarli pod mury Opactwa.
- Błogosławionym niech zostanie ten, co wymyśli czar przenikania przez ściany – rzucił Silver, oglądając drzwi kościoła. – To jest lepiej zamknięte niż Fort Knox. Jak chcesz się tam dostać?
- „Oto postawiłem jako dar przed tobą drzwi otwarte, których nikt nie może zamknąć” – odparł Daro, podchodząc do ściany kościoła i wciskając jeden z kamieni. Gdy to zrobił, w ścianie zaczęło się pojawiać małe przejście.
- Uświadom mi, dlaczego nikt nie odkrył tego wcześniej? – spytał Silver, wchodząc do opactwa.
- Trzeba być Pogromcą, by móc otworzyć te drzwi – odparł Daro.
Weszli do głównej nawy, podziwiając architekturę kościoła. Następnie skierowali się do kapliczki św. Michała. Daro podszedł do jednej z najbardziej rzucających się w oczy rzeczy w kapliczce. Do pomnika przedstawiającego Sir Józefa Nightingale, próbującego obronić swoją żonę, przed śmiercią, która wyłania się z małych metalowych drzwiczek pod rzeźbą. Darius uklęknął przy pomniku.
- Pogromcy to jednak mają fantazję – powiedział Silver. – Ukryć skrytkę w takim miejscu jak Opactwo Westminster i jeszcze w jednej z najbardziej zauważalnych rzeźb. Co, miejsce w sarkofagu królowej Wiktorii było już zajęte?
- Tak się składa, że to Pogromcy ufundowali budowę Westminsteru, a ten pomnik powstał tu na specjalnie zamówienie by zabezpieczyć skrytkę, po tym jak wcześniejsza brama zawiodła – odparł Daro. – Przydaj się na coś i stań na warcie. Nigdy nie wiadomo czy ktoś tu nie wejdzie.
Gdy Silver rozglądał się czujnie, Daro przejechał dłonią po jednym z kamieni podłogowych, na którym zalśnił znak Pogromców. Pomnik śmierci ożył i odwrócił się do Dariusa mierząc w niego strzałą.
- Czemu służysz, Bracie? – spytała śmierć.
- Góry mogą upaść, a morza wyschnąć, lecz wiara moja jest nieugięta i niezachwiana. Służę słabym i bezbronnym. Moja warta trwa aż po kres mych dni. Ja jestem światłem w mroku i ostrzem sprawiedliwości. Jestem obrońcą tego świata. Jestem Pogromcą. – Daro wypowiedział słowa przysięgi, te same które każdy z Arncheli mówi po zostaniu Pogromcą.
- Zaprawdę jesteś nim – odparła rzeźba. – Wejdź, bracie i oczyść ten świat ze zła.
Śmierć wróciła na swoje miejsce, a metalowe drzwiczki i kamienie podłogowe otworzyły się ukazując wąskie schody prowadzące w głąb świątyni. Daro i Silver spojrzeli po sobie. Gdy tylko weszli do przejścia drzwi zamknęły się pozostawiając ich w kompletnej ciemności.
- No to pięknie – powiedział Silver. – ciemno jak w dupie. Gówno widać.
- Niezły masz wzrok, skoro widzisz tutaj gówno – odparł Daro.
- Nie gadaj tyle, tylko idź – rzucił Silvester. – ała, kopnąłem w coś. Nie masz jakiejś zapalniczki?
- Mam coś lepszego – powiedział Darius i wyczarował małą kulę światła, która zawisła w powietrzu nad ich głowami, oświetlając przejście.
- Nie mogłeś zrobić tego wcześniej?! – burknął Silver.
- Mogłem, ale nie chciałem.
Ruszyli dalej w dół schodów, przejście było całe pokryte pajęczynami i kurzem.
- Aaapsik! – kichnął Silver. – kiedy ostatnio ktoś tu był?
- Chyba z jakieś dwieście lat – odparł Daro. – Jak już Samandriel mówi ci, że dawno nikt tu nie zaglądał, to musi to coś znaczyć.
Kiedy weszli do małego prostokątnego pomieszczenia na ścianach zapłonęły pochodnie. Naprzeciwko schodów, pod grubą warstwą pajęczyn znajdowały się wielkie drzwi. Była na nich mozaika przedstawiająca walkę anioła z potężnym demonem. Na całym dziele było pełno run, umieszczonych w z pozoru przypadkowych miejscach.
