wtorek, 1 sierpnia 2017

Ostrze vs. Ogień

Annabel obudziła się i poszła do łazienki wziąć prysznic. Gdy z niej wyszła Paul też już nie spał i szukał czegoś pod łóżkiem.
- Co robisz? – spytała.
- Szukam budzika – odparł.
- Przecież był na stoliku nocnym – powiedziała Nefilim.
- Słuszna uwaga, BYŁ – rzucił Pogromca, znikając pod łóżkiem. – Ta cholera dzwoniła o ósmej.
- Widać był za słabo przekonujący.
- Był za to strasznie wkurzający, więc zarobił lot przez pokój – odparł Paul. – O, mam cię, mendo – dodał wynurzając się z małym metalowym budzikiem w ręku.
Annabel podeszła do niego i przytuliła się mocno.
- Co cię tak naszło? – spytał Pogromca, zdziwiony.
- Cieszę się, że byłeś przy mnie, nawet nie wiesz ile to daje – powiedziała, wtulając się mocniej. Odkąd zaczęła sypiać z Paulem u boku coraz rzadziej miewała koszmary, po których budziła się z krzykiem, zlana zimnym potem.
Kiedy Żniwiarz doprowadził się do porządku, oboje poszli na dość późne śniadanie. W jadalni zostały już praktycznie same resztki, lecz i tak zdołali się porządnie najeść.
- To co dzisiaj ćwiczymy? – spytała Annabel, gdy opuszczali pomieszczenie.
- Niestety jestem zmuszony przeszkodzić wam w planach – powiedział Bal, stojący tuż za drzwiami. – Muszę porwać twojego adoratora w ważnej sprawie.
- Anna, może iść z nami – rzucił Paul.
- Niestety tym razem nie może – odparł demon.
- Nie szkodzi – odparła Nefilim. – Dam sobie radę sama.
- Jakieś pół godziny temu Furie poszli potrenować – zwrócił się do niej Bal. – Powinni być w jednej z większych sali treningowych.
- Dzięki za info – odpowiedziała Annabel i ruszyła do schodów, zatrzymując się na chwilę by podrapać Larę za uszami.
Furie były w pierwszej sali do której weszła. Było to pomieszczenie bardzo podobne do sali treningowej, która znajdowała się w Nowojorskim Instytucie, choć była dużo większa. W Bastionie znajdowało się 6 takich sal, nazywanych potocznie Operami. Gdy Annabel zapytała dlaczego, powiedziano jej, że to przez akustykę jaka jest w każdej z nich.
Nocna Łowczyni podeszła do chłopaków stojących na środku sali w małym kółku.
- Bal, powiedział mi, że mogę z wami potrenować – powiedziała podchodząc do nich. – Macie coś przeciwko?
- W sumie to nie, ale musisz chwile poczekać – odparł Daro i wrócił do grania z resztą w kamień, papier, nożyce.
- Co wy robicie? – spytała Anna.
- Ustalamy kolejność – rzucił Silver. – Wygrałem!
- Ja też wygrywam – zauważył David.
- To ja czekam – rzucił Daro i podszedł do zdezorientowanej Nefilim. – Pewnie zastanawiasz się co robimy – zaczął. – Razem z chłopakami walczymy o tytuł Największego Badass’a.
- Co takiego?
- Walczymy ze sobą, każdy z każdym. Wyniki starć zapisujemy w tym zeszycie – wyjaśnił Czerwony, pokazując cienki zeszyt z smokiem na okładce. Ten co ma największą ilość zwycięstw zdobywa tytuł.
- Aha, kto ma go teraz?
- Tak się składa, że ja – odparła Darius.
- Czyli teraz walczą oni? – spytała się Annabel. – A potem ty walczysz z jednym z nich?
- Ze mną konkretnie – odparł Silver. – A potem z Davidem.
- David ma najlepszy układ – zauważyła Nefilim. – Będzie w pełni sił w obu starciach, a wy walczycie dwa razy pod rząd. Czy to nie jest trochę nie fair?
- Na samym początku próbowaliśmy opcji każdy na każdego – rzucił David. – Niestety średnio się sprawdzała, bo zawsze wyglądało tak, że najpierw eliminowało się Badass’a a dopiero potem zaczynał się prawdziwy pojedynek. Tak to każdy musi dawać z siebie wszystko.
- Rozumiem – odparła Anna. – A my co będziemy robić? – zwróciła się do Dariusa.
- Jak na razie to może usiądź i obserwuj starcia – odparł Czerwony. – A tak przy okazji to jak szybko biegasz?
- Nie tak szybko jak wy, ale daję radę. A co?
- W razie czego to polecisz po uzdrowicielkę.
- Po co? – spytała Nocna Łowczyni z przerażeniem.
- My się nie pieprzymy – odparł Daro. – To nie są sparingi tylko prawdziwa walka. Zaraz zobaczysz. – dodał i dał znać chłopakom, że mogą zaczynać pierwsze starcie.
David i Silver stali naprzeciwko siebie z broniami w rękach, gdy tylko zauważyli znak, oznaczający początek starcia ruszyli na siebie. Silver posłał w kierunku Nefelera grat sztyletów, które ten albo omijam, albo odbijał mieczem lub magią. Czarna Furia wystrzelił w Białego wielkim strumieniem ognia, który miał go spalić. Czar zatrzymał się jednak na wielkiej lodowej ścianie, którą stworzył Silver. Następnie Pogromca uderzył w ścianę, która rozpadła się na ostre sople, które pomknęły w Davida. Ten posłał je potężnym podmuchem w ścianę, następnie cisnął w przeciwnika błyskawicą. Silver odskoczył na bezpieczną odległość w tym samym momencie w którym czar uderzał w mokrą podłogę, tworząc łuki elektryczne.
Czarny momentalnie znalazł się przy nim i ciął go mieczem przez pierś. Nim Biały upadł na ziemię jego ciało rozpłynęło się w powietrzu.
- Cienisty klon – wyjaśnił Daro zdziwionej Nefilim.
W tym samym czasie prawdziwy Silver dosłownie wyskoczył z cienia i zaatakował Davida sztyletami. Nefeler odwrócił się w ostatnim momencie i zablokował atak. Nastąpiła szybka i zacięta wymiana ciosów, w której to na przemian zyskiwali i tracili przewagę. Annabel patrzyła jak zaczarowana na to jak blokowali, parowali i atakowali się wzajemnie, co najwyżej zostawiając sobie lekkie zadrapania i płytkie rany, które momentalnie się zasklepiały. W pewnej chwili Silver zdołał wytrącić Davidowi miecz z ręki, ten jednak nie pozostał dłużny i potężnym czarem odrzucił oponenta, który upadając też stracił broń.
Silver momentalnie zerwał się na równe nogi i zobaczył jak Nefeler tworzy w rękach ognisty czar. Szybko zebrał moc i przygotował wodne kontr zaklęcie. Obaj Pogromcy w tym samym momencie wystrzelili w siebie strumieniami, David ognia, a Silver wody. Czary uderzyły w siebie i na linii styku zaczęła tworzyć się wielka chmura pary. Pogromcy stali nieruchomo podtrzymując swoje czary. Przypominało to trochę przeciąganie liny, punkt styku przesuwał się to w jedną to w drugą stronę, aż końcu Czarny zaczął zdobywać przewagę i Biały musiał odskoczyć by uniknąć śmiertelnego ognia.
Silver od razu dobył kolejnych sztyletów i ruszył na Nefelera. Ten chciał zejść przeciwnikowi z drogi, lecz nie umiał się ruszyć. Gdy spojrzał w dół zobaczył, że jego nogi są zamknięte w lodowych słupach. Biała Furia przyłożył sztylet do gardła przyjaciela i uśmiechnął się szyderczo.