- Kolejna zagadka – zauważył Silver, usuwając kurz i pajęczynę z drzwi.
- Dość banalna – dodał Czerwona Furia i zaczął naciskać runy. – A,B,C i w końcu S.
- No nie wiem, czy tak banalna, Ja bym nacisnął D – stwierdził Silver.
- Tylko mi nie mów, że nie rozumiesz dlaczego właśnie te litery – powiedział Daro.
- Nie jestem idiotą. Aurrora, Balzael, Cloe i Samandriel – odparł Silver.
- Już zacząłem wątpić w twoją inteligencje – rzucił Darius, wkładając palce w oczodoły czaszki znajdującej się w centrum drzwi. Furia wysunął ją z zagłębienia, przekręcił o sto osiemdziesiąt stopni i wsunął na miejsce. Zamek kliknął i drzwi otworzyły się na ościerz.
- Ożesz ja pierdziele. – powiedział Silver, zaglądając do skrytki.
Skrytka Pogromców okazała się wielkim kwadratowym pomieszczeniem. Na ścianach wisiało pełno mieczy, toporów i włóczni najróżniejszej maści. Na wielkich manekinach wisiały przeróżne zbroje. Pod jedną ze ścian były ułożone w równy rząd stare muszkiety i pełno pistoletów skałkowych. Była nawet armata i spory zapas kul.
- Wyobrażasz sobie, jak wyglądałby Bahamur, gdyby oberwał z takiej armaty? – spytał Silver.
- Nie było by czego zbierać – odpowiedział Daro, zaglądając do starej księgi rachunkowej leżącej na długim drewnianym stole. – Ostatnia osoba była tu w 1804 roku i zabrała dwie takie armaty.
- Ciekawe jak? Nie przeszedł by nimi przez schody.
- To było wejście, a wyjście jest tutaj – powiedział Daro, podchodząc do kamiennego łuku naprzeciwko drzwi wejściowych. Nad łukiem była identyczna rzeźba śmierci co przy schodach.
- Zabieram to ze sobą – powiedział Silver wskazując na armatę.
- Po co ci taka armata? – spytał Daro.
- Zbuduję sobie statek i zostanę piratem – rozmarzył się Silver. – Me imię będzie budziło lęk na całym świecie, będę Srebrnobrody.
- Chyba raczej Bezbrody, jesteś gładki jak lustro – rzucił Czerwony. – a poza tym to waży chyba z pół tony. Jak chcesz to zabrać do Bastionu?
- Wyślę pocztą – powiedział Silvester.
- Nie żartuj. Jak poczta ci to przyjmie?
- Czar przeniesienia – rzucił Silver. – Mówi ci to coś?
- Z tego co pamiętam to udało ci się przenieść najwyżej kilogramowe wiadro. Nawet Caro czy Seba mieli by problem z przeniesieniem tego.
- Jak zwykle psujesz całą zabawę – naburmuszył się Biały.
- Chodź, kupię ci lody – rzucił Daro.
- Nie ruszę się bez pamiątki – powiedział Silver.
- Niegłupi pomysł – przyznał Darius. – Byle zmieściła mi się do samochodu i nie rozwaliła przy tym amortyzatorów.
Pomyszkowali trochę po skrytce i po jakiś dziesięciu minutach stanęli na środku sali. Daro miał ze sobą lekką skórzaną zbroję i szable, a Silver muszkiet, dwa pistolety skałkowe i kulę armatnią. Obaj wpisali się do księgi i podeszli do wyjścia.
- Pomyślnych łowów, Bracia – powiedziała śmierć i w kamiennym łuku otworzyło się szerokie przejście.
Pogromcy wyszli nim na błonia opactwa. Gdy tylko przejście zamknęło się za nimi z hukiem, usłyszeli czyjeś głosy i zobaczyli światła latarek. Rzucili się biegiem jak najdalej od świątyni. Wybuchli śmiechem, gdy znaleźli się już w bezpiecznej odległości. Nagle z ciemnej uliczki wyszła młoda kobieta w bardzo skąpej sukience z wielkim dekoltem.
- Bardzo panów przepraszam, ale wracałam do domu i zgubiłam klucze – powiedziała wskazując uliczkę z której wyszła. – Jest tam bardzo ciemno, a nie mam czym sobie poświecić. Moglibyście mi pomóc?