- Wygrałem – rzucił i uwolnił Davida.
- Wygrałeś – przyznał Nefeler i podszedł do Dariusa, który właśnie zapisywał wynik w zeszycie. – Skop mu tyłek – rzucił do Czerwonego, siadając koło Annabel na jednym z krzeseł.
- Jak ci się podobało? – spytał.
- To było niesamowite – odparła Nafilim z zachwytem. – Nie boicie się, że zrobicie sobie krzywdę?
- Mimo tego co może się wydawać, doskonale wiemy co robimy. Chociaż czasem zdarzały się poważniejsze szkody.
- Mamy tu uświerknąć? – spytał Daro.
- Skończ te podrywy i tak jest zajęta. Ty chyba też? – dodał Silver.
- Dawałem ci szansę chwilę odetchnąć – rzucił David do Silvera.
- Po czym? Przecież nawet się nie spociłem, walcząc z tobą. Cienki jesteś.
- To dlaczego ostanie dwa razy to ja wygrałem?
- Miałeś fart.
- Dosyć tych pogaduszek – rzucił Daro. – Walczymy czy nie?
Gdy David dał znać, Furie skoczyli sobie do gardeł. Darius od razu zaszarżował na Silvera. Biały dzielnie blokował wszystkich morderczych ciosów katany, lecz nie miał szansy na kontratak. W końcu udało mu się przejąć inicjatywę, ale tylko na chwilę. Daro zasypywał go istną ulewą ciosów. W pewnym momencie Biała Furia użył Kroku w Cieniu*, dzięki czemu prawie natychmiast znalazł się na drugim końcu sali treningowej. Redholl zaczął strzelać w Czerwonego lodowymi i wodnymi czarami, lecz te nie zdawały się na nic, gdyż Darius utworzył wokół siebie swoją ulubioną ognistą aurę. Jego katan zapłonęła żywym ogniem.
Silver mocniej ścisnął sztylety, napełniając je mocą i zaatakował Dariusa teleportując się tuż koło niego. Kiedy ich bronie się starły wszędzie poleciały iskry. Furie dawały z siebie wszystko zasypując się nawzajem ciosami i czarami. W pewnym momencie Darius zaczął mieć widoczną przewagę nad Silverem. Biały zaczął się cofać i miał poważne problemy z odpieraniem wszystkich ciosów. W końcu brakło mu sił i Czerwony silnym ciosem z barka powalił go na ziemię.
- Teraz to ja wygrałem. – powiedział Daro mierząc w przyjaciela kataną.
- Wygrałeś bitwę, ale ja wygram wojnę – zażartował Silver i podniósł się z ziemi.
- No to teraz gwóźdź programu – rzucił David stając na przeciw Dariusa.
- Patrz uważnie – powiedział Silver do Annabel, zajmując krzesło zwolnione przez Nefelera. – Ich walka zawsze jest ciekawa.
- Dlaczego? – spytała Nocna.
- To jest pojedynek nie tylko między Darem i Davidem, ale też między Agramonem i Vaporierem – odparł Biały i dał znać by rozpoczęli.
Nefeler niezwłocznie ruszył na Czerwoną Furie. Ten nie pozostał dłużny. Furie minęły się ocierając się mieczami. Obaj Pogromcy wręcz synchronicznie, odwrócili się na pięcie i wystrzeliły potężny strumień ognia. Oba strumienie uderzyły w siebie, podobnie jak miało to miejsce podczas starcia Nefelera z Silverem. Tym razem jednak przepychanka nie trwała zbyt długo. Czar Dariusa był znacznie silniejszy i zaczął spytać czar Davida. Czarna Furia czekał do ostatniej chwili i odsunął się tak, że strumień minął jego twarz o parę centymetrów. Czerwona Furia doskoczył do przeciwnika i zwarł się z nim mieczami. Furie zaczęli wymianę ciosów. Nefilim patrzyła z niedowierzaniem jak obaj Pogromcy zadają, parują i blokują ciosy. Zupełnie jakby znali ruch przeciwnika zanim ten zdąży go wykonać.
- Są niesamowici – rzuciła szeptem. – Od razu widać, że są na identycznym poziomie.
- To dopiero początek – odparł Silver.
Furie odskoczyli od siebie. Darius naładował swój miecz magią, dzięki czemu ten zapłonął szkarłatnym ogniem. David nie pozostał dłużny, a po klindze jego miecza zaczęły skakać błyskawice. Czerwona Furia zamachnął się bronią posyłając w kierunku Nefelera wielką falę ognia. Ten stał nieruchomo, czekając aż czar się zbliży. W pewnym momencie podniósł miecz do góry i zamachał się nim do przodu, tworząc w ognistej ścianie pionową szczelinę, która zaczęła się powiększać. Czar minął Davida nie czynią mu najmniejszej krzywdy. Następnie Pogromca cisnął w Dariusa piorunem kulistym, który tamten przeciął z łatwością.
- Mógłbyś się trochę bardziej postarać – powiedział Daro uśmiechając się. – Pokaż na co was stać.
- Właśnie chciałem powiedzieć to samo do was – rzucił Nefeler. - Pora skończyć rozgrzewkę – dodał i mocniej ścisnął swój miecz, a błyskawicę, które za nim skakały powiększyły się znacznie.
- Pokaż swą prawdziwą moc, Vaporier! – krzyknął, a błyskawice wystrzeliły we wszystkie kierunki, całkowicie pokrywając broń Davida.
- Nie będziemy dłużni, prawda, Agramon?! – odparł Darius, a jego miecz w odpowiedzi cały pokrył się ogniom tak silnym, że nawet Annabel poczuła bijący od niego żar.
Furie w dwóch susach pokonali dzielącą ich odległość i znowu starli się mieczami. Tym razem było to coś zupełnie innego. Gdy ich bronie stykały się ze sobą w powietrze wylatywały wielkie chmury iskier i wyładować elektrycznych. Było to niczym taniec, śmiercionośny i zarazem niesamowity taniec. Nocna Łowczyni mogła przysiąc, że słyszała cichą rozmowę, lecz głosy nie należały do Pogromców.
- Jak za dawnych czasów, nie prawdaż? – powiedział jeden głos.
- I jak zwykle przegrywasz, Agramonie – odparł drugi głos.
- To się jeszcze okaże, przyjacielu.
Darius odskoczył na chwilę o Davida, a jego miecz eksplodował ogniem. Płomienie nie pokrywały już tylko ostrza, lecz całą broń i wspinały się po ręce Czerwonej Furii, nie czyniąc mu żadnej krzywdy.
- Od kiedy coś takiego potrafisz? - spytał David, zdziwiony, lecz w tym czasie jego własna broń także wybuchła potężnymi błyskawicami i pokryła całą jego rękę.
- Chyba od teraz – zauważył Daro, patrząc na swoją broń.
Darius zaatakował Davida potężnym ciosem z góry. Nefeler chciał zrobić unik, lecz jego ręka sama wystrzeliła w górę, by zablokować atak. Mimo ogromnej siły uderzenia Czarna Furia stał niewzruszony, następnie odrzucił przyjaciela i zaatakował go pchnięciem. Czerwony piruetem uciekł z pod ciosu i przeszedł do kontrataku, celując Davidowi w lewą nogę. Czarny sparował i sam zaatakował, lecz i tym razem Daro uniknął jego ciosu. Obie Furie w tym samym czasie zaatakowali, przez co ich miecze uderzyły w siebie wywołując silne wyładowanie energii, które posłało Pogromców do tyłu. Nefeler wbił miecz w marmurową podłogę by utrzymać równowagę i od razu zaszarżował na Dariusa, atakując skośnie przez pierś. Czerwona Furia odbił atak i sam zaatakował.