- Nie ma problemu – odparł Silver, rzucając porozumiewawcze spojrzenie Dariusowi.
- Jakie szczęście, że na was wpadłam – zawołała kobieta. – chodźcie za mną pokaże wam, gdzie je zgubiłam.
Cała trójka ruszyła w ciemność. Uliczka okazała się byś dość długa i ślepa.
- To tutaj – powiedziała kobieta wskazując kupkę śmieci.
- Nic tu nie ma – powiedział Daro podchodząc do śmietnika.
- I was też za chwile nie będzie – rzuciła kobieta, mrocznym nieludzkim głosem, zamieniając się w demona.
Jej ciało pokryła gruba biała łuska, nogi zmieniły się w długi ogon zakończony ostrymi kolcami. Z głowy zniknęły włosy, a w ich miejsce pojawiły się długie węże.
- No proszę. Już dawno nie walczyłem z Gorgoną – powiedział Daro dobywając katany.
Demonica zasyczała wściekle i rzuciła w Pogromców kulą ognia. Furie bez problemu uniknęli pocisku, który uderzył w stos śmieci. Palący się śmietnik rozproszył nieco ciemność panującą w zaułku. Nagle ze wszystkich stron zaczęły wyłaniać się Cieniokształty.
- Ty zajmij się Gorgoną, a ja biorę Cienie – rzucił Silver, unikając ataku demonów.
Gorgona zwinęła się jak kobra szykując się do skoku na Pogromców. Daro w mgnieniu oka znalazł się przy niej. Zamachnął się mieczem, lecz demonica wykonała zwinny unik i od razu przeszła do kontrataku. Ostry ogon pomknął w stronę Czerwonej Furii celując w serce. Daro zrobił unik, specjalnie pozwalając by kolec zarysował lekko skórzaną kurtkę. Następnie szybkim ruchem miecza odrąbał koniec ogona. Pomiot zaryczał wściekle i splunął jadem w Pogromcę. Toksyna spadła na spodnie Dariusa wypalając w nich dziury. Demonica wpadła w szał, jej węże wydłużyły się i pomknęły w stronę Czerwonego. Daro zwinie unikał kłapnięć uzbrojonych w ostre kły paszcz, odcinając je mieczem lub spalając. W pewnym momencie Gorgona rzuciła się do ucieczki, lecz Darius rzucił w nią dużym czakramem. Broń przeszła na wylot przez tułów demona, wykonała zwrot i pomknęła z powrotem dekapitując po drodze Gorgonę. Czakram minął wyciągniętą rękę Dariusa i wbił się w pierś Cieniokształta czającego się za Pogromcą. Daro podniósł broń z małej kupki sadzy, która została po demonie i poszedł pomóc Silverowi. Ten rozprawił się już prawie z wszystkimi przeciwnikami. Przy życiu zostały już tylko dwa piekielne pomioty. Z ciał obu sterczało mnóstwo sztyletów. Demony atakowały wściekle szponami i kolcami, lecz Silver bez problemu unikał wszystkich ciosów, posyłając w odpowiedzi celny rzut sztyletem.
- Nuda – powiedział Silver, gdy pomioty w końcu padły. – Straszne to były cieniasy. Co najwyżej B. Myślałem, że dostarczą mi trochę zabawy.
- Widać mają bardzo dużą konkurencje – rzucił Daro. Obaj Pogromcy wyszli ze starć prawie bez szwanku, nie licząc paru zadrapań i siniaków.
- Co masz na myśli? – spytał Silvester.
- Też dopiero teraz to zauważyłem. W Londynie jest cholernie dużo demonów.
Silver zamknął oczy i skupił się na chwile na aurze otaczającej Londyn.
- Niesamowite, tutaj w co trzecim zaułku siedzi jakiś demon.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem zmęczony – powiedział Daro ziewając.
Pogromcy wrócili pod hotel i zapakowali pamiątki do samochodu. Następnie weszli do pokoju, umyli się i poszli spać.

<<<&>>>

Notka najadła się jakiś sterydów i strasznie się rozrosła, więc podzieliłem ją na dwie części. Ciąg dalszy powinien pojawić się za jakiś czas.
Mam nadzieję, że rozdział się podoba.
Z góry przepraszam za ewentualne błędy.
Pozdrawiam,
Zwierzak 

PS.
Poniżej zamieszczam zdjęcie rzeźby w której ukryte są drzwi do skrytki