Furie zasypywali się gradem ciosów. Po pewnym czasie David zaczął zdobywać lekką przewagę, przez co Darius był zmuszony się cofać. W końcu Nefeler potężnym ciosem wytrącił miecz z ręki przeciwnika. Gdy tylko broń wyleciała w powietrze ogień którym była pokryta zgasł.
- Wygrałeś – rzucił Daro odsuwając się lekko od klingi przyjaciela. – Ale to nadal ja jestem Badassem.
- Jak to? – zdziwił się Silver.
- Każdy z nas wygrał jedną walkę – powiedział David, chowając miecz. – Więc wyniki się nie zmieniają.
- Niech wam będzie – burknął Biały i podał Dariusowi Agramona.
- I jak wrażenia? – spytał Daro Annabel, która podeszła do nich lekko oszołomiona.
- Wiele razy widziałam was w akcji, ale to było coś niesamowitego – odparł. – Nauczycie mnie tak walczyć?
- Nie ma sprawy – odparł David. – I tak ci to obiecałem, ale jest jedna zasada.
- Jaka?
- To co dzieje się w tym pokoju, zostaje w tym pokoju – powiedział Silver.
- Pierwsza zasada Fight Clubu – dodał Daro uśmiechając się do Nefilim.
- Niech będzie. Nikomu nic nie powiem – rzuciła Annabel, dobywając Lukkiri.
- Zacznijmy od podstaw – odezwał się Daro. – Jak często rozmawiasz ze swoją bronią?
- Nie zbyt często – przyznała Nocna Łowczyni.
- Pamiętaj o tym, zwłaszcza w czasie misji – powiedział Silver. – Dobre stosunki z bronią to podstawa lepszej walki.
- Po za tym, każda broń Pogromców ma parę ukrytych asów – dodał David. – To co stało się z naszymi mieczami przed chwilą było jednym z takich asów.
- Jak można poznać te asy? – spytał Anna.
- Tego nie wie nikt – odparł Silver. – Czasem podczas treningów lub sparingów, lecz najczęściej gdy grozi ci śmierć.
- Nic tak nie motywuje do rozwoju jak widmo zgonu – zaśmiał się David. – Kostucha to najlepszy trener personalny jakiego spotkałem.
- Może skończmy ją straszyć i przejdźmy do właściwego treningu – rzucił Darius. – Z tego co kojarzę to Paul strasznie skarży się na twój refleks, więc zaczniemy od niego.
Przez następne pół godziny Nocna Łowczyni była zmuszana do unikania, odbijania lub łapania rzucanych w nią sztyletów. Następnie Pogromcy zaczęli sprawdzać jej wytrzymałość, zasypując ją gradem ciosów, które musiała blokować. Skończyli dopiero wtedy, gdy Annabel nie była już w stanie podnieść ręki.
- A ja myślałam, że treningi z Paulem są ciężkie – wydyszała, padając na krzesło.
- Jakbyście więcej czasu trenowali a mniej całowali to by nie było aż tak ciężko – rzucił Silver.
- My wcale się nie całujemy – zaprotestowała Annabel, oblewając się rumieńcem.
- To czemu jesteś taka czerwona?
- Silver, wyluzuj trochę – powiedział David. – To, że jesteś singlem nie oznacza, że możesz się wyżywać na szczęśliwcach, którzy są w związkach.
- Szczęśliwcach? – zaśmiał się Biały. – Anna, wpadła jak śliwka w kompot. Paul zachowuje się jakby miał kij od miotły w dupie.
- Nie jest aż taki sztywny, potrafi się bawić – zaprotestowała Nefilim.
- Ale na pewno nie potrafi pić – zauważył Daro. - Może powinniśmy dołączyć go do naszej pijackiej paczki?
- Ale zanim zacznie z nami pić to muszę dać mu parę lekcji luzu – odparł Silver.
- Może lepiej nie. Jeszcze za bardzo się do ciebie upodobni, a to by była tragedia – powiedział David.
- Wiesz, David, że miałem mieć bliźniaka, ale go zjadłem – rzucił Silvester
- To dobrze. Dwóch takich jak ty to o dwóch za dużo – odpowiedział Nefeler.
- Bardzo przepraszam, że przerywam te pogaduchy – powiedział Sam, wchodząc do Opery. – Pilnie potrzebuję Dariusa.
- Co wy tak dzisiaj wszystkich potrzebujecie? – zdziwił się David.
- Przygotowujemy się do rzucenia zaklęcia, do którego składniki nam przywieźliście – odparł Anioł.
- A do czego ja jestem wam potrzebny? – spytał Daro.
- Zobaczysz – rzucił Założyciel i wyszedł z sali treningowej.
- Poćwiczcie jeszcze trochę z Anną, potem się spotkamy w jadalni – powiedział Czerwony i wyszedł za aniołem.
David i Silver spojrzeli na lekko przerażoną Nefilim i wrócili do treningu, lecz tym razem nieco lżejszego. W tym czasie Daro wraz z Samandrielem zeszli do lochów Bastionu i weszli do jednej z sal, które zwykle były zamknięte na cztery spusty. W pokoju znajdował się wysoki pulpit z wielką ciężką księgo, przy którym stał Balzael oraz spore palenisko w którym leżało jajo feniksa, przysypane żarzącym się węglem.
- Co mam robić? – spytał Pogromca.
- Musisz rozgrzać jajo – odparł Bal.
- Po co?
- Do zaklęcia jest nam potrzebne pióro feniksa, a nie jego jajo – powiedział Sam.
- Do czemu kazaliście nam zdobyć jajo?
- Ponieważ, to musi być pióro pisklaka – rzucił Bal.
- Ale to jajo jest skamieniałe, nic się z niego nie wykluje – powiedział Daro.
- Jaja feniksa mogą leżeć setki lat, a ptak i tak się wykluje – odparł Sam. – Potrzeba to tego wysokiej temperatury, a ty jako użytkownik magii ognia jesteś w stanie osiągnąć wymaganą temperaturę.
- Jak mam to zrobić?
- Stwórz najgorętszy ogień jaki tylko jesteś w stanie stworzyć, a następnie podpal jajo – odpowiedział Bal. – My w tym czasie będziemy stabilizować jajo i wspomagać cię energią.
- No to do roboty – rzucił Daro i podszedł do paleniska.
W rękach stworzył najsilniejszy ogień jaki był w stanie i na znak anioła posłał go w jajo. Płomień uderzył w metalowy stojak rozgrzewając go do czerwoności. Bal mamrotał coś pod nosem przy pulpicie, a Sam trzymał Pogromcę za ramię przelewając w niego swoją moc, by ten był w stanie utrzymać zaklęcie. Ogień był tak silny, że palenisko zaczęło powoli się topić, nawet Darius zaczął odczuwać narastające pieczenie w dłoniach. Mimo tego jajo nic się nie zmieniło, wydawało się wręcz zimne.
W pewnym momencie palenisko nie było już w stanie utrzymać jaja, które uderzyło o ziemię. Dopiero po chwili zaczęło pojawiać się na nim malutkie pęknięcie, które powiększało się powolutku. Pieczenie odczuwane przez Pogromcę zmieniło się w ból, lecz ten nie przestał ogrzewać jaja. Zrobił to dopiero, gdy pęknięcie powiększyło się na tyle, że można było już zobaczyć mały pomarańczowy dziób feniksa. Darius spojrzał na swoje dłonie, które całe były pokryte białymi pęcherzami. Samandriel od razu zaczął mu je opatrywać, a Bal w tym czasie pomógł pisklakowi do końca się wykluć. Mały feniks był wielkości gołębia i w ogóle nie przypominał pisklaka. Miał zakrzywiony dziób podobny do orła lub jastrzębia. Był prawie w całości upierzony, łyse miał tylko brzuch i połowy skrzydeł, za to ogon był w pięknych odcieniach czerwieni i złota. Balzael szybkim ruchem wyrwał z niego parę piór, a następnie pokazał feniksa Dariusowi. Pogromca pogłaskał ptaszynę po małej główce, a ten od razu wyrwał się demonowi i wskoczył Furii na prawie zdrową już rękę. Następnie poczłapał w jej górę i usadowił się wygonie na jego ramieniu, wtulając się w jego policzek. Mimo swoich małych rozmiarów feniks miał bardzo silne szpony, które wbiły się Pogromcy w ramię.
- Chyba cię polubił – zauważył Sam, krzyżując ręce na piersi.
- Możecie go już ode mnie zabrać? – spytał Pogromca, lekko niepewnym głosem.
Bal zaśmiał się i spróbował zdjąć feniksa z ramienia Dariusa, lecz ten zamachał półnagimi skrzydłami i prychnął na demona. Założyciel cofnął się zdziwiony i jeszcze raz spróbował zabrać ptaka lecz ten ugryzł go w palec do krwi, a następnie przeskoczył na drugie ramię Dara, oddalając się od demona.
- Chyba uznał cię za swojego opiekuna – powiedział Sam, podchodząc ostrożnie do Furii. – Musisz się nim zaopiekować.
- Żartujecie? Ja nie znam się na zwierzętach.
- Dasz sobie radę – odparł Sam, wychodząc z Balem z pokoju i prowadząc Pogromcę na górę.
- Ja naprawdę nie znam się na opiece nad czymkolwiek – rzucił przerażony Daro. – Poważnie, ususzyłem kaktusa.
- Feniksy są prostsze w opiece niż kaktusy – powiedział Bal, uważnie obserwując zraniony palec – Wystarczy im trochę wody, jakieś mięso i patyk do siedzenia.
- Ale…
- Żadnych ale – uciął demon, zatrzymując się przed drzwiami jadalni. – To teraz twój feniks, sam ciebie wybrał, więc nie masz wyboru. – po tych słowach razem z Samandrielem wszedł do jadalni, pozostawiając Dariusa oszołomionego.
W pewnym momencie pisklę ugryzło Czerwoną Furie w ucho wyrywając go z osłupienia.
- Nie rób tak więcej – powiedział do ptaka i wszedł do sali za Założycielami.
W pomieszczeniu znalazł pozostałe Furie z Annabel, którzy patrzyli na niego z niedowierzaniem.
- Co to jest? – spytał David, wskazując na pisklę.
- Co pierwszy raz widzisz feniksa? – odparł Daro, zajmując swoje miejsce, pomiędzy Nefelerem i Silverem.
- To jest prawdziwy feniks? – zdziwił się Biały.
Darius westchnął głośno i opowiedział im co się wydarzyło, gdy wyszedł z Opery.
- To jest strasznie niesprawiedliwe – żachnął się Silver. – I ty Brutusie przeciwko mnie.
- O co ci chodzi? – zdziwił się Czerwony.
- Jak o co? Najpierw David, a teraz ty masz własne mityczne zwierzątko. Ja też takie chce.
- O czym ty gadasz? – spytał David, wychylając się nad stołem.
- Jesteś jedyną osobą, może nie licząc Bala, której Lara je z ręki – odparł Silver, a po chwili dodał. – Lub wyjada z talerza.
Nefeler odwrócił się w momencie w którym ogar porywał mu z talerza udko kurczaka.
- LARA! – krzyknął, a ta położyła mu mocno już nadgryzione mięso na kolanach, śliniąc przy tym całe spodnie, następnie odsunęła się ze spuszczonym łbem. David podniósł udko i rzucił je Larze z powrotem. Ogar złapał kurczaka w locie i pożarł go jednym kłapnięciem.
- No właśnie o to mi chodzi – zauważył Silver. – A teraz to jeszcze Daro zyskał swojego zwierzaka.
- Jak chcesz mogę ci po oddać – odparł Czerwony. – Ja nie umiem opiekować się zwierzętami.
- Z tego co czytałem to feniksy potrzebują opieki dopóki w całości nie pokryją się piórami, co zajmuje mim góra kilka tygodni – powiedział David. – A do tego czasu potrzebują po prostu jedzenia i wody.
- To co ja mam z nim teraz zrobić? – spytał Daro i syknął gdy pisklę znowu ugryzło go w ucho.
- Proponuję dać mu trochę schabowego – zauważył Silver i podał ptakowi kawałem kotleta, ten obrzucił Pogromcę nieufnym spojrzeniem czarnych oczek, lecz po chwili złapał mięso i połknął. - Musicie mi znaleźć też jakieś takie zwierzątko – dodał po chwili Biały.
- Nie głupi pomysł – zauważyła Annabel, która podeszła do nich chwilę wcześniej. – Jakbyście jeszcze nauczyli je pomagać wam w walce to już w ogóle byłby odlot.
- Dla mnie bomba – rzucił Silver.
- Ja jestem za – powiedział David i rzucił Larze kość po udku, które ta pożarła od razu.
- Niech wam będzie – odezwał się Darius, podając feniksowi kawałem kiełbaski.


<<<&>>>

*Krok w Cieniu to jedna z technik pozwalających momentalnie przemieścić się na niewielką odległość. Innymi przykładami takiej techniki jest Świetlisty Skok oparty na magii światła lub Szkarłatny Błysk zależący do magii wiatru.

Udało się o wiele szybciej niż ostatnio, lecz i tak później niż chciałem.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Zachęcał do komentowania i wytykania wszelkich błędów, które na pewno się gdzieś znajdą, mimo moich najszczerszych chęci
Od razu mówię, że nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, ponieważ wyjeżdżam i nie będę miał dostępu do komputera.
Pozdrawiam,

Zwierzak

2 komentarze:

  1. No dobra.. obiecałam, to w końcu skomentuje :P

    Drogi Zwierzaku.. zdecyduj się jak mowisz o Furiach, to traktujesz jako "Ich", czy "Je". Bo czasem masz forme żeńską czasem męską i to denerwuje.
    Trening chłopaków jest całkiem spoko, chciałabym zobaczyć na żywo jak walczą o ten tytuł :]
    "Kostucha to najlepszy trener personalny jakiego spotkałem." - PADŁAM I LEŻĘ :D
    "Możecie go już ode mnie zabrać?" - coś mi ta sytuacja przypomina.. ale co takiego? ;D
    A tak na serio, to pierwsze co mi się pomyślało jak feniks się wykluł, to takie "mama?"<-- skierowane do Dara. I że Daro będzie miał zwierzątko. I je ma :D
    Sądzę, że będzie się nim dobrze opiekował, wprew temu co mówi o umiejętnościach opieki nad czymkolwiek. (A z kaktusami, to wcale nie tak trudno zasuszyć... zależy jaki się ma :/)
    Postanowiłam o literówkach dużo nie pisać, bo pod tym względem chyba jesteś poza kategoriami słów jakimi by to szło opisać (ale się nie zrażaj... po prostu pracuj nad tym bardziej :P)

    A ogółem, to notka spoko, choć krótka się wydaje ;)
    Czekam na dalsze przygody :D
    Pozdrawiam,
    AG

    OdpowiedzUsuń
  2. Od początku :)
    Scena z budzikiem całkiem przyjemna.
    Dlaczego Paul nie okazuje Annabel odpowiedniej dozy uczuć?
    Akcja ze starciami bardzo na plus :D
    Zwierzątko Dara <3
    Ogólnie notka mniej emocjonująca niż poprzednia, ale nie najgorsza :)
    Szur

    OdpowiedzUsuń